Reklama

Kierowco zaciśnij zęby, pasażer zawsze ma rację

06/08/2014 18:02



Kierowca "siódemki" powinien zacisnąć zęby i spokojnie jechać dalej. Za to, że tego nie zrobił, tylko wdał się w nerwową dyskusję z wiezionymi przez siebie ludźmi, został przez pracodawcę ukarany. Karę umowną z tytułu uzasadnionej skargi pasażera na kierowcę poniesie też przewoźnik.



Kierowca autobusu powinien trzymać nerwy na wodzy. W dotkliwy sposób przekonał się o tym pracownik Arrivy, obsługujący linię nr 7.


— Do stojącego na przystanku, przy przychodni "Jaśminowa", autobusu podbiegł pasażer, któremu kierowca, tuż przed nosem, zamknął drzwi. Pasażerowie wołali, żeby je otworzył. Kierowca zaczął wtedy wykrzykiwać, żeby mu nie rozkazywać i rozpoczął manewr włączania się do ruchu — relacjonuje obserwatorka tego zdarzenia.


Ludzie jednak nadal chóralnie żądali wpuszczenia do środka już dwójki, stojących pod drzwiami pasażerów. 
— Kierowca, cały czas wykrzykując na swoich klientów, otworzył wreszcie drzwi. W momencie, gdy kobiet i mężczyzna wsiadali do autobusu tylnym i środkowym wejście, kierowca zamknął drzwi, uderzając nimi wsiadających. Podobnie, jak pozostali pasażerowie byłam bardzo oburzona takim zachowaniem — opowiada interweniująca w redakcji Czytelniczka.
— Od razu głośno powiedziałam, że nie zostawię tak tej sprawy, bo nikt nie ma prawa naruszać nietykalności cielesnej drugiego człowieka i upokarzać go publicznie.


Czytelniczka spisała numer kierowcy i dane poszkodowanych, w jej ocenie, pasażerów. 
— Widząc to kierowca zatrzymał autobus i podbiegł do nas, żądając żebym wyjawiła mu swoje nazwisko, czego - znając swoje prawa - nie uczyniłam. Wykrzykiwał o monitoringu, o tym, że nie wolno go denerwować, bo jest w pracy, że wszyscy na niego... Był niezwykle arogancki. Nie okazał skruchy, nie przeprosił pasażerów, przynajmniej do momentu gdy wysiadłam przy Placu Słowiański — podkreśla Czytelniczka.


Skarga na kierowcę "siódemki" trafiła nie tylko do mediów, ale również do Zarządu Komunikacji Miejskiej. Żeby ją wyjaśnić, dyrektor Arrivy specjalnie przyjechał z Torunia do Elbląga, a dyrektor ZKM "urwał" jeden dzień ze swojego urlopu.


— Z zapisów monitoringu wynika, że kierowca naprawdę mógł nie widzieć stojących na zewnątrz pasażerów, bo już był skupiony na manewrze włączania się do ruchu, co oznacza, że patrzył w lewo — nie wyklucza Zbigniew Orzech, dyrektor ZKM.


W ocenie dyrektora, wyraźnie też widać, że mężczyzna, najpierw chciał wejść do wozu tylnymi drzwiami, zaraz za wsiadającą kobietą, ale w ostatniej chwili zdecydował się na wejście środkowe.

— Pasażerka bez żadnych problemów wsiadła do autobusu. Natomiast mężczyznę, zamykające się już jedno ze skrzydeł drzwi rzeczywiście trąciło lekko w lewy bok. Już do niego w tej sprawie dzwoniłem i - w imieniu ZKM - przeprosiłem za całe zajście. Pasażer zapewnił mnie, że nie doznał żadnego uszczerbku na zdrowiu i nie czuje się poszkodowany.


Dyrektor zapytał go też przy okazji, dlaczego w ostatniej chwili zdecydował się na wejście środkowymi drzwiami. Okazało się, że mężczyzna chciał po prostu przyspieszyć wsiadanie do autobusu ich dwójki.


Po obejrzeniu obrazu z monitoringu (bez głosu), dyrektor nie ma wątpliwości, że kierowca wszystkie manewry wykonywał prawidłowo. Jednak niepotrzebnie wdał się w dyskusję z pasażerami.


— Powinąć zacisnąć zęby i pojechać dalej — podkreśla Zbigniew Orzech. — Rozumiem, że był upał, "gonił" go rozkład jazdy, ale to nie powód, żeby odreagowywać nerwową sytuację na pasażerach. Dyrektor Arrivy zapewnił mnie, że kierowca poniesie z tego powodu konsekwencje służbowe. 
Z wyjaśnienia, przesłanego wczoraj do naszej redakcji przez ZKM wynika, że kierowca "siódemki" został już pouczony o niestosowności swojego zachowania i "odpowiednio ukarany". Karę umowną z tytułu uzasadnionej skargi pasażera na kierowcę poniesie też przewoźnik.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama