Reklama

Dopalacze przed sądem. Zeznaje dyrektor sanepidu

12/10/2015 16:03

Mefedron i UR 144 - m.in te silnie psychoaktywne substancje były obecne w specyfikach sprzedawanych w sklepie "Pachnący dom", który działał przy jednej z głównych ulic Elbląga. Dzisiaj podczas procesu ws. handlu dopalaczami zeznawał Marek Jarosz, dyrektor sanepidu, który kilkakrotnie wydawał decyzje o zamknięciu "pachnącego" przybytku.

Pierwsze sygnały o tym, że w domu "z zapachami" są sprzedawane substancje potocznie zwane dopalaczami zaczęły napływać w połowie 2012 roku. Sanepid jako instytucja kompetentna do prowadzenia spraw związanych z wprowadzaniem do obiegu tzw. środków zastępczych, rozpoczął w sklepie pierwsze kontrole. Próbki środków skonfiskowanych w sklepie trafiały do badań w specjalistycznych laboratoriach kryminalistycznych przy Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.
— Wyniki, które otrzymywaliśmy zawierały m.in. analizę i określenie rodzaju środków chemicznych zawartych w tych produktach — zeznawał Marek Jarosz. — W ich składzie wyróżniono m.in. takie substancje jak mefedron (pochodna katynonu wykazujący podobieństwo do amfetaminy - red.) oraz UR 144. Wszystkie one miały działanie silne psychoaktywne.

Po otrzymaniu wyników sanepid wydawał decyzje administracyjne nakazujące wycofanie tych środków z obiegu, zaprzestanie ich produkcji, a także pisma wstrzymujące prowadzenie rzeczonej działalności gospodarczej. Na właściciela sklepu "z zapachami" nakładano także grzywny: łącznie ok. 350 tys. zł. Podjęte przez sanepid kroki nie odniosły jednak zamierzonych skutków.
— Podmiot, który pierwotnie prowadził handel po wydaniu decyzji o zakazie prowadzenia działalności zmienił po prostu swoją pierwotną nazwę. Nie zmienia to faktu, że obie działalności łączyła siedziba firmy wynikająca z KRS i osoba prezesa zarządu — mówił Marek Jarosz. — Po każdej kontroli zmieniała się także nazwa sprzedawanych produktów, przy czym ich szata graficzna czy opakowanie pozostawały bez zmian. Po tym, jak z elbląskich szpitali zaczęły napływać niepokojące wieści o coraz większej ilości dzieci i nastolatków zatrutych w wyniku przyjęcia tzw. dopalaczy, podjąłem decyzję o skierowaniu podejrzenia o popełnieniu przestępstwa do elbląskiej prokuratury.

Podczas dzisiejszej(12.10) rozprawy obrońca oskarżonego w tej sprawie Jakuba G. złożył wniosek o zakaz rejestrowania przez media obrazu i dźwięku podczas rozpraw. Taka ingerencja powoduje bowiem u jego klienta fobię i lęki. Sędzia pozwolił więc dziennikarzom obserwować proces i sporządzać z niego jedynie pisemne notatki. Ponadto obrona zawnioskowała także o wyłączenie z procesu sędziego przewodniczącego sprawie. Według aplikanta Piotra Krystonia sędzia Wojciech Furman jest "stronniczy" oraz "odnosi się do oskarżonych i ich obrońców w sposób wyniosły, niegrzeczny i nieuprzejmy". Należałoby go więc zmienić. Ten wniosek jednak sędzia odrzucił.
Kolejna rozprawa 26 października. Stawią się na niej świadkowie poszkodowani w sprawie - nastolatki, które zatruły się dopalaczami zakupionymi w sklepie "z zapachami".
as

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama