Reklama

Włodzimierz Gradziński: sędziowanie to moje hobby

24/08/2011 09:44

Sędziował ponad 1000 meczów. Zdarzyło się, że piłkarz ukarany przez niego czerwoną kartką wyrwał mu gwizdek z ust i uciekł do szatni. Albo musiał studzić zapały zawodników rwących się do bójki. Włodzimierz Gradziński po 18 latach zakończył karierę sędziowską.

— Jak zaczęła się twoja przygoda z sędziowaniem meczów piłki nożnej?
Włodzimierz Gradziński arbiter z Elbląga: — Kiedy Elbląg był miastem wojewódzkim, istniejący wówczas Elbląski Związek Piłki Nożnej ogłosił nabór kandydatów na sędziów. Miałem wtedy 16 lat, zgłosiłem się na kurs, zdałem egzaminy z teorii oraz praktyki i tak się to zaczęło.

— Pamiętasz pierwszy mecz?
— To było w 1993 r. Sędziowałem jako asystent spotkanie młodzików Zatoki Braniewo z Mlexerem Elbląg. Po czterech latach awansowałem do A klasy. W tej klasie rozgrywkowej zadebiutowałem w spotkaniu Amber Krynica Morska z LZS Pomorska Wieś. Od sezonu 1999/2000 prowadziłem meczem w III lidze, a dwa lata później już w III. Mecze III ligi prowadziłem już do końca kariery. W sumie zaliczyłem 1050 spotkań przebiegających podczas nich ponad 12 tysięcy kilometrów.

— Przez ten czas nazbierało się na pewno trochę wspomnień?
— Najbardziej w mojej pamięci pozostaną dwa mecze w IV lidze w makroregionie "pomorskim". Pierwsza historia wydarzyła się podczas meczu Gedanii Gdańsk ze Spartą Sycowice (2:1). Na kilka minut przed zakończeniem meczu bramkarzowi Sparty pokazałem za brutalny faul czerwony kartonik. Kiedy karę wpisywałem do notatnika, bramkarz podbiegł do mnie, wyrwał mi gwizdek z ust i uciekł do szatni. Mecz został przerwany na kilka minut. Dopiero po interwencji kapitana wrócił i oddał go w moje ręce. Z kolei w innym spotkaniu Sparty z Orłem Choczewo, ten sam bramkarz podbiegł do zawodnika z Orła i chciał go uderzyć. Emocje udzieliły się zawodnikom obu drużyn. Po meczu doszło do bijatyki, która trwała ok. 20 minut. Nie żałowałem wówczas czerwonych kartek i pokazałem ich w sumie cztery. W bójce brali udział nie tylko sami zawodnicy, ale także porządkowi, którzy wcześniej porzucili kamizelki.

— Czy z sędziowania da się wyżyć?
— Arbitrzy otrzymują tylko zwrot kosztów podróży oraz ryczałt. Zawsze sędziowanie to było moje hobby. Nie żałuję poświęconego mu czasu.

— Nie szkoda było kończyć karierę sędziowską w tak młodym wieku?
— Z piłką związany jestem na dobre i na złe, dlatego też bacznie będę się przyglądał teraz z boku. Będę kibicował wszystkim zespołom z naszego miasta. Szkoda było odchodzić, ale takie jest życie. Mam bardzo dobrą pracę w Alstom Power, często wyjeżdżam za granicę i trudno byłoby to pogodzić. Najbardziej jest zadowolona moja żona, która niedawno urodziła mi dorodnego syna Jędrzeja i cieszy się, że teraz w weekend będę mógł więcej czasu poświęcić rodzinie.
Rozmawiał Jerzy Kuczyński

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama