Reklama

Droga przez mękę. Termin zaraz upłynie, końca robót nie widać

08/06/2013 10:22

Dla mieszkańców z miejscowości sąsiadujących z odnawianą drogą 503 z Elbląga do Pogrodzia, sprawdza się właśnie najczarniejszy ze scenariuszy. Jeszcze nikt im tego oficjalnie nie powiedział, ale oni nie od dzisiaj już wiedzą: z końcem czerwca wyremontowaną trasą na pewno nie pojadą. Teraz pytają: kiedy inwestycja się skończy? I już liczą straty, które przyniesie im kolejny zmarnowany sezon turystyczny.

Końca wojny nerwów na remontowanej od wiosny ubiegłego roku "pięćsettrójce" nie widać. Mieszkańcy chcieliby wiedzieć, kiedy ich drogowy koszmar się skończy. We wciąż obowiązujący termin zakończenia robót, czyli 30 czerwca, już od dawna nie wierzą. Mają przecież oczy i widzą, że trzeba byłoby prawdziwego cudu, żeby został dotrzymany.

W połowie maja, w ich imieniu, starosta elbląski Sławomir Jezierski poprosił dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich (czyli inwestora) o podanie ostatecznego terminu zakończenia tego zadania. Został do tego zobowiązany przez Ryszarda Zagalskiego, przewodniczącego Rady Powiatu w Elblągu, który podczas ostatniej sesji złożył interpelację w tej sprawie. W minioną środę odpowiedzi jeszcze nie było.

— Szkoda gadać... Kto tamtędy jeździ to widzi, jak na dłoni, że roboty nie zakończą się ani w ostatnich dniach czerwca, ani z końcem na przykład września. W cieniu gabinetów mówi się o końcu roku... — zdradza Ryszard Zagalski.

Waldemar Królikowski, dyrektor ZDW w Olsztynie poinformował pod koniec maja, że wykonawca zwrócił się "z roszczeniem o wydłużenie terminu realizacji inwestycji" i że "wniosek jest analizowany w zakresie zgodności z zapisami umowy". Nie ukrywał też, że "zaawansowanie rzeczowe na obiektach mostowych wynosi ok. 70 proc., a całej inwestycji - ok. 20 proc.".

Witold Kotarski, kierownik budowy "pięćsettrójki" zgadza się z takim oszacowaniem postępu prac.
— Dopiero, gdy na dobre rozpoczną się roboty z dużym udziałem drogich materiałów, takich jak masa bitumiczna, czy beton, te procenty będą szybko szły w górę — podkreśla kierownik budowy. — Do tej pory - nie licząc budowy mostków - pochłaniały nas głównie roboty ziemne.

Skąd wzięło się tak znaczne opóźnienie robót?
— Nie chcieliśmy ryzykować — mówi Witold Kotarski. — Gdybyśmy wymienili grunt na takich głębokościach, na jakie wskazał projektant, być może latem rzeczywiście oddalibyśmy piękną drogę do użytku. Ale na pewno po przejechaniu przez nią tysiąca wozów, grunt zacząłby osiadać, a powierzchnia pękać. Dopiero media miałyby o czym pisać!

Pierwszy niepokojący sygnał drogowcy "odebrali" z wykopu pod nową drogę pod koniec października ubiegłego roku.
— Wykryliśmy duże odstępstwa od rodzajów gruntów, na jakie powinniśmy natrafiać w czasie robót — mówi kierownik budowy. — Żeby udowodnić, że inwestycja jest zagrożona zleciliśmy na własny koszt badania geotechniczne w punktach oddalonych od siebie co 50, góra co 100 metrów. Badania trwały prawie 2 miesiące. W grudniu przekazaliśmy wyniki inwestorowi.

Okazało się, że z wynikami nie ma co dyskutować. Inwestor zgodził się na poszerzenie kontraktu o dodatkowe roboty związane z wymianą gruntu.
— I to teraz właśnie robimy — mówi kierownik budowy. — Grunt jest fatalny: rozwodniony, z pokładami organicznymi na głębokości metra, a nie, jak to zwykle bywa, 20 cm. W rejonie Rangór ciągnie się ok. 2-kilometrowy odcinek, na którym trzeba wymienić grunt do głębokości 1,5 m, a miejscami nawet do 2 metrów, bo tam jest po prostu błoto!

Dzisiaj Witold Kotarski nie chce nawet prognozować, kiedy roboty mogą być skończone.
gog

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama