Reklama

Paweł Małaszyński: gdyby nie aktorstwo, zostałbym żołnierzem

08/04/2011 08:51

Pawła Małaszyńskiego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Już w najbliższy czwartek o godz. 19 w Centrum Sportowo-Biznesowym przy al. Grunwaldzkiej w Elblągu będziemy mogli oglądać go w Kabaretonie - jubileuszu 25-lecia pracy artystycznej Cezarego Pazury.

Kabareton jest jedną z atrakcji 10. Elbląskiej Wiosny Teatralnej.

— Podobno dopiero za trzecim razem dostał się Pan do szkoły aktorskiej. Czy to przypadek, czy nie było łatwo?
— Wielu aktorów, nawet ci najlepsi, których nazwisk nie będę wymieniał, zdawali po 6 -7 razy. Powiedziałem sobie, że do trzech razy sztuka, potem pewnie zająłbym się czymś innym...


— Zostałby Pan żołnierzem?

— Pewnie tak, na pewno moja droga poszłaby w tym kierunku.

— Podobno po skończeniu szkoły młodym aktorom tez nie jest łatwo. Decyduje przypadek?
— Przypadek i szczęście. Ja znalazłem się w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie. Akurat wszystko tak się szybko potoczyło. Po moich dyplomach w Łodzi nie wydarzyło się nic ciekawego, żadnych propozycji teatralnych. Aż zadzwonili do mnie z Teatru Kwadrat, czy wziąłbym zastępstwo za Andrzeja Nejmana i tak też zrobiłem. Po pół roku grania dostałem tam etat, a w tym samym czasie wygrałem casting do swojego debiutu filmowego. To była "Biała sukienka" Michała Kwiecińskiego i jakoś wszystko zaczęło się układać. Na pewno trzeba mieć odrobinę szczęścia w tym zawodzie.


— Na co dzień występuje Pan w Teatrze Kwadrat. Czy gdzieś jeszcze można Pana oglądać?

— Nie, na dzień dzisiejszy tylko Teatr Kwadrat. 



— Niektórzy mówią, że są ikony polskiego kina czy teatru. Do takich osób z pewnością można zaliczyć Jana Kobuszewskiego, z którym występuje Pan w spektaklu "Przyjazne dusze". Jak się z nim gra na scenie?
— Jestem związany z Teatrem Kwadrat od 8 lat. Mogę powiedzieć, że mój debiut w tym teatrze przypadał na 2003 rok, kiedy miałem przyjemność grać główna rolę w spektaklu "Sługa dwóch panów". Tam mieliśmy okazję z Jankiem poznać się, tam się polubiliśmy... Byłem młodym młokosem, starałem się na siłę uszczęśliwiać wszystkich. To znaczy próbowałem Jankowi dorównać jeżeli chodzi porcje dowcipów, które on ma w małym palcu. Uważam, że granie komedii jest to bardzo trudna sztuka i tak naprawdę uczyłem się od Janka wielu rzeczy. Janek ma już swoje lata, ale powiem szczerze, że jak wchodzi na scenę, to tryska energią i gra jakby miał dwadzieścia parę lat i w jego przypadku scena daje mu takiego fajnego kopa. Dla mnie jest to zaszczyt, że mogę z nim obcować, a granie z nim to czysta przyjemność.


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama