Z Alicją Zbień, osiemnastolatką pracującą jako wolontariuszka w elbląskim hospicjum rozmawia Joanna Szacherska.
— Jak długo trwa twoja przygoda z wolontariatem?
— Zawsze chciałam pomagać innym. Już w szkole podstawowej brałam udział w pojedynczych akcjach, mających na celu różnorodną pomoc osobom słabszym, dzieciom czy zwierzętom. Jednakże dopiero w liceum mogłam zacząć w pełni się rozwijać jako wolontariusz. Największa zasługa w tym naszej pani pedagog z IV LO, szkoły, do której uczęszczam. To ona zachęca nas do różnych inicjatyw, inspiruje i pomaga.
— Jaki był twój pierwszy dzień za progiem hospicjum?
— Pamiętam, że najbardziej przeraziła mnie panująca tam cisza. Bałam się także, że zamiast pomóc, mogę komuś wyrządzić krzywdę. Szybko się jednak okazało, że nie ma się czego bać, ponieważ początkujących wolontariuszy nie przydziela się od razu do najbardziej odpowiedzialnych zadań. Cisza także okazała się myląca, ponieważ wbrew pozorom w salach hospicjum bardzo często rozbrzmiewa śmiech.
— Dlaczego praca wolontariusza jest potrzebna?
— Ludzie przebywający w hospicjum są nie tylko cierpiący, ale przede wszystkim samotni. Aby im pomóc, nie trzeba tak naprawdę ani heroicznej siły, ani też sporych nakładów czasu. Często wystarczy tylko rozmowa, gra w karty, wspólna zabawa albo... trzymanie za rękę. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo to dla nich ważne.
— Jakie masz plany na rozpoczęte właśnie wakacje?
— Mam już zaplanowany tygodniowy wyjazd do brata. Będę odpoczywała od szkoły, ale na pewno nie od odwiedzin w hospicjum. Tym ludziom potrzebna jest przecież pomoc przez cały rok. Opiekuję się m.in. 4-letnią, chorą na nowotwór dziewczynką. Ilekroć przychodzę, rzuca mi się na szyję i pyta, czy przyjdę ponownie... Jak mam więc tam nie wracać? Praca wolontariusza nauczyła mnie sporej samodyscypliny oraz odpowiedzialności za drugą osobę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!