Reklama

Szymonek zmarł od ciosu pięścią? Wyrok dla Tomasza M. za tydzień

01/08/2011 14:16

Ośmiu lat więzienia zażądał prokurator dla Tomasza M., oskarżonego o pobicie ze skutkiem śmiertelnym półtorarocznego Szymonka. Obrońca oskarżonego twierdzi, że chłopczyk zmarł wskutek nieszczęśliwego wypadku. Dzisiaj zakończył się proces w tej sprawie.

Sędzia Piotr Żywicki odroczył jednak ogłoszenie wyroku do poniedziałku (8.08).

Sędzia mógł zakończyć proces, ponieważ do sądu dotarła uzupełniająca opinia biegłych z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Zdaniem biegłych, urazy, w wyniku których zmarł półtoraroczny Szymon, mógł spowodować co najmniej jeden silny cios pięścią w dolną część klatki piersiowej dziecka. W wyniku uderzenia chłopiec doznał poważnego urazu serca i wątroby, a w konsekwencji wylewu wewnętrznego.

— W tym procesie, poza relacją oskarżonego, dysponujemy jedynie dowodami pośrednimi. Poszlaki układają się jednak w logiczną całość, która jednoznacznie wskazuje na winę oskarżonego — mówił prokurator Sławomir Karmowski.

Tomasz M. od początku twierdzi, że feralnego dnia (29 grudnia 2008 roku) przewrócił się karmiąc Szymonka. Upadając oparł się ręką na dziecku. Jednak zdaniem prokuratury upadek dorosłego, dobrze zbudowanego mężczyzny, usłyszałaby matka chłopca, która była w pokoju obok.
— Marietta M. (matka dziecka - red.) zeznała również, że na podłodze pokoju dziecięcego nie leżały żadne zabawki, o które miał potknąć się oskarżony — zauważył prokurator. — Poza tym fakt, że Tomasz M. nie powiadomił o tym zdarzeniu matki chłopca, tylko szybko wyszedł z domu, należy potraktować jako ucieczkę.

Prokurator zażądał dla oskarżonego ośmiu lat więzienia.

Zdaniem obrońcy Tomasza M. sprawa nie jest tak oczywista.

— Oskarżony nie powiedział o zdarzeniu, bo sądził, że chłopcu po upadku nic się nie stało — przekonywał mecenas Stanisław Borzdyński. — Później, gdy chłopiec umarł na jego oczach, bał się powiedzieć o tym wypadku. 


Obrońca przytoczył zeznania świadków - matki i dziadków Marietty M. - którzy zgodnie przyznali, że Tomasz M. dobrze opiekował się Szymonkiem. Dziadek Marietty stwierdził nawet, że chłopiec wolał się bawić z Tomaszem M., niż z nim.

— Uwzględniając te zeznania, według mnie, nie istnieją racjonalne przesłanki, aby przypisać mojemu klientowi tak okropny czyn. Wersja oskarżonego jest do przyjęcia, dlatego wnoszę o utrzymanie wyroku. — dodał obrońca.

Podczas pierwszego procesu sąd dał wiarę Tomaszowi M. Mężczyzna został skazany na 2 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci. Wyrok zaskarżyła elbląska prokuratura, a gdański Sąd Apelacyjny nakazał powtórzenie procesu. Teraz za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi mu do 12 lat więzienia. Wyrok poznamy w poniedziałek 8 sierpnia.
rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama