Reklama

Nasi w Maratonie Komandosa. Szpigiel pierwszy, Stefański trzeci

03/12/2013 18:29

Tutaj potrzebne są żelazna kondycja i dużo silnej woli. — Po 30 kilometrach biegu nogi są jak z betonu — mówią uczestnicy Maratonu Komandosa w Lublińcu. Tegoroczny bieg wygrał żołnierz z Braniewa Piotr Szpigiel, a trzeci był emerytowany policjant z Elbląga Andrzej Stefański.

Maraton Komandosa w Lublińcu (woj. śląskie) jest organizowany od 2004 r. Uczestnicy muszą jak najszybciej przebiec 42 km i 195 m w pełnym umundurowaniu oraz z minimum 10-kilogramowym obciążeniem na plecach.

W minioną sobotę z tym wyzwaniem zmierzyło się 435 osób, pracowników służb mundurowych. Świetnie spisali się biegacze z naszego regionu. Pierwsze miejsce zajął żołnierz z Braniewa Piotr Szpigiel (wygrał z czasem 3 godziny, 14 minut i 47 sekund), a trzeci na mecie był emerytowany policjant z Elbląga Andrzej Stefański (3:41,44).
— To był mój drugi maraton w życiu, pierwszy był w Warszawie — mówi porucznik Piotr Szpigiel (JW 2980 Braniewo).
W Lublińcu dobiegł na metę z ponad 25-minutową przewagą nad kolejnym zawodnikiem.

— Trochę zapłaciłem frycowe, bo wziąłem na trasę za mało płynów, a tutaj nie ma punktów żywieniowych. Prawie się odwodniłem — opowiada. — Przez pierwsze 6-7 kilometrów padał deszcz ze śniegiem. Później wyjrzało słońce, jednak na trasie było trochę błota. Po 38 kilometrach przeżyłem bardzo duży kryzys. Mimo to nie chciałem zwalniać tempa, bo nie wiedziałem, jaką mam przewagę nad innymi zawodnikami. Dopiero później się okazało, że to było 25 minut — dodaje.

Andrzej Stefański (na zdjęciu u dołu) z Elbląga to prawdziwy weteran imprezy w Lublińcu. W Maratonie Komandosa wystartował po raz ósmy. Raz, w 2011 r., udało mu się wygrać. W sobotę był trzeci.
— To nie jest zwykłe bieganie — przekonuje. — Ten maraton uczy niesamowitej pokory. Po 30 kilometrach nie czuje się nóg, są jak z betonu. Trzeba naprawdę dużo silnej woli, by biec dalej. To wyjątkowa impreza, w której udział bierze coraz więcej osób. Przyjeżdżają po to, by walczyć ze swoimi słabościami. Tutaj zwycięzcą jest każdy, kto ukończy ten bieg — dodaje.

Ten Maraton Komandosa był dla niego wyjątkowy z jeszcze jednego powodu.
— To mój setny maraton, jaki przebiegłem w życiu. Pierwszy był w 1997 r. — mówi. — Z tej okazji dostałem upominek od Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu.
Arkadiusz Kolpert


[media=n]173953[/media]

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama