Reklama

Utknął mi palec w telefonie - czyli z czym dzwonią do straży?

16/07/2012 16:18





Na brak dziwnych, czasami budzących śmiech, zgłoszeń nie narzekają strażacy ani strażnicy miejscy. Ci drudzy każdego roku otrzymują 14 tysięcy zgłoszeń i tylko około 75 procent z tego jest poważna i mieści się w ramach ich kompetencji.

— Najbardziej utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy zostaliśmy wezwani do budki telefonicznej. Okazało się, że naszemu rozmówcy utknął w maszynie palec. Często dzwonią do nas też zaniepokojeni sąsiedzi. Martwią się, bo np. nie widzieli swojego starszego sąsiada od kilku dni. Gdy przyjeżdżamy na miejsce, to okazuje się, że ta osoba po prostu źle się czuła lub spała — mówi Przemysław Siagło, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Elblągu.

— Pamiętam sytuację, gdy wzywano nas do rozjechanego na ulicy gołębia, do dziury w jezdni czy przechylonego znaku drogowego — wspomina komendant Straży Miejskiej w Elblągu Jan Korzeniowski.


Obecnie w elbląskiej straży miejskiej pracuje 27 osób. Każdego dnia na miasto wyjeżdża pięciu lub sześciu strażników. 
— Liczba elbląskich strażników nie jest wielka, a więc każda niepotrzebna interwencja może spowodować ogromne konsekwencje — dodaje Jan Korzeniowski. 
Chociaż czasami zdarzają się absurdalne wezwania, to strażnicy starają się reagować na każde. — Wolimy jechać i zobaczyć, niż później otrzymywać skargi — tłumaczy komendant i dodaje. — Strażnicy miejscy bardzo często służą mieszkańcom jako bank informacji.

Z kolei dla strażaków największym problemem są złośliwe, fałszywe zgłoszenia. 
— Tego typu wezwań mamy w ciągu roku kilkanaście — dodaje Przemysław Siagło. — Na szczęście, wiele udaje nam się już rozpoznać przed interwencją i nie musimy jechać na miejsce. 

tsz

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama