Reklama

Kolega pobitego na śmierć pod Bowlingiem: byłem przekonany, że uda mu się uciec

20/04/2010 08:47

Byłem przekonany, że Pawłowi uda się uciec, bo był w wystarczającej odległości od napastników. Później dowiedziałem się przez telefon, że leży w szpitalu — zeznawał przed sądem Marcin M., kolega mężczyzny śmiertelnie pobitego pod Bowling Clubem. W elbląskim sądzie trwa proces oskarżonego o udział w tym pobiciu Jacka B.

Od tragicznych zdarzeń niedługo miną trzy lata. Jedyną osobą dotychczas prawomocnie skazaną za śmiertelne pobicie Pawła M. jest były elbląski pięściarz Marcin P., który usłyszał wyrok pięciu lat więzienia. Elbląski sąd na podobną karę dwukrotnie skazywał również Jacka B. Za każdym razem od wyroku odwoływał się obrońca mężczyzny, a Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylał wyroki i akta sprawy wracały do Elbląga.
Teraz elbląski sąd po raz trzeci próbuje osądzić Jacka B. Ten nie przyznaje się do udziału w pobiciu.

Marcin M. był jedną z osób, które tragiczniej lipcowej nocy 2007 r. bawiły się razem z śmiertelnie pobitym Pawłem M. w Bowling Clubie. Razem w niedzielę nad ranem opuścili lokal. Wcześniej między Marcinem M. a ochroniarzami doszło do nieporozumienia. Już na zewnątrz obaj zostali zaatakowani i pobici. Paweł M. nie przeżył ataku napastników. Zmarł w szpitalu nie odzyskując przytomności. Miał 24 lata.

Podczas piątkowej rozprawy w elbląskim sądzie Marcin M. przez prawie trzy godziny wspominał, co zdarzyło się tragicznej nocy.
— W dyskotece tańczyłem na podeście z butelką piwa w ręku i zostałem ściągnięty z podestu przez ochroniarza pochodzenia ormiańskiego. Między nami wywiązała się wymiana zdań, doszło do przepychanek. Wtedy zostałem uderzony ręką w twarz przez innego ochroniarza — wspominał.
Po tym zajściu razem z Pawłem M. opuścili dyskotekę.
— Już na zewnątrz zapaliliśmy papierosy. Wtedy z Bowlingu wybiegła grupa osób. Zdążyłem do Pawła krzyknąć, żeby uciekał — opowiadał chłopak. — Za mną pobiegło pięciu mężczyzn, za Pawłem, jak dobrze pamiętam, czterech.
Paweł M. zaczął uciekać w kierunku skrzyżowania ul. Robotniczej, Teatralnej i Browarnej. W grupie osób, które pobiegły za nim Marcin M. miał zauważyć m.in. Marcina P. oraz Jacka B. Pierwszego znał, bo chodził z nim do szkoły, drugiego znał po pseudonimie - Jazon.
AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama