Reklama

Kobieta w Elblągu w 1945 r. Gwałty, rabunki i mordy...

13/02/2015 10:46

70 lat temu Elbląg znalazł się na kilka miesięcy pod władzą wojsk sowieckich. Zdobyte miasto potraktowano podobnie jak wiele innych. Już w pierwszych dniach ludność cywilna stała się obiektem gwałtów, rabunków, a nawet mordów ze strony zdobywców.

Jak napisał ks. dr M. Józefczyk, ofiarami byli nie tylko elblążanie ale także liczni robotnicy przymusowi różnych narodowości, w tym Polacy. Pozostała w mieście niemiecka ludność cywilna zdana była na łaskę lub niełaskę zdobywców, na śmierć, gwałty, głód, choroby i wywózki. Szczególnie tragiczny los spotkał kobiety. Doświadczyły one gwałtów, w tym zbiorowych. Młode dziewczyny gwałcono niejednokrotnie na oczach ich matek. Te, które zbytnio się opierały, zabijano.

Pokój-piekło
Na ten temat pojawiło się po 1990 r. sporo relacji, książek, upubliczniono nieznane dokumenty i nagrano filmy, jak np. „Róża”. Mówił o tym prof. Józef Arno Włodarski (UG) w styczniu 2010 r. w ramach spotkań w Kawiarence Historycznej „Clio” w elbląskim muzeum. W jego wystąpieniu pojawiły się m.in. dwa złowieszcze słowa - „suworowskie sutki” i „poguljanki”. To pierwsze odnosiło się do rzezi Pragi dokonanej przez wojska carskie gen. A. Suworowa w listopadzie 1794 r. (ros. sutka = doba), a drugie dotyczyło barbarzyńskich aktów sowieckiej soldateski w zajmowanych miastach. Dziesiątki takich sytuacji zdarzyło się również w Elblągu. Mówi o tym relacja pewnej elblążanki spisana 6 lat po wojnie. Lech Słodownik [piano]
„26 stycznia 1945 r. o 6.30 rano trafiłam do niewoli. Żołnierze rosyjscy z miejsca zabrali mi płaszcz i buty. W wózku dziecinnym miałam półtoraroczną córkę Christę a 7-letniego syna Horsta trzymałam za rękę. Cała Richthofenstraße (ul. J. Kilińskiego) była zablokowana tłumem mężczyzn, kobiet i dzieci. Spędzeni zostaliśmy do hali dworca, gdzie odbyła się selekcja według wieku i płci. Zaglądano nam w usta jak na aukcji koni. Przy tej okazji zabrano wszystkie kosztowności, obrączki ślubne, zegarki, książeczki i papiery wartościowe. Najpierw oddzielono i odtransportowano mężczyzn. Więcej ich nie zobaczyliśmy. Pozostały kobiety i dziewczęta powyżej 15 lat. Na nich rozpoczęły się gwałty. Na placu dworcowym zauważyłam jak rosyjscy żołnierze zaczęli gwałcić piętnastoletnią H. N. z kolonii Trettinkenhof (Zatorze). Jej matka M. N. zaczęła ją bronić, ale nic nie wskórała. Córkę gwałcono kilka dnia, a ona sama przepłaciła to życiem. Po jakimś czasie odprowadzono nas w kierunku Alei Grunwaldzkiej i ulokowano w komendanturze. W tym czasie w mieście toczyły się jeszcze walki. Obok nas zakwaterowano przejściowo uzupełnienia oddziałów sowieckich. Ponownie nas oszacowano i wyselekcjonowano wg wieku. Miałam wtedy 39 lat. W komendanturze urządzono pokój na gwałty. Najpierw gwałcono młode dziewczyny, a ja trafiłam tam rano i zgwałciło mnie trzech rosyjskich żołnierzy. Gwałty powtarzały się dwa razy dziennie i miały charakter wielokrotny. Dla mnie najgorszym był 7. dzień. Do pokoju-piekła zaciągnięto mnie wieczorem, a zwolniono rano. Miałam opuchnięte narządy płciowe, poranione uda i kolana. Nie mogłam ani chodzić, ani leżeć. A wnet przyszły jeszcze trzy straszne dni. Później wg opinii rosyjskich żołnierzy nie nadawałyśmy się już do niczego i nago wypuszczono nas z tego piekła. Na nasze miejsce trafiły następne kobiety. Byłam nago i jakaś starsza kobieta dała mi obrus do okrycia. Te straszne rzeczy doświadczały kobiety często w obecności ich własnych dzieci. Na szczęście ten widok został zaoszczędzony moim dzieciom. W czasie tego nieustannego pohańbienia nie otrzymywałyśmy żadnego jedzenia, tylko alkohol i papierosy.

Następnie zebrano nas wszystkich i poprowadzono w „marszu śmierci” do miasta Preußisch Holland (Pasłęk). Trzeba sobie uzmysłowić fakt, że nie miałyśmy butów a nasze stopy były owinięte workami. Miałam swoje dzieci ze sobą. Szliśmy pod strażą rosyjskich żołnierzy. Podczas tego marszu rzucali oni w kolumnę materiały wybuchowe wielkości jajka. Widziałam jak śmiertelnie ranny w głowę został p. Kilian z kolonii Trettinkehof, podobnie córka urzędnika p. Neumanna, która zmarła. Ranni pozostawali na poboczu, a ten kto nie zmarł był na miejscu dobijany przez żołnierza rosyjskiego strzałem w potylicę, który nazywaliśmy „strzałem łaski”. Mogę potwierdzić, że małżeństwo Jordan z Elbląga, które pod dwóch dniach marszu z Elbląga do Pasłęka tam i z powrotem nie miało sił iść dalej, spoczęło na poboczu drogi. Gdy wracaliśmy następnego zobaczyliśmy, że oboje zostali zabici strzałem w potylicę. Nie było nic do jedzenia, chciano żebyśmy wyginęli, taki bowiem był cel tego trwającego 14 dni marszu. Z 800 ludzi, w większości kobiet (było też kilku starców), przy życiu pozostało ok. 200. Martwi leżeli na poboczu drogi i w przydrożnych rowach. Gdy po dwóch tygodniach resztki tej kolumny zostały zwolnione, ludzie rozbiegli się w różnych kierunkach. Wróciłam do Elbląga z moimi dziećmi do naszego mieszkania, w którym nic nie było oprócz zdemolowanych mebli. Ale wkrótce meble te zostały zrabowane przez Polaków. Jadłam z moimi dziećmi obierki od kartofli, kapuściane głąby, weki i co wpadło pod rękę. Córka Christa zachorowała na tyfus głodowy, a syn Horst i ja zapadliśmy na opuchliznę głodową i nasze brzuchy wydęły się mocno. Byłam bliska obłędu, całkowicie załamana psychicznie i fizycznie. Ale miałam chwilowy spokój od tych ohydztw. Jednak jeszcze raz chciano zabrać mi syna, jeszcze raz zostałam zgwałcona. Potem nadszedł rozkaz o zakazie gwałcenia kobiet. Człowiek mógł się już bronić, ale było za późno. Ja i tysiące kobiet zostało stłamszonych, zniszczonych psychicznie, co odczuwamy do dnia dzisiejszego i nikt nam nie pomaga. W takim stanie pozyskałam mały wózek i pieszo opuściłam Elbląg. Po długiej wędrówce dotarłam do Weyer w powiecie Rhein/Lahn. Tylko dwa razy podczas tej tułaczki korzystałam na małych odcinkach z pociągu. Przekraczając strefę okupacyjną w Helmstedt stwierdziłam, że angielscy żołnierze okazali się dla mnie i moich dzieci dobrymi ludźmi. Krótko przed celem utraciłam przytomność. W ostatniej chwili uratowano mi życie”.

Ma do dzisiaj
koszmary senne
Znany i zasłużony dla Elbląga Hans Pfau odnotował podobny przypadek. Napisał do niżej podpisanego: „Moja kuzynka Eryka Hohendorf miała w 1945 r. 9 lat. Na rogu Pangritz/Benkensteinerstraße (ul. Wiejska/Odrodzenia) złapali ją rosyjscy żołnierze i odprowadzili do komendantury. Tam, w pokoju na pierwszym piętrze została obnażona i kilkakrotnie zgwałcona. Wykorzystując nieuwagę oprawców wyskoczyła przez okno, ulegając poważnym obrażeniom. Nagą i półprzytomną znaleźli niemieccy mieszkańcy dzielnicy i doprowadzili do domu, do matki zamieszkałej przy Ulmengang (ul. Płocka). Eryka ma do dzisiaj koszmary senne, przeszła kilka operacji by załagodzić dotkliwe bóle kręgosłupa i dysku. Nie odważyła się dotychczas i nie przyjedzie już nigdy do rodzinnego Elbląga…”.

Ulica Helska 16 w Elblągu ok. 1940. Z prawej strony panienka Heß, z lewej jej najlepsza koleżanka Gertrud Deutschendorf, zwana sympatycznie "Trudchen" (Truda), zamieszkała przy ul. Helskiej 6. Wywieziona w 1945 r. na Syberię gdzie zmarła z mrozu

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama