Reklama

Górskie opowieści elblążan. "Miejsca z dala od cywilizacji"

25/11/2011 09:13


O egzotycznych Bieszczadach, Górach Świętokrzyskich, Tatrach Grażyna Jędrzejczak i Andrzej Wiśniewski opowiadali podczas niedawnego spotkania w elbląskim PTTK.

— Do bazy turystycznej w Łopience w Bieszczadach Wysokich przyjeżdża dużo ludzi, którzy śpiewają przy akompaniamencie gitary. Te śpiewy kończą się o trzeciej, czwartej nad ranem. Atmosfera bazy jest niesamowita — mówi Grażyna Jędrzejczak z elbląskiego PTTK.

— Od piętnastego roku życia cały wolny czas staram się spędzać w górach, bo tam spotyka się ciekawych ludzi, którzy po jednym dniu stają się przyjaciółmi — mówił Andrzej Wiśniewski, przewodnik turystyczny, prezes sekcji Komisji Turystyki Górskiej i Narciarskiej przy elbląskim oddziale PTTK. 


Grażyna Jędrzejczak zachęcała do zwiedzania Bieszczad, gdzie można znaleźć egzotyczne miejsca, do których nie dociera cywilizacja. Jednym z takich miejsc jest baza turystyczna w Łopience w Bieszczadach Wysokich. Nie ma tam elektryczności. Z telefonu komórkowego też nie można się dodzwonić. Grażyna Jędrzejczak była w Łopience w ubiegłym roku. Żeby skontaktować się ze światem, wystukiwali sms w telefonie komórkowym, następnie wkładali telefon do woreczka foliowego, woreczek wciągali po sznurku na wysokie drzewo i stamtąd sms leciał w świat. Myli się w potoku. Dwa razy w tygodniu przyjeżdżał samochód (sklep obwoźny), w którym zaopatrywali się w jedzenie. 


— Nieistniejąca już wieś Łopienka znajdowała się w dolinie, otoczona była górami — opowiadała pani Grażyna. — Przed wojną miejscowość liczyła około 300 osób. Do czasów obecnych została tylko cerkiew, którą odbudowali studenci. Była to wieś grekokatolicka, założona w XVIII wieku.

Od cerkwi w Łopience do bazy turystycznej o tej samej nazwie samochodem dojechać nie można. Należy go zostawić gdzieś w pobliżu cerkwi i iść dalej piechotą. Po czterdziestu minutach marszu jesteśmy w bazie. Można tu przenocować w namiotach. Nocleg kosztuje od 12 do 18 zł od osoby. 

— Przyjeżdża tutaj dużo ludzi, którzy śpiewają przy akompaniamencie gitary. Te śpiewy kończą się o trzeciej, czwartej nad ranem — opowiadała Grażyna Jędrzejczak. — Atmosfera tej bazy jest niesamowita. 


— Moje wspomnienia z Łopienki sięgają roku 1969 — dodał Andrzej Wiśniewski. — Byliśmy w tym miejscu, gdzie zginął Świerczewski, w Jabłonkach. Szliśmy z Jabłonek do Łopienki. Mieliśmy połeć słoniny i niedużo chleba. Każdy dostał więc kawał słoniny i kosteczkę chleba. 


Swoją przygodę z jedzeniem w Bieszczadach dodała też pani Grażyna. Wędrowała po nich z grupą, w czasach PRL, gdy w sklepach był kryzys. Nieśli więc ze sobą 5 kg masła.

— To masło zjadły nam owczarki podhalańskie — opowiadała Grażyna Jędrzejczak. 



Następnie przenieśliśmy się w Góry Świętokrzyskie. Grażyna Jędrzejczak zachęcała do zwiedzania m.in. kopalni krzemienia pasiastego w Krzemionkach Opatowskich, Muzeum Hutnictwa Starożytnego w Nowej Słupi, zamku w Chęcinach, Muzeum Zabawek w Kielcach i innych ciekawych miejsc. 
Natomiast Andrzej Wiśniewski opowiadał o Tatrach. 

— Zimą każdego roku jestem w Tatrach. W tym roku wybrałem się w Tatry w maju i w czerwcu — mówił prelegent. — Była to wycieczka pełna refleksji, wycieczka trzeciego wieku. Podziwiałem m.in. piękne widoki w Dolinie Pięciu Stawów. Kiedy tam wchodzę, zawsze jestem pod dużym wrażeniem.


W górach nocować można nie tylko w schronisku, ale również na sianie u babci Stopkowej. 

— W szopie na górze jest siano, a na dole kozy i kozioł, który bardzo śmierdzi — opowiadał pan Andrzej. — Kiedy tam nocowałem, przesiąkłem tym zapachem. Następnego dnia koledzy obwąchali mnie i powiedzieli: "O, nocowałeś u babci Stopkowej". 

kk

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama