Reklama

Sprawa śmierci Szymonka. Trzygodzinne zeznania matki

04/09/2013 15:20

Przez ponad trzy godziny zeznawała dzisiaj przed sądem Marieta W., matka 1,5-rocznego Szymonka, który zmarł w grudniu 2008 r. Prokuratura zarzuca jej byłemu partnerowi Tomaszowi M., że zadał dziecku cios w brzuch, który spowodował śmiertelne obrażenia. Mężczyzna twierdzi, że jest niewinny, a w dziecięcym pokoju miało dojść do nieszczęśliwego wypadku.




Marieta W. zeznawała w obecności biegłych psychologa i psychiatry. Ci mają trzy tygodnie, żeby przygotować opinie. Sędzia Tomasz Piechowiak szczegółowo wypytywał kobietę o jej związek z Tomaszem M., jego relacje z dzieckiem i przebieg tamtego tragicznego poranka.


Marieta W. nigdy nie zauważyła, żeby jej synek bał się Tomasza M.

— Szymon cieszył się, że przychodził do nas. Nigdy nie było takiej sytuacji, żeby reagował płaczem na jego wizytę. Bardzo go lubił — mówiła.


Szymon zmarł w grudniu 2008 r. Lekarze stwierdzili, że przyczyną śmierci była pęknięta wątroba i rozległy krwotok wewnętrzny. Prokuratura oskarżyła Tomasza M. o pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

Czytaj również: Czwarty proces w sprawie śmierci Szymonka

Zdaniem śledczych, śmiertelne obrażenia u chłopczyka powstały w wyniku ciosu zadanego z dużą siłą w brzuch. Oskarżony mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Od początku twierdzi, że w dziecięcym pokoju doszło do nieszczęśliwego wypadku. Miał się przewrócić podczas karmienia, ale nie pamięta czy się potknął, czy stanął na zabawkę, która leżała na podłodze. 
Sąd podczas wczorajszego przesłuchania po raz kolejny poznał relację Mariety W. z tamtego poranka. Kobieta potwierdziła, że Tomasz M. karmił rano Szymona. Po odgłosach dochodzących z dziecięcego pokoju domyśliła się, że wziął dziecko na ręce i usiadł w fotelu.


— Nie wydaje mi się, żeby on chodził po pokoju — mówiła kobieta. — Słychać było, jak usiadł w fotelu. Szymon był dużym dzieckiem, nie dało się z nim chodzić po pokoju i karmić. 
Gdy Tomasz M. karmił dziecko, kobieta leżała w łóżku w drugim pokoju. Twierdzi, że nie słyszała żadnych nienaturalnych dźwięków, świadczących o tym, że stało się coś złego. Mężczyzna wrócił do pokoju i miał jej powiedzieć, że Szymon zasnął. 


Marieta W. nie potwierdziła wyjaśnień Tomasza M., który twierdził, że w dziecięcym pokoju na podłodze leżały zabawki. 


— Szymon zazwyczaj bawił się w dużym pokoju i tu były jego zabawki w kartonie. Gdy wstawałam tej nocy do Szymona, to na podłodze nie było zabawek — zeznała. 

Zdziwiłam się, że zasnął o tej porze
Tomasz M. po karmieniu dziecka wyszedł z mieszkania, a Mariecie W. miał powiedzieć, że jest umówiony u fryzjera. — Nie zauważyłam, żeby był zdenerwowany, zachowywał się normalnie — opowiada kobieta.


Szymon tego ranka obudził się po wyjściu mężczyzny. Kobieta wyciągnęła go z łóżeczka, jednak po pewnym czasie synek zasnął na jej rękach, więc położyła go z powrotem w dziecinnym pokoju. — Nie zauważyłam nic niepokojącego — mówi — Zdziwiłam się tylko, że zasnął o tej godzinie. 
Po pewnym czasie Tomasz M. wrócił do mieszkania. Marietę W. zaniepokoił fakt, że jej synek tak długi śpi. — Poszłam do niego. Już nie oddychał — wspominała ze łzami.


Na miejsce wezwano pogotowie, które stwierdziło zgon dziecka. Następnego dnia Marieta W. i Tomasz M. zostali zatrzymani przez policjantów. Akurat byli u matki oskarżonego. 
— Zastanawialiśmy się, co mogło się stać. Tomasz M. nic nie mówił o upadku. Mówił, że nie wie, co się stało, co mogło się stać. Gdy jechaliśmy do komendy powiedział mi, że mam nie płakać, bo on mi zrobi drugiego takiego Szymonka.
AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama