W najbliższych dniach pracownicy ZBK sprawdzą, ile z 600 zakupionych przez miasto czujników tlenku węgla, jest jeszcze w mieszkaniach, gdzie je montowano. Na zakup detektorów miasto wydało blisko 60 tysięcy złotych. Pojawiły się ciche wątpliwości, że część mieszkańców od razu je posprzedaje
Po doniesieniach o zatruciach czadem, prezydent Henryk Słonia w 2008 roku podjął decyzję o zakupie czujników tlenku węgla do mieszkań komunalnych. Cel był szczytny, bo detektory mogą uratować życie. Plany ich instalacji w mieszkaniach przyspieszono po wypadku, do którego doszło dzień przed Wigilią 2008 roku w mieszkaniu przy ul. Królewieckiej. Śmiertelnie zaczadziły się elbląskie trojaczki i ich babcia. Od razu po zdarzeniu, władze miasta zleciły przyspieszenia montażu czujników. Czujniki trafiły do mieszkań komunalnych, gdzie istnieje szczególne zagrożenie ulatnianiem tlenku węgla. Już wtedy pojawiły się ciche wątpliwości, że część mieszkańców od razu je posprzedaje.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!