Reklama

O gwałcie na tłumaczce na osobnych salach

28/03/2017 11:43

Trwa proces w głośnej sprawie gwałtu na tłumaczce z Elbląga. Kobieta nie chciała się spotkać z oskarżonymi na jednej sali. I sąd przychylił się do jej wniosku. Podczas dzisiejszej (28 marca) rozprawy odbyła się wideokonferencja.

Przed rozpoczęciem dzisiejszej rozprawy na parkingu przed Sądem Rejonowym w Elblągu, w geście solidarności z pokrzywdzoną panią Aleksandrą, zatańczyli aktywiści związani z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet.

— Spotkaliśmy się by nagłośnić sprawę traktowania ofiar gwałtów przez polski wymiar sprawiedliwości. To nie jest żaden nacisk na sąd, chodzi o to, by w Polsce zaczął obowiązywać pewien standard polegający na tym, by nawet domniemana ofiara gwałtu, gdy tylko policja przyjmie zgłoszenie, była traktowana jak ofiara i miała szczególną ochronę psychologiczną i prawną i by nie było tak jak w przypadku Oli, która miała zeznawać w obecności sowich oprawców. Potencjalnych - bo nie ma jeszcze wyroku sądu — zaznacza Andżelika Domańska, reprezentująca Ogólnopolski Strajk Kobiet.

— Ola jest bardzo zestresowana, chodzi do psychologa, leczy się i próbuje o tej traumie zapomnieć i żyć normalnie. Ale teraz na nowo zaczyna się dla niej gehenna, bo te wydarzenia musi ponownie odtworzyć. Oli udało się wywalczyć wideokonferencję, w związku z czym nie musi stawać z tymi mężczyznami twarzą w twarz. Tak powinny wyglądać standardy, jeśli chodzi o traktowanie ofiar — dodaje Izabela Daciuk, która we wtorek, razem z dwojgiem przyjaciół, zatańczyła dla pani Aleksandry w geście solidarności z kobietą.

Sprawa dotyczy służbowego wyjazdu do Kaliningradu z 2013 r. Tam dwóch ratowników medycznych miało seksualnie wykorzystać panią Aleksandrę, tłumaczkę z Elbląga. W pierwszym procesie, w maju 2015 roku, sąd skazał jednego z mężczyzn na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat za gwałt i inne czynności seksualne. Drugi z nich został skazany za tzw. inną czynność seksualną na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Apelację od tego wyroku wniosły obie strony. Początkowo pokrzywdzona kobieta chciała, żeby proces toczył się w innym niż elbląski sąd. Jednak Sąd Najwyższy odrzucił ten wniosek.

W marcu 2016 r. proces ruszył więc od początku. Do dziś w sprawie odbyło się sześć rozpraw: na żadnej nie stawiła się ani pokrzywdzona ani jej pełnomocnik, stąd sędzia zadecydował o nałożeniu na kobietę grzywny w wysokości 500 zł. Jednocześnie, uwzględniając wniosek adwokata pokrzywdzonej zadecydował, iż kolejne przesłuchanie odbędzie się za pomocą wideokonferencji. Proces toczył się w siedzibie sądu przy pl. Konstytucji, natomiast kobieta zeznawała w budynku sądu przy ul. Płk. Dąbka.

We wtorek pani Aleksandra nie chciała rozmawiać z mediami.

— Nie wiadomo ile potrwa dzisiejsze przesłuchanie, bo nastąpi odczytanie wszystkich zeznań pani Oli z dotychczasowego postępowania, zarówno przed sądem jak i przed prokuraturą. To, czy złoży dodatkowe wyjaśnienia zależy od tego, jak będzie wyglądał przebieg sprawy — mówi adwokat Grzegorz Kucharski.
Proces ma charakter niejawny. Oskarżeni, byli już ratownicy medyczni, nie przyznają się do winy.
as

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama