Reklama

Kontrola z miasta wykazała, że biblioteka była źle zarządzana

21/05/2012 18:31

Pracownicy Urzędu Miejskiego w Elblągu skontrolowali Bibliotekę Elbląską. Powodem ich wizyty było doniesienie o nieprawidłowościach w zarządzaniu placówką. Część z nich została potwierdzona w protokole pokontrolnym. Z zarzutami, dotyczącymi m.in. kwestii zarządzania i finansów, nie zgadza się Jacek Nowiński, dyrektor Biblioteki Elbląskiej.

Kontrolę zarządzono po doniesieniu o nieprawidłowościach, jakie trafiło do ratusza. 
— Ponieważ sprawa jest w toku, nie możemy ujawnić, czy doniesienie było anonimowe czy też nie — mówi Kamil Czyżak z Biura Prasowego Urzędu Miejskiego.

W 11-stronicowym dokumencie, podpisanym przez prezydenta Grzegorza Nowaczyka, wyszczególniono szereg nieprawidłowości, jakie kontrolerzy - inspektorzy Biura Kontroli i Monitoringu Departamentu Organizacyjnego UM - mieli wykryć w tej placówce. Dotyczą one spraw organizacyjnych, kadrowo-płacowych, finansowych oraz gospodarowania mieniem biblioteki.

Lista zarzutów i uchybień, do jakich miało dojść w bibliotece, jest bardzo długa. Dotyczy między innymi dodatków funkcyjnych, przy wypłacaniu których miano naruszać stosowne rozporządzenie ministerstwa kultury. Urzędnicy z ratusza zwrócili też uwagę na wypłacane w ostatnich dwóch latach premie i nagrody (w 2010 - 55 282,88 zł, a w 2011 - 90 900 zł), co biorąc pod uwagę kondycję finansową Biblioteki Elbląskiej, było, przynajmniej ich zdaniem, "działaniem niegospodarnym".

Dwa z zarzutów dotyczą bezpośrednio dyrektora. Pierwszy z nich dotyczy umowy zlecenia, na podstawie której Jackowi Nowińskiemu wypłacono 10 tys. zł, a drugi przekroczenia przez niego limitu rozmów telefonicznych w latach 2010-2011. W tym przypadku mowa o kwocie 1505 zł.

Kwestia dodatku stażowego jest jedynym zarzutem, który dyrektor biblioteki przyjmuje. Pozostałe uznaje za bezzasadne.
 — 95 procent protokołu to drobiazgi niemające żadnego wpływu na funkcjonowanie biblioteki — podkreśla Jacek Nowiński. 
Jego zdaniem, stawiane w protokole zarzuty opierają się na nieporozumieniach.


Jacek Nowiński ze spokojem czeka na odpowiedź miasta na jego wyjaśnienia. 
— Nie mam sobie nic do zarzucenia. Przepisów nie złamałem, czego dowodem są posiadane przeze mnie opinie prawne — mówi.
Więcej we wtorkowym Dzienniku Elbląskim.
Witold Chrzanowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama