Reklama

Zarzucają mu przywiezienie 10 tys. litrów paliwa z Rosji. Do zapłaty 20 tysięcy podatku

07/06/2016 12:48

Ma zapłacić 20 tys. złotych podatku, bo według ustaleń celników przywoził paliwo z obwodu kaliningradzkiego na handel. Ukarany mężczyzna dziwi się, bo jak mówi nikt nigdy nie sprawdzał mu stanu baku. I pyta, na jakiej podstawie naliczono podatek?

— Urząd Celny w Elblągu zarzuca mi przywiezienie 10 tys. litrów paliwa. Na przesłuchaniu nie przyznałem się do tego. Nikt nigdy mi nie sprawdzał stanu baku, podkreślam słowo nigdy. A z drugiej strony nie byłoby mnie stać na zakup takich ilości — mówi mężczyzna. — Jest to nie do pomyślenia. Organ celny posługuje się definicją okazjonalności oraz handlowego charakteru przejazdów przez Rosję. Jestem ciekawy, ile takich decyzji Urząd Celny w Elblągu wydał w tym roku i na jakiej zasadzie jest szacowana liczba przewiezionego paliwa, na podstawie której naliczana jest podatek, cło i akcyza. Co w takiej sytuacji może zrobić ukarany jeżeli nie czuje się winy? — dodaje.

Zainteresowanie Polaków paliwem z obwodu kaliningradzkiego wynika przede wszystkim z różnicy cen. U naszego sąsiada jest ono o około połowę tańsze niż w Polsce. Nie bez znaczenia było także wprowadzenie ułatwień przy przekraczaniu granicy w ramach małego ruchu granicznego. Dzięki nim z miejscowości przygranicznych można wyjechać do Rosji i wrócić w mniej niż godzinę. Z danych dostępnych na stronie Warmińsko-Mazurskiej Straży Granicznej wynika, że od początku roku granicę z Federacją Rosyjską przekroczyło już ponad 2,2 mln podróżnych, z tego ponad połowę stanowili Polacy.

Dlatego wyspecjalizowana komórka Izby Celnej w Olsztynie dokonała analizy przejazdów przez granicę osób jeżdżących szczególnie często.
— W ten sposób stwierdzono, że są ludzie, którzy w 2014 r. wyjeżdżali do Rosji ponad 100 razy. Sprawdzono więc, jakie ilości paliwa oni zgłaszali wjeżdżając do Polski. Wyszło, że niektórzy przywieźli w ciągu roku ponad 10 tysięcy litrów — mówi nam Ryszard Chudy, rzecznik prasowy Izby Celnej w Olsztynie. — Wynika z tego, że niektórzy podróżni powinni swoimi samochodami „wyjeździć” w roku ponad 130 tys. km, czyli mniej więcej tyle, ile normalnie kierowca robi w sześć lat. Jest to oczywiście w teorii możliwe, ale raczej rzadko spotykane.

Przepisy mówią, że z należności celnych zwolnione są towary znajdujące się w bagażu osobistym, za który uważa się m.in. paliwo znajdujące się w standardowym zbiorniku samochody oraz paliwo znajdujące się w przenośnym kanistrze, którego ilość nie przekracza 10 litrów.
— Jednakże warunkiem do zastosowania zwolnienia z VAT i akcyzy towarów przywożonych w bagażu osobistym, zgodnie z artykułami o podatku od towarów i usług jest to, aby przywóz taki nie miał charakteru handlowego — dodaje Chudy.

W jaki więc sposób można stwierdzić, czy częste wizyty w Kaliningradzie, powiązane z tankowaniem tam paliwa nie są tak naprawdę działalnością „mrówki”? Przewożący paliwo każdorazowo dokonują jego zgłoszenia i składają wniosek o zwolnienie z należności celnych i podatkowych. Każdy z nich rozpatrywany jest indywidualnie. Urzędnicy wyjaśniają, że nie oceniają przyczyn, dla których podróżny przekroczył granicę, lecz sprawdzają czy przywiezione paliwo nie służy celom handlowym. Biorą tu pod uwagę m.in zadeklarowany powód podróży, ilość deklarowanego paliwa, czas przebywania za granicą i częstotliwość przejazdów. I nie ma tu wskazania, co jest podstawą przyznania zwolnienia lub odmowy. Decydują o tym bowiem różne czynniki. Niekiedy nawet częsty przywóz niewielkiej ilości paliwa może dać prawo do zwolnienia z należności, a w innym przypadku przywiezienie dużej ilości paliwa raz czy dwa razy w tygodniu będzie opodatkowane.
— Urząd Celny w Elblągu wszczął więc postępowania wobec osób, które wwiozły te ogromne ilości paliw. W sumie odnoszą się one do 23 rekordzistów, którzy przywieźli w jeden roku ponad 10 tys. litrów. Każda sprawa traktowana jest indywidualnie i każdy, wobec którego wszczęto postępowania, miał i ma prawo przedstawiać swoje argumenty — dodaje Ryszard Chudy.
Co może zrobić nasz Czytelnik? Dochodzić sprawy przed sądem. Ryszard Chudy jednak nie pozostawia złudzeń, co do końcowych wyników takich odwołań.
— Kilka osób już dotarło ze swoimi apelacjami do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten, np. 30 marca br. rozpatrując trzy sprawy, uznał, że organy celne prawidłowo zgromadziły i oceniły materiał dowodowy. Tym samym utrzymał w mocy decyzje Urzędu Celnego — mówi.
as

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama