Reklama

Elblążanie w Londynie: Czego mamy się bać?

12/08/2011 22:13

Dwadzieścia cztery godziny w autobusie, wydatek rzędu 430 złotych, a na miejscu zamieszki i pożary. A jednak Polacy nie rezygnują z możliwości lepszego zarobku i jadą do Londynu, bardzo często pozostawiając w kraju swoją rodzinę. 
— Z Elbląga autobus wyjeżdża codziennie o 9.30 z Dworca PKS — mówi Marek Panszt, dyrektor Międzynarodowej Linii Autokarowej Polonia.

Od kilku dni w wielu miastach Wielkiej Brytanii (Londyn, Birmingham, Manchester, Nottingham) trwają zamieszki, wywołane śmiercią 29-letniego Marka Duggana. Podczas rozruchów zginęło już pięć osób. Straty finansowe liczone są na 100-200 mln funtów.

Parę dni temu świat obiegło zdjęcie Polki wyskakującej z płonącego bloku. Zapytaliśmy więc elblążan, czy warto ryzykować zdrowie, a może nawet i jechać do Anglii?



— Pracuję w Londynie już od ośmiu lat — wyznał nam przed powrotem do Anglii Henryk Bednarski, elblążanin. — Na szczęście mieszkam w bezpiecznej póki co zachodniej części miasta. Dzisiaj wracam z trzytygodniowego urlopu.

O tamtejszej sytuacji wiem tyle, ile opowiadała mi przez telefon córka. Przede wszystkim służby porządkowe proszą mieszkańców, aby nie wychodzili wieczorem z domu. A ulice ma patrolować ponad 16 tys. policjantów. O rannych Polakach nic nie wiem, ale słyszałem, że kilku moich znajomych odniosło spore szkody finansowe.


Wielu mieszkańców Londynu stara się jednak na "własną rękę" przywrócić porządek na ulicach.

— Słyszałem od znajomych, którzy tam mieszkają, że niektórzy mieszkańcy sami starają się pilnować tam porządku, rozganiając wieczorami awanturniczą młodzież — opowiada Marek Panszt. — A do tego sądy działają już 24 godziny na dobę. Ale należy pamiętać, że mimo wszystko tam wciąż nie jest bezpiecznie.




Pomimo niebezpiecznej sytuacji nie maleje zainteresowanie wyjazdami do Wielkiej Brytanii. 

— Nie zauważyłem dużych zmian w zainteresowaniu wyjazdami na wyspy — dodaje Panszt. — Owszem, zmalała ilość kursów autobusowych, ale to w stosunku do roku poprzedniego. Nie jest to więc spowodowane ostatnimi zamieszkami.


Niektórzy twierdzą jednak, że zainteresowanie ofertami pracy w Anglii jest mniejsze.

— Ludzie mają pewne obawy związane z wyjazdem — mówi Jolanta Marynowska, pośrednik pracy pierwszego stopnia w elbląskim Powiatowym Urzędzie Pracy. — W ogóle zainteresowanie pracą w Anglii trochę się ostatnio zmniejszyło, choć taki regres trwa już od kilku miesięcy. Jest to spowodowane nie tylko zamieszkami, ale także tym, że ofert pracy w Wielkiej Brytanii nie mamy zbyt wiele. Obecnie jest to tylko jedna oferta pracy dla szwaczki. Największe zainteresowanie jest natomiast pracą w Niemczech i Holandii. 




— Jesteśmy tam całą rodziną — wyznał nam Henryk Bednarski. — Zaczynałem jako budowlaniec, a niedawno dostałem pracę jako konserwator w szkole. Tęsknię za Polską, dlatego wracam tu co rok w wakacje. Nie boję się tam jechać, bo czego mam się bać? Zamieszki są przede wszystkim w dzielnicach kolorowych, więc mam nadzieję, że mnie i mojej rodziny nie dotkną. A u nas w kraju nie ma się czego bać? Przecież co chwilę słychać o jakichś zabójstwach czy pobiciach.
Michał Szypniewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama