Reklama

Nie czuję się bohaterką. Wspomnienia łączniczki

31/07/2012 16:01

Wielu powstańców, jej znajomych, przyjaciół, zginęło. Ona przeżyła, bo - jak mówi - miała szczęście. Elblążanka Danuta Matejek miała 16 lat, kiedy brała udział w powstaniu warszawskim. Początkowo była sanitariuszką, ale kiedy okazało się, że na widok krwi mdleje, została łączniczką. 





— Pierwszego sierpnia o godz. 14 przyszedł do mnie do domu łącznik, wzywając na miejsce zbiórki — opowiada Danuta Matejek, która ma dzisiaj 84 lata. — Poszliśmy do oddziałowej pseudonim "Duda", która wcześniej uczyła nas pielęgniarstwa. Następnie udaliśmy się na ul. Zielną i Chmielną. Te dwie ulice przez dwa miesiące były moim terenem. Należałam do IV Zgrupowania - Batalionu "Gurt" drugiej kompanii. 
Powstańcy chodzili walczyć z Niemcami w różne miejsca Warszawy, a pani Danuta nosiła im rozkazy. 


Przy Chmielnej powstańcy zajęli szereg domów. Tam mieli swoje legowiska.

— Byłam niedaleko od rodziców, którzy mieszkali przy placu Kazimierza Wielkiego — wspomina Danuta Matejek. — W ciągu dwóch miesięcy powstania byłam u nich może cztery razy. Mama zawsze miała coś do jedzenia. Miała też wodę, w której mogłam umyć swoje długie włosy. Nosiłam wtedy warkocz. Ale i tak zalęgły się w nich wszy. Włosy musiałam obciąć. Nie było wówczas żadnych środków na insekty. 
W miarę upływu czasu zaczęło brakować im jedzenia. Bywało, że przez cały dzień nic nie jedli, tylko pili kawę zbożową z dużą ilością cukru. Bo cukru mieli pod dostatkiem. W pobliżu znajdował się jakiś magazyn sklepowy. 
— Ale ziemniaków, warzyw, owoców nie było — opowiada pani Danuta.




— Na rogu Zielnej i Chmielnej spadła bomba, powstał ogromny lej — opowiada pani Danuta. — A ja szłam z meldunkiem. Kopertę miałam w kieszeni kurtki. Weszłam w ten lej, bo musiałam przedostać się na drugą stronę. Ten lej ostrzeliwali Niemcy. Wydostałam się z niego i... okazało się, że nie mam koperty. Musiała mi wypaść z kieszeni, kiedy wdrapywałam się pod górę głębokiej wyrwy. I co ja zrobiłam? Weszłam z powrotem do leja i zaczęłam szukać koperty. Zajęło mi to pół godziny. Pomyślałam sobie wtedy, że jeżeli nie znajdę meldunku, to nie wrócę do swoich.

 Kiedy powstanie upadło, pani Danuta wróciła do swoich rodziców i razem z nimi opuściła Warszawę. 
— Chciałam iść do niewoli razem z powstańcami, ale porucznik, dowódca naszego batalionu, nie pozwolił mi — opowiada elblążanka. — Uważał, że jestem za młoda, mam rodziców i powinnam z nimi wyjść z Warszawy.

Kiedy szliśmy już w konwoju niezbyt dobrze strzeżonym przez Niemców, mojemu ojcu udało się wyprowadzić naszą rodzinę, uciekliśmy. Potem przyjechaliśmy do Elbląga.
Danuta Matejek mówi, że nie czuje się bohaterką. Miała wówczas 16 lat. Inaczej patrzyła na świat niż obecnie.
kr

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama