Reklama

Ogrody Polityki

. "Proponujemy coś, czego jeszcze nie było"

27/05/2011 17:15

O zmianach, kabarecie i Letnich Ogrodach Polityki rozmawiamy z Jackiem Nowińskim, dyrektorem Biblioteki Elbląskiej, który wspólnie z Mirosławem Pęczakiem wymyślili tę imprezę

— Letnie Ogrody Polityki odbędą się po raz ósmy. Osoby, które zdążyły się już przyzwyczaić do festiwalu w latach ubiegłych, w tym roku czeka niespodzianka. Proponujecie też m.in. spektakle. W Elblągu jest całkiem sporo imprez teatralnych. Przypadkiem nie powielacie czegoś, co już istnieje na tym rynku?


— Może od razu wyjaśnię, że nie zamierzamy konkurować z elbląskim teatrem. Wchodzimy w zupełnie inną niszę, w spektakle kameralne. Cieszę się, że udało się nam nawiązać współpracę z Teatrem Polonia Krystyny Jandy, czyli w tej chwili chyba najbardziej kultowym teatrem w Polsce. Proponujemy elblążanom coś, czego dotychczas u nas nie było. Siedem lat za nami. Teraz postanowiliśmy poszukać trochę innej formuły. Przyjęliśmy taki kierunek i choć mam świadomość, że jest to spore ryzyko, uważam, że trzeba je podjąć i promować kulturę. 



— Liczycie się ze stratą publiczności?



— Czyli czy osiągniemy sukces frekwencyjny? W niektórych rzeczach pewnie tak. Patrząc po sprzedaży biletów na spektakle, widać, że schodzą one według klucza "znam, to kupuję". W całości sprzedały się te na spektakl Stanisława Tyma, choć to nie dziwi, bo ma on wyjątkowy związek z Elblągiem. Zeszły również bilety na Maternę. Następny w kolejności jest kolega Perchuć, podejrzewam, że bardziej dlatego, że znany jest z roli w serialu "Usta Usta" niż ze swojej twórczości w Teatrze Montownia czy w teatrze Krystyny Jandy. Został jeszcze "Ojciec Polski". Z Rutkowskim jest gorzej, bo nie gra w serialach. 



— Zmienił się nie tylko program, ale i miejsce, w którym będą się odbywały ogrody.


— Przez 7 lat doświadczyliśmy wszelkich zjawisk atmosferycznych. Nie było jeszcze śnieżycy i tsunami. W tym roku, aby choć trochę uniezależnić się od kaprysów pogody, postanowiliśmy, że kosztem zmniejszenia widowni na dziedzińcu biblioteki postawimy halę namiotową. Tam będą odbywały się koncerty. Spektakle będą wystawiane w sali. 



— Koncerty nadal pozostają jednym z mocniejszych punktów festiwalu, jednak i tu coś się zmieni.


— Muzyka jest w tym roku pewnym eksperymentem. Wyeksploatowaliśmy już to, co jest ciekawe na polskim rynku muzycznym i da się zaaplikować na dużą scenę. Zaczynamy przechodzić do muzyki, która jest dosyć trudna do określenia, można ją nazwać muzyką z miasta, Gdyż słucha się jej przede wszystkim w dużych ośrodkach miejskich, w klubach, inna niż techno i chillout. To muzyka, gdzie elementem bezwzględnie koniecznym jest posiadanie wybitnych muzyków, wybitnego talentu i pomysłu. To odróżnia ją, chociażby od repertuaru puszczanego w radiach komercyjnych, gdzie piosenki o niczym podawane są w przyjemnej formie. Nasze propozycje na pewno nie są skierowane do masowego odbiorcy, bo temu w zasadzie już podziękowaliśmy. Są dla odbiorcy, który po pierwsze słyszy, pod drugie chciałby poznać coś nowego, co może mu zagrzać krew w żyłach.



— Czekają nas cztery dni z muzyką z miasta. Który koncert poleca pan szczególnie?


— Czwarty dzień w moim przekonaniu jest najciekawszy. Część najlepiej rozpoznawalnego w świecie polskiego zespołu, czyli Kapeli ze Wsi Warszawa, wraca do grania akustycznego. incarNations jest projektem przede wszystkim aranżacyjnym. Piosenki Bogdana Lebla, we wcześniejszych aranżacjach, albo ocierają się o kicz, albo po prostu są kiczowate. Maja Kleszcz pokazała, co można zrobić z takim materiałem. Jej piosenki są po prostu ładne, a album "Radio retro" jest w opinii wielu krytyków muzycznych najlepszym albumem ubiegłego roku.

Natasza Jaczyńska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama