Reklama

Elblążanin ściga się w morderczym maratonie rowerowym

23/08/2017 12:29

Już ponad jedną trzecią trasy ma za sobą Robert Woźniak, który ściga się w Maratonie Rowerowym Dookoła Polski. To jeden z najdłuższych rowerowych maratonów na świecie. Zawodnicy mają do pokonania 3142 kilometrów w zaledwie dziesięć dni.

To jeden z najdłuższych i najtrudniejszych rowerowych maratonów na świecie. Zawodnicy wystartowali 19 sierpnia z Przylądka Rozewie i do przejechania mają łącznie 3142 km. Limit czasowy tego dystansu, to zaledwie 10 dni.

Uczestnicy w kategorii "Total extrem" pokonują tę trasę non stop, bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, bez samochodów z obsługą techniczną, bez masażystów, lekarzy i całego tabunu ludzi, który towarzyszy zawodnikom przy typowych wyścigach szosowych. Są zdani tylko na siebie, swój rower i ekwipunek zabrany ze sobą na starcie. Sami ustalają czas, miejsce i długość trwania odpoczynków.

Trasa maratonu biegnie przez najpiękniejsze zakątki kraju. Start i meta zlokalizowane są na Przylądku Rozewie, przy latarni morskiej, skąd zawodnicy ruszają w stronę Trójmiasta. Mijają Żuławy przez prom w Świbnie, w miejscowości Stegna zlokalizowana jest pierwsza strefa kontroli przejazdu. Dalej kierują się na nowo wbudowany most w Kępkach oraz most pontonowy w Nowakowie, mijają Elbląg od północy i Wysoczyznę Elbląską, aż pod granicę z Obwodem Kaliningradzkim w Gronowie. Stąd skręcają na wschód. Potem trasa maratonu biegnie wzdłuż granic Polski.

Jedną trzecią dystansu ma już za sobą elblążanin Robert Woźniak. Morderczą trasę MRDP pokonał już w 2013 roku. Pomyślnie ukończył też podobny maraton, ale w wersji górskiej: w 67 godzin „wykręcił ” 1122 km. Mimo poważnego wypadku, który miał w tym roku, powrócił na rowerowe szlaki i zdecydował na udział w maratonie.

[media=z5]410593[/media]

— Jest ciężko, bo ma być ciężko. To cudowne, że kładę się spać o północy, a wstaję już przed piątą rano i w ten sposób spędzam cały dzień na rowerze — mówi Robert Woźniak.

W środę (23.08) przed godz. 9 Robert zaliczył trzynasty punkt kontrolny, który wyznaczony był w okolicach Krosna. Dzień wcześniej w swojej relacji z maratonu napisał: "Zaczynam góry. Kocham je i łzy radości mam w oczach na ich widok. Na dodatek mam tu też i rower i muzykę. Brakuje do kumulacji żony i synka. Rower robi wszystko abym był szczęśliwy. To nic, że leje. Ja wciąż się śmieję".

W maratonie wystartował również drugi elblążanin Marek Kamm. Niestety, po przejechaniu 1200 kilometrów musiał zrezygnować z dalszej jazdy.
— Co czuję? Jestem zwyczajnie wściekły, zły. Dużo wysiłku włożyłem w przygotowania do maratonu. Co zrobić? Są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Zerwałem dwie szprychy na zjeździe między Przemyślem a Arlamowem rozcentrowując mocno kolo. Nie mogło się to zdarzyć w gorszym miejscu i czasie. Szukając pomocy w środku nocy wspiąłem się do hotelu. Nie miał on jednak serwisu rowerowego. Tak wiec to koniec jazdy. Naprawa w serwisie w Przemyślu ze względów czasowych nie miała sensu. Dziękuję za kibicowanie i pozdrawiam wszystkich — mówi Marek Kamm.

To była jego druga próba pokonania tej trasy. Pierwszą podjął w 2013 roku. Jednak z powodu kontuzji musiał przerwać maraton.
— To nie jest ostatnia próba. Jeszcze się spotkamy na tej trasie — mówi Marek Kamm

Na trasie maratonu pozostało 57 zawodników.
daw
[media]410640[/media]Marek Kamm i Robert Woźniak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama