Reklama

Likwidacja dyspozytorni coraz bliżej. Panie wojewodo! Dlaczego?

05/06/2012 18:31

Zbliża się termin likwidacji dyspozytorni medycznej w Elblągu. Za blisko miesiąc wybierając numer 112 lub 999 dodzwonimy się do Olsztyna. To stamtąd elbląskie karetki będą kierowane do pacjentów. Problem jednak w tym, że nasze ambulanse nie są odpowiednio dostosowane do kontaktów z centralą. — Trudno mi sobie wyobrazić jak będzie się odbywało przekazywanie wezwań. Jestem zaniepokojony, bezpieczeństwo mieszkańców naszego regionu może być mocno zagrożone — przyznaje Michał Missan, kierownik elbląskiego działu ratownictwa medycznego.

System powiadamiania medycznego w województwie warmińsko-mazurskim zostanie scentralizowany w ciągu najbliższych miesięcy. Zdecydował o tym, już w grudniu 2010 roku, wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski. Oznacza to, że w całym regionie będzie działała tylko jednak dyspozytornia - w Wojewódzkiej Stacji Powiadamiania Ratunkowego w Olsztynie.

Te działające w pozostałych powiatach województwa, zostaną przez nią wchłonięte. Zlikwidowano już kilkanaście takich dyspozytorni. 10 lipca ten sam los czeka elbląską. To budzi jednak zaniepokojenie elblążan. Okazuje się, że planowane zmiany mogą się negatywnie odbić nie tylko na prestiżu naszego miasta.

Czytaj także: Trzy tysiące elblążan powiedziało nie likwidacji dyspozytorni

Blisko 150 tys. zł kosztowałoby Wojewódzki Szpital Zespolony w Elblągu wyposażenie karetek w sprzęt umożliwiający kontakt z centralną dyspozytornią. Chodzi o panele statusów z czujnikiem GPS (rodzaj komputera, na którym zespół ratowniczy odbiera zgłoszenie o wyjeździe do chorego wraz z dokładnym adresem), drukarki i radiostacje cyfrowe.

— Ten problem można jednak rozwiązać. Miedzy innymi na ten cel otrzymaliśmy dofinansowanie z programu współpracy transgranicznej Polska-Rosja-Litwa — mówi Elżbieta Gelert, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu. — Wkład własny w tym przypadku wynosi 10 procent. Bezsensem byłoby więc teraz wydawanie większej kwoty na cel, który uda nam się zrealizować do końca tego roku za znacznie mniejszą kwotę.

Czytaj także: "Nie odczujemy zmiany". Likwidują dyspozytornię pogotowia

Szpital zwrócił się więc do wojewody o przesunięcie terminu likwidacji dyspozytorni w Elblągu na koniec roku, gdy karetki będą już odpowiednio wyposażone. Brak odpowiedniego przygotowania ambulansów nie skłonił jednak wojewody do zmiany planów.

— Uważam, że w tej sytuacji bezpieczeństwo mieszkańców naszego regionu może być mocno zagrożone. Zresztą poinformowaliśmy o tym wojewodę — mówi Michał Missan, koordynator działu ratownictwa medycznego WSZ w Elblągu. — 23 maja otrzymaliśmy odpowiedź podpisaną przez Marka Zaczka, pełnomocnika wojewody ds. ratownictwa medycznego. Wojewoda wyraża zgodę na przyłączenie dyspozytorni z Elbląga do centrali w Olsztynie bez wyposażenia w centrale statusów i drukarki.

Bez tego sprzętu, jak twierdzą ratownicy, centrala może mieć spore problemy komunikacyjne z zespołami elbląskich ambulansów.
— Nie wiem, jak w takim przypadku będzie się odbywało przekazanie wezwania — przyznaje Missan. — Chyba przez telefon komórkowy. Choć to dosyć absurdalne. Proszę wyobrazić sobie to na przykład w święta, gdy sieć jest przeciążona.

Obawy budzi nie tylko niedostosowanie karetek, ale również brak geolokalizacji dla całego województwa. Gdyby ta działała, dyspozytor przyjmujący zawiadomienie, od razu znałby adres, z którego wykonany jest telefon lub jeśli dzwoniący korzysta z telefonu komórkowego - lokalizację najbliższego nadajnika. Przy braku takiego systemu pojawia się problem.

— Czego przykładem jest ostatnia tragiczna sytuacja, do której doszło w Połomie koło Olecka. Karetkę wysłano do innej miejscowości o tej samej nazwie. Miejscowości - o podobnych nazwach, które mogą sprawiać problemy również w naszym powiecie - jest całkiem sporo — dodaje Missan i wylicza — Gronowo Górne, Gronowo Elbląskie, Gronowo pod Braniewem, czy Janowo, Janów i Janówek. Mogę mnożyć takie przykłady. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że ludzie w sytuacjach stresowych reagują bardzo różnie. Spróbujcie państwo wytłumaczyć, na przykład dziecku na oczach którego umiera ojciec, dlaczego go po raz szósty pytacie o nazwę miejscowości.

— Rozumiem, że czasami głupio wycofać się ze swoich wcześniejszych postanowień, jednak na tym też polega mądrość. Nadal więc mamy nadzieję, że pan wojewoda zmieni swoją decyzję — dodaje Elzbieta Gelert.

Likwidacja elbląskiej dyspozytorni niepokoi również Stowarzyszenie Młodych Demokratów. Kilka tygodni temu zakończyli oni akcję zbierania podpisów pod protestem w tej sprawie. Te złożyło ponad trzy tysiące elblążan. Miały one trafić na ręce wojewody. Tak się jednak na razie nie stało.

— Trzy tygodnie temu po raz pierwszy zadzwoniliśmy do sekretariatu wojewody — mówi Oliwier Pietrzykowski, przewodniczący stowarzyszenia. — Okazało się, że pan wojewoda jest na urlopie. Potem był kolejny telefon i jeszcze jeden. W końcu zostaliśmy skierowani do pana Marka Zaczka. Nie zgodziliśmy się na przekazanie mu listy z podpisami. Chcemy złożyć je na ręce wojewody i mieć również okazję do porozmawiania z nim. W najbliższym czasie planujemy więc wyjazd do Olsztyna.

Młodzi elblążanie przekonują, ze nie chcą krytykować decyzji Mariana Podziewskiego, a jedynie uzyskać więcej informacji na ten temat.
— Minął ponad rok od momentu, gdy zajęliśmy się tą sprawą. Nadal nie wiemy, jak taki centralny system ma działać — twierdzi Pietrzykowski. — Co najgorsze nie tylko my, ale wielu elblążan, w tym sami ratownicy medyczni. Nie znamy również odpowiedzi na pytanie - dlaczego? Dlaczego w ten sposób ma być zorganizowane ratownictwo medyczne w województwie warmińsko-mazurskim, podczas gdy inne porównywalnej wielkości czy ilości mieszkańców województwa mają tych dyspozytorni o wiele więcej?

SMD apeluje więc do wojewody, najprościej mówiąc, o poinformowanie elblążan, na czym dokładnie planowane zmiany mają polegać i o nawiązanie dialogu społecznego w tej sprawie. Stowarzyszenie problemem chce zainteresować również ministra zdrowia i ministra spraw wewnętrznych.

— Chcemy rozmawiać o takich zmianach, a nie być zbywani. Apelujemy do pana wojewody raz jeszcze — dodaje młody Demokrata. — We wszystkich odpowiedziach na nasze pisma wojewoda dodaje: "moja decyzja jest ostateczna" i właściwie nie ma dyskusji. Mamy nadal jednak wiele wątpliwości co do tego, czym się kieruje urząd wojewódzki.

Odpowiedzi na to pytanie i nam się nie udało wczoraj uzyskać. Nieobecny w pracy był kierownik WSPR w Olsztynie i rzecznik prasowy wojewody.
Natasza Jatczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama