Reklama

Bronek "Piła" — tak mówili o nim mieszkańcy

26/05/2011 22:57

Kim jest mężczyzna, którego elbląska prokuratura oskarża o gwałt, zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i zbeszczeszczenie zwłok 15-letniej Eweliny?

64-letni Bronisław G., mieszkaniec wsi z okolic Zalewa i Małdyt, powiat iławski, województwo warmińsko-mazurskie - tyle o Bronisławie G. mówią dane meldunkowe. To niewiele.

Rozmowa z Jolantą Skrzypiec, kierowniczką ośrodka pomocy społecznej w Zalewie, była bardzo krótka. — Tego pana i jego rodzinę chroni ustawa o ochronie danych osobowych — poinformowała kierowniczka ośrodka naszego reportera.

Bardziej rozmowni, choć pragnący zachować anonimowość, są zwykli mieszkańcy gminy.
Z opowieści jednej z takich osób wynika, że Bronisław G. mieszkał w budynku należącym do gminy. Nie opuścił go, gdy samorząd sprzedał pomieszczenia prywatnemu nabywcy.

— Tak naprawdę, to był on jednak bezdomny — opowiada nasz rozmówca, przyznający się do bliskiej znajomości z Bronisławem G. — Bardzo często nocował u różnych znajomych. Był samotny, bo się rozwiódł. Nigdy bym nie pomyślał, że mógłby zrobić coś tak okropnego jak gwałt — dodaje mężczyzna.

Mieszkaniec gminy Zalewo nie jest, jak twierdzi, odosobniony w swoich sądach.
— Wiele osób mówi, że on tę dziewczynę potrącił samochodem, a jak zobaczył, co zrobił przestraszył się i ją udusił — stwierdza kończąc rozmowę.

— Z przeprowadzonego przez nas rozpoznania operacyjnego wynika, że Bronisław G. kilkakrotnie zaczepiał kobiety i w rozmowie z nimi schodził zawsze na tematy seksualne — mówi mł. asp. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Elblągu.

Żadna z rozmów Bronisława G. nie znalazła swego finału na policji, czy tym bardziej w sądzie, ale kobiety, które spotkał na swojej drodze 64-latek pamiętają go dobrze do dzisiaj.

Mężczyzna był też dobrze znany w sąsiedniej gminie - Rychlikach.
— Ja sam go nie znałem, ale moi sąsiedzi widywali go tu wielokrotnie - dawali mu picie, jedzenie — opowiada Leszek Masalski, stryj zamordowanej w ubiegły piątek Eweliny.

Z ustaleń policyjnych wynika, że Bronisław G. nie miał stałej pracy. Najmował się do prac rolniczych u rolników - między innymi w gminie Małdyty, gdzie miał wielu znajomych.
— Rozmawiałam z nim dwa dni przed tą tragedią — mówi jedna z mieszkanek gminy Małdyty. — Nigdy bym nie powiedziała, że jest zdolny do takiego czynu. Jeszcze do tej pory nie wierzę, że on to zrobił — dodaje.
Kobieta jednak przyznaje, że Bronisław G. "mówił jakieś głupoty, zboczone słowa", choć zaraz bagatelizuje to dodając "według mnie były to żarty".

Tych "żartów" jakoś jednak nie mogła znieść żona Bronisława G., która rozwiodła się z nim przed laty. Od tego czasu mężczyzna żył samotnie, nie odwiedzany, jak udało nam się ustalić przez żadne z licznych - a ma mieć ich dziewięcioro - dzieci. W jego mieszkaniu, choć lokal ten zasługuje raczej na miano nory, odwiedzać miały go jedynie i to bardzo sporadycznie kobiety. Na co dzień towarzyszył mu tylko plakat z roznegliżowaną panienką.

Z tragedią w Rychlikach nie może się pogodzić cała społeczność. Ludzie także tu mają wyraźny obraz domniemanego mordercy 15-letniej Eweliny. Bronek "Piła" — tak mówili o nim mieszkańcy.
— Bo najczęściej można było go spotkać z piłą — wyjaśnia jedna z mieszkanek gminy Rychliki. — On utrzymywał się z dorywczych prac. Z widzenia znali go praktycznie wszyscy, bo często jeździł swoim samochodem po okolicznych miejscowościach.

Tak było też w piątek, kiedy zginęła Ewelina.

Bronisław G. w trakcie przesłuchania przyznał, że zauważył dziewczynę, gdy jechał leśną drogą. Miał powiedzieć, że dziewczyna wyszła mu przed maskę.
Przesłuchującym go policjantom przyznał się, że zatrzymał samochód i zaczął nagabywać dziewczynę. Najprawdopodobniej wiedział, gdzie 15-latka mieszkała, czyim była dzieckiem. Później zaczął dziewczynę szarpać i uderzył. Gdy Ewelina upadła związał jej ręce.

Mężczyzna kręcił w swoich zeznaniach. Twierdził, że dziewczynie nie zrobił nic złego, że nie pamięta co się dalej działo. W prokuraturze, odwołał swoje wcześniejsze zeznania.

Ciało dziewczyny odnaleziono w lesie około 300 metrów od polnej drogi wiodącej do jej domu.

W sobotę wytypowano i następnie, około godziny 16 policjanci zatrzymali 64-letniego mieszkańca gminy Zalewo. W poniedziałek mężczyzna usłyszał zarzuty. Grozi mu dożywocie.
Witold Chrzanowski, rm, ww

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama