Reklama

Cafe sax: Od sześciu lat na sali komplet

10/12/2010 17:52

Spektakl "Cafe sax", oparty na tekstach Agnieszki Osieckiej, od sześciu lat przyciąga rzesze widzów. Z Beatą Przewłocką, Jolantą Tadlą, Leszkiem Ostaszkiewiczem i Marcinem Tomasikiem, elbląskimi aktorami i współtwórcami sukcesu "Cafe sax" rozmawiała Karolina Śluz.



— Pani Beato, poznała Pani Agnieszkę Osiecką osobiście. Jak do tego doszło?



Beata Przewłocka: Rzadko ma się okazję grać w sztukach autorstwa kogoś, kogo się zna osobiście. Agnieszkę poznałam wiele lat temu. Grałam w spektaklu "Łotrzyce" jej autorstwa. A ponieważ reżyserska była jej koleżanką, zaprosiła Agnieszkę na premierę. I tak ją poznałam.



— Było czuć, że jest wielką artystką?



Beata Przewłocka: Nie zachowywała się jak wielka gwiazda. Agnieszka była bardzo bezpośrednią osobą. Po kilku godzinach rozmowy, człowiek miał wrażenie, że zna ją bardzo długo. Nie stwarzała dystansu.



— Pan, Panie Leszku również poznał Osiecką.



Lesław Ostaszkiewcz: Poznałem Osiecką u schyłku jej życia. Zmarła rok później. Była zamknięta w sobie. Podczas spotkań towarzyskich, gdzie wypada się rozluźnić, wypić kieliszek wina, ona cały czas była spokojna, zrównoważona. Dzisiaj myślę, że już wtedy wiedziała o swojej chorobie. Przeczuwała.




— Teksty Osieckiej sięgają głęboko w duszę. Czy to nie jest niemęskie?




Marcin Tomasik: Te piosenki są uniwersalne. Dotyczą sfery uczuciowej kobiet, ale mężczyzna też może je zaśpiewać. Jest to kwestia interpretacji piosenek.Choćby"To nasze ostatnie bolero". Przez reżysera zostało podzielone na dialog dwóch mężczyzn, a refren śpiewa kobieta.





[i]

— Przy setnym spektaklu jest już rutyna? Czy wciąż towarzyszy mobilizujący stres?




Marcin Tomasik: Stres jest zawsze.

Beata Przewłocka: To jest pytanie o aktorstwo. Istotą aktorstwa jest,że człowiek powtarza daną rzecz nawet set razy.

Jolanta Tadla : Tylko ktoś, kto nie ma świadomości wychodzi tak po prostu, na luzie. Albo, kiedy jest się bardzo młodym. Z wiekiem odpowiedzialność wychodzenia na scenę wzrasta.



Lesław Ostaszkiewicz: Kiedy w zawodzie uprawianym przez człowieka wkrada się rutyna, to znaczy, że trzeba zrezygnować z zawodu.



— "Cafe sax" był też pokazywany poza elbląską sceną. W jakich miejscach był grany?



Jolanta Tadla : Graliśmy w Polsce i zza granicą. Byliśmy w Rosji, trzykrotnie na Ukrainie. Gdzie byśmy nie pojechali z tym spektaklem na festiwal, to przywozimy nagrody. To też jest mobilizujące. Daje ogromną 
satysfakcję.




— Czy za każdym razem ten spektakl jest taki sam?




Jolanta Tadla: Tak. Na tym też polega zawodowstwo, żeby cały czas było tak samo. Może to się wydać sloganem, ale "Cafe sax" to specyficzny spektakl. Może dlatego, że pierwszy w tej formule, że siedzimy w kawiarni, widz siedzi przy stolikach, może wypić kawę, herbatę? Każdy z nas ma swoją określoną postać, swoją historię, które przez te sześć lat w nas dojrzewa?



Marcin Tomasik: Dla mnie każdy spektakl jest inny. Nie jesteśmy maszynami. Gdy patrzę na zapis premiery, widzę, że ten spektakl naprawdę się rozwinął .Jednak nigdy nie wybiega poza ramy określone przez reżysera.




Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama