— Sąsiedzi od lat ciągną prąd na lewo — skarży się Anna Animucka, mieszkanka budynku przy ul. Grochowskiej 35a. — Korki na klatce schodowej strzelają, płacimy wysokie rachunki i boimy się o swoje bezpieczeństwo. — Robimy, co możemy, żeby mieszkańcy nie kradli prądu, lecz ich pomysłowość pod tym względem nie zna granic — mówi Artur Adamczuk, zastępca dyrektora Zarządu Budynków Komunalnych.
— Mam kilkoro dzieci na utrzymaniu. Ledwo wiążę koniec z końcem, a ostatnio przyszedł mi rachunek za prąd na prawie 1200 zł — denerwuje się jedna z mieszkanek budynku przy ulicy Grochowskiej. — I co ja mam zrobić? Zapożyczę się, ale zapłacę. Ale nie wszyscy mieszkańcy domu mają takie problemy. Niektórzy nic nie płacą za energię, bo... korzystają z prądu od sąsiadów lub ze wspólnego, z klatki schodowej. Kradzież jak dotąd udowodniono jednej rodzinie. Sąsiedzi twierdzą jednak, że jest ich więcej.Paweł Janiak, rzecznik firmy Energa
Problemy dotyczą instalacji wewnętrznej budynku, której nie jesteśmy właścicielami. Ze swojej strony dokonaliśmy kontroli jednego układu pomiarowo-rozliczeniowego. Kontrola wykazała, że w wyniku samowolnego podłączenia następuje dostawa energii elektrycznej, które jest naliczane przez licznik zasilający energię elektryczną. Nie jest to w świetle Ustawy Prawo Energetyczne nielegalny pobór energii elektrycznej, ani też w świetle Kodeksu Karnego kradzież energii.
Sławomir Karmowski, rzecznik prasowy Prokuratury Rejonowej w Elblągu
Jeden z sąsiadów pobiera prąd, który nalicza prąd zużyty na klatce schodowej. Prąd jest naliczany, więc elektrownia nie jest okradana. W tym przypadku nie możemy więc mówić o kradzieży. To jest kwestia rozliczeń między sąsiadami. Co mogą zrobić? Założyć sąsiadowi, który się podłączył do ogólnego licznika sprawę cywilną o zwrot pieniędzy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!