Reklama

Kotłownia niszczy samochody i elewacje. "Nie mamy żadnych skarg"

17/01/2014 12:20

Kotłownia przy ul. Świętojańskiej w Tolkmicku działa od blisko 20 lat. Ogrzewa dwa budynki mieszkalne i szkołę. Przez ten czas zmienił się sposób jej funkcjonowania. Zamiast palacza pojawiły się głośne maszyny. Obok węgla pojawiło się biopaliwo. Takie sąsiedztwo jest niezwykle uciążliwe.

— Hałas nasilający się wieczorem i w nocy, sadze z komina zanieczyszczające parapety, balkony a także samochody stojące przed blokiem - z takimi problemami borykamy się od lat — mówi Mirosław Rydzewski z Tolkmicka.

— Kotłownia może jest ekologiczna, ale nie jest przyjazna dla mieszkańców bloku i okolic — denerwują się lokatorzy.

W sprawie kotłowni wielokrotnie interweniowali w spółdzielni, uczestniczyli w spotkaniach z jej właścicielami i władzami miasta. Okazuje się jednak, że zarówno urzędnicy jak i administrator są bezsilni.

— Ta kotłownia jest zmorą naszych mieszkańców — przyznaje Michał Lango, prezes zarządu Spółdzielni Zatoka w Braniewie. — Hałas. Rozładunek opału w tym peletu, ziarna i innego sypkiego materiału powoduje zanieczyszczenie samochodów, okien, elewacji budynku i przyległego terenu. Dodatkowo, dym wydobywający się z komina na pewno nie ma nic wspólnego z ekologią.

Prezes, choć doskonale wie z czym się borykają mieszkańcy ul. Świętojańskiej, niewiele może zrobić, aby im ulżyć.
— Monity ustne, rozmowy, ponaglenia, spotkania mieszkańców z przedstawicielami firmy nie przynoszą oczekiwanego skutku. Obietnice, które w ich trakcie usłyszeliśmy pozostają bez pokrycia — przyznaje prezes Zatoki.

O problemach wiedzą również władze Tolkmicka.
— Rzeczywiście z tą kotłownią od lat jest problem. Jakiś czas temu została tam przeprowadzona modernizacja, żeby trochę wyciszyć pracę urządzeń. Niewiele to dało. Rozwiązaniem byłoby przeniesienie kotłowni na obrzeża miasta. Tego jednak nie da się zrobić z dnia na dzień. Mogę jednak zapewnić mieszkańców, że sprawę cały czas mamy na uwadze — przekonuje Andrzej Lemanowicz, burmistrz Tolkmicka.

Całą sytuacją zdziwiony jest sprawca zamieszania.
— Do spółki nie wpływały żadne skargi mieszkańców w sprawie uciążliwości związanych z eksploatacją kotłowni — informuje Żaneta Kołodziejska ze spółki Bio-Energia. — Zapewniam, że podejmujemy starania, aby eksploatacja kotłowni przebiegała prawidłowo, bez naruszania praw naszych sąsiadów i klientów. W minionych dniach odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli spółki, mieszkańców i władz spółdzielni. Rozmowy przebiegały w atmosferze wzajemnego zrozumienia, co utwierdza nas w przekonaniu, iż wszelkie sprawy związane z funkcjonowaniem kotłowni rozstrzygane będą na drodze kompromisu i z korzyścią dla wszystkich stron.

Czy po latach starań mieszkańcom bloku uda się wywalczyć ciszę i czystość? Za jakiś czas przekonamy się o tym, czy to kolejne już spotkanie w sprawie uciążliwej kotłowni przyniosło rzeczywiste zmiany w jej funkcjonowaniu.
naj

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama