Reklama

"To nie były poważne defekty". Po policyjnych kontrolach miejskich autobusów

22/09/2011 12:52

To nie były poważne defekty, policjanci wcale nie musieli zatrzymywać dowodów rejestracyjnych — uważa Jan Niedziela, prezes spółki ALP, do której należały skontrolowane przez policjantów autobusy. W pięciu z sześciu skontrolowanych pojazdach policjanci odkryli usterki i zabrali dowody rejestracyjne.

W środę napisaliśmy o tym, że z sześciu autobusów komunikacji miejskiej aż pięć po kontroli nie zostało dopuszczonych do ruchu przez policjantów z drogówki ze względu na usterki (więcej tu).


— Poinformowaliśmy prezydenta miasta o fatalnym stanie miejskich autobusów i prosimy o interwencję w tej sprawie — mówi Jakub Sawicki z zespołu prasowego elbląskiej policji.

Organizatorem publicznego transportu zbiorowego w Elblągu jest Zarząd Komunikacji Miejskiej. Rzecznik ZKM Michał Górecki podkreśla, że Zarząd jest organizatorem transportu, ale nie jest właścicielem taboru - ten należy do poszczególnych firm przewozowych. 

— Przewoźnik, zgodnie z obowiązującym prawem, odpowiada za stan techniczny pojazdów, którymi wykonuje usługę przewozową — informuje Górecki. — I przewoźnik w pełni ponosi wszelkie konsekwencje nieprzestrzegania stosownych przepisów.

Wskazuje również, że Zarząd nie jest uprawniony do kontrolowania stanu technicznego pojazdów. 

— Jest to zadanie uprawnionych służb, podejmujących właśnie takie działania, jakie miały miejsce we wtorek — dodaje.

ZKM jest jednak uprawniony do nałożenia kar w przypadku ewentualnego niewykonania zaplanowanego kursu z winy przewoźnika. Kontrole spowodowały zakłócenia w funkcjonowaniu linii nr 7 i 17. Pomiędzy godziną 14 a 17 nie zostało wykonanych łącznie 14 kursów.

— Za wcześnie, aby mówić o tym, czy zostaną założone jakieś kary — stwierdził w środę rzecznik ZKM.

— To nie były poważne defekty, policjanci wcale nie musieli zatrzymywać dowodów rejestracyjnych — uważa Jan Niedziela, prezes spółki ALP, do której należały skontrolowane autobusy. — Najlepszym dowodem jest to, że autobusy jeszcze tego samego dnia wróciły na trasę. Mam warsztat mechaniczny, który pracuje na dwie zmiany. Każdy pojazd zanim wyjedzie na trasę jest sprawdzany, także stan ogumienia. A policjant na oko, bez przyrządów, stwierdził, że auto nie nadaje się do jazdy. Ja nie dyskutuję: kazali wymienić, to wymieniłem. Tylko po co od razu dowód rejestracyjny zabierać.


Elbląscy przewoźnicy wskazują również, że autobusy, inaczej niż osobówki, badania techniczne muszą przechodzić co pół roku.

— I badania nie są robione na odwal, bo diagnosta podpisuje się pod tym i później miałby nieprzyjemności — mówi kierowca spółki PKA. — Ale jak trafi się policjant-aptekarz, to za kroplę oleju zabierze dowód. Jakbym się człowiek uparł, to i w radiowozie znalazłby usterki — dodaje.


Policjanci kwitują jednak sprawę krótko. — A gdyby rozpędzony autobus nie zdołał wyhamować przed przejściem dla pieszych, przez które przechodziłyby np. dzieci? — pyta Sawicki? — Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi.
rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama