Reklama

Miały ratować życie. Poszły za jabola?



26/02/2010 14:09

W najbliższych dniach pracownicy ZBK sprawdzą, ile z 600 zakupionych przez miasto czujników tlenku węgla, jest jeszcze w mieszkaniach, gdzie je montowano. Na zakup detektorów miasto wydało blisko 60 tysięcy złotych.


Pojawiły się ciche wątpliwości, że część mieszkańców od razu je posprzedaje

Po doniesieniach o zatruciach czadem, prezydent Henryk Słonia w 2008 roku podjął decyzję o zakupie czujników tlenku węgla do mieszkań komunalnych. Cel był szczytny, bo detektory mogą uratować życie.
 Plany ich instalacji w mieszkaniach przyspieszono po wypadku, do którego doszło dzień przed Wigilią 2008 roku w mieszkaniu przy ul. Królewieckiej. Śmiertelnie zaczadziły się elbląskie trojaczki i ich babcia. Od razu po zdarzeniu, władze miasta zleciły przyspieszenia montażu czujników.



Czujniki trafiły do mieszkań komunalnych, gdzie istnieje szczególne zagrożenie ulatnianiem tlenku węgla. Już wtedy pojawiły się ciche wątpliwości, że część mieszkańców od razu je posprzedaje.




— Odbiór każdego z detektorów kwitowany był własnoręcznie przez najemców poszczególnych lokali — informuje Joanna Urbaniak, rzeczniczka Urzędu Miejskiego w Elblągu. — Razem z urządzeniem najemca otrzymał, instrukcję obsługi i eksploatacji urządzenia.
Niestety, wkrótce po kontrolach prowadzonych przez administratorów okazało się, że część czujników po prostu zniknęła ze ścian. Ile dokładnie z 600 w sumie zamontowanych w komunalnych mieszkaniach elblążan detektorów wisi jeszcze na ścianach? Nie wiadomo.




— Na dzień dzisiejszy nie mamy informacji, jakoby w budynku socjalnym przy ul. Wiślickiej najemcy wymontowali czujniki tlenku węgla — twierdzi rzeczniczka magistratu.
Jak dodaje, w najbliższych dniach pracownicy ZBK sprawdzą, czy faktycznie zniknęły one z mieszkań.


Lokatorzy z ul. Wiślickiej twierdzą, że jakiś czas temu liczbę liczników sprawdzała administratorka dwóch budynków socjalnych.
— Ta pani bardzo się stara, ale co zrobić, skoro są ludzie, którzy wszystko tu niszczą — powiedział pan Czesław, który od 18 lat mieszka w baraku przy ul. Wiślickiej. — Tak samo było z zamontowanymi niedawno nowymi skrzynkami na listy. Gówniarze wkładali nawet do nich petardy.
 Pan Czesław twierdzi, że sam zakupiony z miejskich pieniędzy czujnik wciąż posiada.
— Ale jak jest u sąsiadów, to nie wiemy — twierdzi inna mieszkanka budynku, pani Bożena. — A czujniki były montowane we wszystkich mieszkaniach w bloku. Ale różni ludzie tu mieszkają. Zresztą jak w każdym bloku.
Kobieta przyznaje, że spora część mieszkań jest zadłużona.
— Swój czujnik mam. Po co miałabym go sprzedawać. Przecież to może uratować życie — twierdzi.






Detektory tlenku węgla montował również najemcom Marian Muła, zarządca nieruchomości w Elblągu. Administrator otrzymał pieniądze na zakup detektorów z PZU, firmy, w której ubezpiecza zarządzane przez siebie nieruchomości.
Marian Muła co prawda nie kontroluje, czy urządzenia wiszą jeszcze w mieszkaniach, gdzie zostały zamontowane, ale jest pewien, że tak jest.
— Byłem obecny w większości mieszkań, gdzie zostały zmontowane na prowadzonych wizjach lokalnych. To mieszkania starszych ludzi, którzy się do nas zwrócili z prośbą o montaż tych urządzeń — twierdzi.
Dlatego oprócz 20 detektorów, które trafiły już do zarządzanych przez niego budynków, w tym roku Marian Muła chce montować kolejne.
— Ich montaż planuję jeszcze w tym roku — powiedział.

mz

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama