Reklama

Wiele już przeżył jako kierowca miejskiego autobusu. Należy do najlepszych w swoim fachu

27/08/2016 13:22


Za kółkiem miejskich autobusów zasiada od 22 lat. Przeżył napad, wybuch opony, której fragmenty zdemolowały autobus. Była też wdzięczność pasażerki za uratowanie magisterskiej pracy. Krzysztof Pipczyński w swoich fachu należy do najlepszych.

[media=z5]331217[/media]Krzysztof Pipczyński z Elbląga ostatnio stanął na podium europejskich zawodów na Najlepszego Kierowcę Arriva w 2016 r. 

W Budapeszcie, gdzie odbył się finał konkursu, rywalizowało 21 kierowców spółki Arriva z siedmiu krajów. W ostatecznej klasyfikacji elblążanin zajął drugie miejsce. 

— Konkurs potraktowałem jako odskocznię od codziennej pracy. Bo czy wożąc po mieście pasażerów można jechać tak, że aż piszczą opony? A na torach w Budapeszcie wskazówki obrotomierza wchodziły na czerwone pole — opowiada kierowca. — W zadaniach liczyły się czas przejazdu i precyzja. Na przykład jeździliśmy slalomem między pachołkami, wożąc w autobusie zbiornik z wodą. Wygrywał ten, u którego ze zbiornika ulało się najmniej wody. Jeździliśmy też po poślizgowych matach, które imitują oblodzenie na drodze
.

Krzysztof Pipczyński zawodowym kierowcą jest od 35 lat, miejskie autobus prowadzi od 22 lat. Przez ten czas, jak mówi, przeżył w tym zawodzie wszystko. 

— Większość pasażerów jest miła, ale zdarzają się perełki. Słów brakuje, żeby je opisać. Wstanie taki lewą nogą i wyżywa się na kierowcy. W takich sytuacjach trzeba być opanowanym, ale nie zawsze się to udaje — mówi pan Krzysztof.

Czasami bywało też niebezpiecznie. 

— Zostałem napadnięty przez pasażera. W ruch poszedł bejsbol, który woziłem. Musiałem się bronić, bo zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Ta sytuacja wydarzyła się na początku mojej zawodowej kariery. Teraz nie mógłbym postąpić w ten sposób. Dzisiaj wzywam policję, ale nie ukrywam, że we własnym zakresie dbam o swoje bezpieczeństwo — mówi.


Ale ma też i miłe wspomnienia zza kółka. — Pasażerka zostawiła w autobusie laptop. Znalazłem go i oddałem. Była tym wzruszona, bardzo dziękowała. Powiedziała mi, że miała w laptopie pracę magisterską — wspomina pan Krzysztof.


Jednak najbardziej zapadł mu w pamięć wystrzał opony. 

— Jadę, a tu nagle, jak nie huknie. Pasażerowie oniemieli, ja też się wystraszyłem. Popatrzyłem na pasażerkę, która miała na sobie białą garsonkę, teraz cała pokryta była szarym pyłem. Okazało się, że pękła opona i dosłownie wyrwała podłogę autobusu. W nowoczesnych autobusach się to już nie zdarzy, bo opony są bezdętkowe — mówi kierowca. 


Praca kierowcy autobus nie należy do łatwych. — Nie jest łatwo. Pobudka przed trzecią rano nie jest przyjemna, tak samo jak nocne powroty do domu — mówi mężczyzna.
A jest to zawód odpowiedzialny.
 — Wożę ludzi i mam świadomość, że odpowiadam za ich bezpieczeństwo — podkreśla. — Kiedyś na ul. Hetmańskiej nietrzeźwa pani szła prosto pod autobus. Musiałem ostro hamować, żeby jej nie rozjechać. W konsekwencji jedna z pasażerek uderzyła się i złamała żebro. Udało mi się tamtą nietrzeźwą panią zatrzymać, wezwałem policję. Nie byłem winny tej sytuacji, ale było mi bardzo przykro, że jedna z moich pasażerek została ranna.

Anna Dawid

Pana Krzysztofa możemy spotkać między innymi na trasie linii nr siedem
Fot. Michał Kalbarczyk

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama