Jako czterolatek prawie zawsze spacerował z zeszytem i ołówkiem pod pachą. Gdy coś wpadło mu w oko, to rysował. Gdy w młodości zwierzył się ojcu, że chce być artystą, ten popukał się w czoło i kazał poszukać pracy, która da chleb.
Zygmunt Tadrowski był prawnikiem i to niezłym, jak mówiło się w tym środowisku. — Pracowałem, chociaż raczej nazwałbym to wykonywaniem czynności. Moja dusza strasznie cierpiała. Coś cisnęło mnie głęboko w środku. Czułem, że to coś we mnie drzemie i czeka aż je zbudzę. Teraz wiem, że tym czymś była pasja tworzenia — mówi elbląski artysta plastyk.Więcej o historii Zygmunta Tadrowskiego przeczytacie w piątkowym wydaniu "Dziennika Elbląskiego". Wydanie elektroniczne można kupić: tutaj
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!