Reklama

Bezpieczeństwo ludzi na Żuławach przegrywa z bobrami

01/01/2013 13:16

Bobry, rozsadzające od wewnątrz wały przeciwpowodziowe są coraz większym problemem dla służb zajmujących się ochroną ludzi i ich dobytku przed wielką wodą. Nie pomagają próby przesiedleń tych zwierząt na inne tereny, ani nawet ich odstrzał. Bobry na dobre zadomowiły się na Żuławach.

Intensywne deszcze, gwałtowne roztopy, czy nagłe zmiany kierunku silnego sztormowego wiatru - prawie zawsze dla Żuław oznaczają alarm przeciwpowodziowy. Żuławy Elbląskie chroni przed powodzią ok. 360 km obwałowań. Dokładnie 158,9 km wałów znajduje się w stanie dobrym, niezagrażającym bezpieczeństwu.

Ale prawie 160 km wałów może zawieść, gdy przyjdzie wielka woda - wynika z ostatniego przeglądu urządzeń osłony przeciwpowodziowej w powiecie elbląskim. Odbudowy lub modernizacji wymaga 159,1 km obwałowań. Prawie 40 km wałów znajduje się obecnie w przebudowie.

— Potrzeby modernizacyjne są znaczne, bo większość obwałowań, których stan techniczny można określić jako zadowalający, posadowiona jest na słabonośnych gruntach, silnie osiadających. Dodatkowo, bardzo duże zagrożenie powodziowe stwarza nadmierny wzrost populacji i ekspansja zwierząt ryjących, głównie bobrów — podkreśla Kazimierz Wróblewski, zastępca dyrektora Żuławskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Elblągu.

Nory wykopywane przez bobry są głębokie i rozległe. To osłabia korpusy nasypów i może być przyczyną ich przerwania podczas utrzymywania się wysokich stanów wody. Najbardziej zagrożone są odcinki wałów bezpośrednio przylegających do rzek.

— W ubiegłym roku zlikwidowaliśmy aż 766 nor, co nas kosztowało prawie 350 tys. zł — mówi Kazimierz Wróblewski. — Nie pomagają nawet siatki, które zaczęliśmy zakładać na nowo modernizowane wały. W takich sytuacjach bobry przenoszą się po prostu dalej, w miejsca niechronione przez stalowe ruszty. 

Zabezpieczenie 1,1-kilometrowego odcinka wałów stalowym rusztem kosztowało ostatnio ponad 258 tys. zł.

Próby odłowów i przesiedleń bobrów nie przynoszą żadnych efektów. Mniej więcej po miesiącu bobry wracają na stare miejsce. 

— Sytuacja cały czas się pogarsza — alarmuje Kazimierz Wróblewski. — Bobry są już wszędzie. Obserwujemy je już nawet na wałach Zalewu Wiślanego. Nawet trochę zasolona woda im nie przeszkadza.

Bobry to zwierzęta chronione, ale jak ochronić przed nimi Żuławy? W poprzednim sezonie, na wniosek ŻZMiUW, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie wydała zgodę na tzw. odstrzał redukcyjny 100 bobrów na terenie powiatów elbląskiego i braniewskiego. Koła łowieckie potwierdziły odstrzał 21 zwierząt, w tym tylko 13 na terenie powiatu elbląskiego.

— Myśliwi nie bardzo chcą polować na bobry, stąd taki wynik — uważa Kazimierz Wróblewski. 

— To nie jest tak, że my nie chcemy — ripostuje Wieńczysław Tylkowski, łowczy okręgowy w Elblągu. — Przede wszystkim trzeba nam dać szansę na spotkanie się z nimi. Bobry intensywnie żerują najwyżej do połowy listopada. Potem rzadko wychodzą na powierzchnię. A nam każe się na nie polować w grudniu i styczniu.

Elbląscy myśliwi realizują teraz zlecenie na redukcję 50 bobrów w powiecie nowodworskim.

— Nie przewiduję z tym żadnych kłopotów, bo dostaliśmy na to czas do końca marca — mówi łowczy. 
Wieńczysław Tylkowski nie ukrywa, że myśliwym faktycznie nie zależy na polowaniach na bobry.

Niedawno nastąpiła nowelizacja przepisów prawa łowieckiego i ustawy o ochronie przyrody. W związku z tym pracownicy ŻZMiUW przystąpili już do inwentaryzacji populacji bobrów. To umożliwi wydanie zezwolenia na odstrzały bobrów na tym terenie (w drodze aktu prawa miejscowego) na okres do 5 lat.
Grażyna Gosk

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama