Na brak dziwnych, czasami budzących śmiech, zgłoszeń nie narzekają strażacy ani strażnicy miejscy. Ci drudzy każdego roku otrzymują 14 tysięcy zgłoszeń i tylko około 75 procent z tego jest poważna i mieści się w ramach ich kompetencji.
— Najbardziej utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy zostaliśmy wezwani do budki telefonicznej. Okazało się, że naszemu rozmówcy utknął w maszynie palec. Często dzwonią do nas też zaniepokojeni sąsiedzi. Martwią się, bo np. nie widzieli swojego starszego sąsiada od kilku dni. Gdy przyjeżdżamy na miejsce, to okazuje się, że ta osoba po prostu źle się czuła lub spała — mówi Przemysław Siagło, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Elblągu.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!