Reklama

Oskarżony o śmierć Szymonka: Przed rozprawami nie mogę spać

17/07/2012 13:03


Elbląski sąd po raz trzeci próbuje ustalić czy śmierć 1,5-rocznego dziecka była efektem nieszczęśliwego wypadku, czy śmiertelne obrażenia powstały jednak w wyniku ciosu zadanego przez oskarżonego w tej sprawie Tomasza M. Dzisiaj odbyła się kolejna rozprawa, podczas której zeznawali byli sąsiedzi matki dziecka Marietty M.

1,5-roczny 
Szymon zmarł w grudniu 2008 r. Tomasz M. był partnerem jego matki, Marietty M. Wcześniej trenował pięściarstwo. Prokuratura oskarżyła go o śmiertelne pobicie chłopczyka.Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że w dziecięcym pokoju doszło do nieszczęśliwego wypadku. 


W trakcie dzisiejszej rozprawy sąd wysłuchał zeznań byłych sąsiadów Marietty M. z bloku przy ul. Nowowiejskiej, gdzie doszło do tragedii. Niektórzy z nich jeszcze dzisiaj nie mogą spokojnie mówić o wydarzeniach z grudnia 2008 r.



— Chcę o tym zapomnieć, a wy mi cały czas o tym przypominacie. Dzisiaj śniły mi się koszmary — nie kryła emocji jedna z sąsiadek.


Tragicznego dnia ta obecnie 58-letnia kobieta razem z inną sąsiadką reanimowały Szymonka. Niestety, bez powodzenia. O oskarżonym mężczyźnie mówiła podczas zeznań, że to "przesympatyczny chłopak".
— Nigdy nie słyszałam żadnych odgłosów awantur z mieszkania Marietty — zapewniała. 
 




Czytaj również: Cios czy wypadek? Jak zginął Szymonek?


Źle w sali sądowej czuł się także sam oskarżony. Po pierwszych przesłuchaniach świadków poprosił o przerwanie rozprawy.
— Wczoraj brałem środki nasenne, przed każdą rozprawą biorę, bo nie mogę zasnąć. To już trzy lata - mam już po prostu dość — tłumaczył Tomasz M.

Po krótkiej przerwie stwierdził, że wytrzyma do końca i zeznania mogli złożyć kolejni świadkowie.

Sąd chciał ustalić przede wszystkim, jaka jest akustyka w budynku, w którym doszło do zdarzenia. Tomasz M. twierdzi, że tamtego dnia, karmiąc dziecko wcześnie rano, miał się przewrócić na podłogę i oprzeć ręką na jego brzuchu. To miało być przyczyną powstania wewnętrznych obrażeń u Szymona, które doprowadziły do jego śmierci.

Tymczasem Marietta M., matka dziecka, która w chwili zdarzenia była w sąsiednim pokoju, twierdzi, że nie słyszała żadnego upadku. 

— Gdyby mój mąż, który waży ok. 80 kg, przewróciłby się w drugim pokoju, to na pewno bym to usłyszała. Ja słyszałam nawet jak się przewracało moje dziecko, ważące wtedy 10 kg — zeznała jedna z byłych mieszkanek bloku przy ul. Nowowiejskiej.


Proces będzie kontynuowany na początku września. 

AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama