Reklama

Ceramika z Kadyn w muzeum i na eBayu

02/06/2026 07:22

„To najpiękniejszy rejon mojej monarchii” — tak miał powiedzieć zachwycony Wilhelm II, gdy przybył po raz pierwszy do podelbląskich Kadyn. Stały się jego letnią rezydencją. Cesarz głównie polował, ale w przerwach myślał też o poddanych. W Kadynach założył cesarską manufakturę.

Kadyny do historii weszły dwa razy. Za pierwszym razem za sprawą Jana Bażyńskiego, czyli Johannesa (Hansa) von Baysena, który, używając dzisiejszej nomenklatury, był Niemcem i możliwe, że jako 20-latek walczył z Polakami i Litwinami pod Grunwaldem. Potem zmienił jednak zdanie i opowiedział się po stronie Polski przeciwko Krzyżakom. W lutym 1454 roku stanął na czele delegacji stanów pruskich, która przybyła do Krakowa, aby prosić króla Kazimierza Jagiellończyka o inkorporację ziem państwa krzyżackiego. „Albo tobie, jeżeli nas pod twą władzę przyjmiesz, albo nieprzyjaciołom, jeśli nami wzgardzisz, służyć będziemy” — powiedział wtedy proroczo. I jego syn służył już Krzyżakom. Jego rodzina władała Kadynami przez następnych 200 lat. Na cześć Jana Bażyńskiego stojący we wsi ponad 700-letni dąb nazwano jego imieniem.

Pod opieką cesarza 

Naprawdę wielki świat zawitał do Kadyn w końcu XIX wieku, kiedy posiadłość nabył cesarz Wilhelm II. Przebudował stojący we wsi pałacyk i zabudowania folwarczne, potem zajął się wsią. Z inicjatywy cesarza powstał jednolity projekt opracowany przez berlińskich architektów. Zgodnie z jego ustaleniami wymieniono stare budynki na nowe. Wilhelm II wydał też decyzję o objęciu wszystkich pracowników Kadyn ubezpieczeniem zdrowotnym, emerytalnym i rentowym, wprowadził zachęty do oszczędzania, zakładając kadyńskim dzieciom książeczki oszczędnościowe, i wprowadził fundusz nagród pracowniczych. Zadbał też o to, by mieli gdzie pracować. W 1899 roku polecił zbudować nowoczesną cegielnię parową, chcąc zapewnić miejscowej ludności możliwość zarobku. Dziś już jej nie ma. Cegły kadyńskiej, tzw. gotyckiej, używano jeszcze w latach 90. minionego wieku do odbudowy zamku w Ostródzie. Również płytki, którymi wyłożono posadzki południowego skrzydła dawnej krzyżackiej warowni, pochodzą z Kadyn.

Reklama

Z Miśni do Kadyn

W 1905 roku rozpoczęła działalność manufaktura Majolika-Werkstatt Cadinen, w której wyrabiano ceramikę artystyczną, a do której maszyny sprowadzono ze słynącej z produkcji porcelany Miśni. Początkowo wytwarzano w Kadynach ceramikę zdobioną greckimi i etruskimi motywami, a także kopiowano majolikę typową dla włoskiego renesansu. Po pierwszej wojnie światowej, za dyrekcji Wilhelma Dietricha, wypracowano własny styl. Oprócz terakoty charakteryzującej się naturalną ceglastą czerwienią  produkowano, i to na bardziej masową skalę, majolikę malowaną i szkliwioną, np. wazy, dzbany i misy, zdobione rysunkiem stylizowanej wici roślinnej, w charakterystycznym zestawieniu kolorów: błękitu kobaltowego, czerwieni kadyńskiej i złota. Zaczęto również wytwarzać ceramikę figuralną w różnych odcieniach brązu,  przedstawiającą najczęściej zwierzęta takie jak konie, łosie, psy czy ptaki. Wraz ze stylem art déco zaczęto ceramikę łączyć ze srebrem i bursztynem. 
Można ją czasami znaleźć np. na eBayu. Ceny wahają się w granicach 1-2 tysięcy euro, np. za  wazon z monogramem „S.M. Kaiser Wilhelm II”  trzeba zapłacić 775 euro, a za figurkę ptaszka aż 1300 euro. Wytwórnia przetrwała 1945 rok i działała w różnych formach do końca lat 80. Potem wraz z folwarkiem stała się prywatą własnością. 

Ceramika budowlana i nie tylko

Zakład majoliki wdrożył także produkcję ceramiki architektonicznej, żeby nie powiedzieć budowlanej, czyli różnych kafli, kafelków, profili i plakiet. Do dzisiaj możemy podziwiać w elbląskim muzeum piękny piec kaflowy pochodzący z przedwojennej gospody Gottschalka w Kadynach, wyłożony kafelkami strop w sieni i sali operacyjnej siedziby NBP w Gdańsku czy też ozdobny portal w restauracji Villa Uphagena w Gdańsku-Wrzeszczu. W Tolkmicku, na jednym z domów zachowała się terakotowa płaskorzeźba z żaglowcem. 

Reklama

Kadyńskie ślady w Ostródzie

Natomiast w Ostródzie, na północnej ścianie budynku obecnego zespołu szkół zawodowych, dawniej Fach- und Berufsschulen, oddanego do użytku w 1929 roku,  znajdowały się ongiś dwie rzeźby z klinkieru przedstawiające dziewczynę i młodzieńca autorstwa Arthura Steinera (1885-1960). Obie figury wykonano w Kadynach. Jeszcze przez kilkanaście lat po wojnie stały na swoich cokołach, ale bez głów, które prawdopodobnie zostały odstrzelone przez kwaterujących w szkole latem 1945 roku żołnierzy Armii Czerwonej. Uszkodzona rzeźba dziewczyny trafiła w końcu do Niemiec i była eksponowana w Düsseldorfie. Figura chłopca zapewne została zniszczona. Z kadyńskiego warsztatu pochodziło również nieistniejące dziś źródełko z wodą pitną wykonane w 1927 roku dla ostródzkiej zawodówki, które zaprojektował Franz Andreas Threyne, prof. Państwowej Szkoły Artystycznej i Rzemieślniczej w Królewcu. Za to dzisiaj w Zespole Szkół Zawodowych w Ostródzie możemy oglądać płytki ceramiczne, którymi wyłożono wewnętrzne ściany sieni oraz wnękę na parterze.  Natomiast w zbiorach miasta znajduje się podarowany przez prof. Stanisława Miecznikowskiego talerz z dawnym herbem Ostródy, sygnowany na odwrocie koroną cesarską i napisem „Cadinen”. 


Ryszard Kowalski, ih

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/06/2026 22:32
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama