Reklama

Oskarżają policję o pobicie. Prokuratura wyjaśnia sprawę

12/09/2011 06:55

Usłyszałem jakiś krzyki i wychyliłem się przez okno, żeby zobaczyć co się dzieje — opowiada Marek Aleksandrowicz (31 l.). — Wtedy zobaczyli mnie policjanci, krzyknęli "to ten" i się zaczęło. — "Możecie k...y stąd odjechać, bo mi przeszkadzacie", "wyp...lać psy j...e (...)" — policjanci twierdzą, że dopiero po tych słowach zainterweniowali w mieszkaniu przy Okrzei 28.

Ulica Okrzei jest dość często odwiedzana przez policję. Tylko w budynku nr 30 od 2009 roku funkcjonariusze interweniowali 22 razy. Dotyczyły one głównie spożywania alkoholu w okolicach bloku, zakłócania ciszy nocnej i awantur. Podobną interwencję policjanci podjęli 20 sierpnia około godz. 0.25.
— 44-letni mieszkaniec bloku zgłaszał zakłócanie ciszy nocnej i wskazał jednocześnie lokal sąsiadów, skąd dobiegały krzyki i muzyka — informuje Jakub Sawicki z zespołu prasowego elbląskiej policji.

Podczas interwencji w budynku nr 30 policjanci zatrzymali jedną osobę.

Zatrzymana osoba była prowadzona do radiowozu, gdy Marek Aleksandrowicz, mieszkający w klatce obok, wyjrzał przez okno.
— Usłyszałem jakieś krzyki, byłem ciekaw co się dzieje — wyjaśnia. — Policjanci mnie zobaczyli i krzyknęli "to ten".

Mężczyzna twierdzi, że się nie odzywał i nie zaczepił policjantów. Co innego mówią funkcjonariusze.
— Policjanci na miejscu usłyszeli słowa 31-letniego Marka A., który wychylając się z okna mieszkania krzyczał: "Możecie k...y stąd odjechać, bo mi przeszkadzacie" — twierdzi Sawicki. — Funkcjonariusze poszli do mieszkania mężczyzny w celu podjęcia interwencji.

Dalsza wersja przebiegu wydarzeń przedstawiona przez rodzinę Aleksandrowicz i mundurowych różni się diametralnie.
— Gdy moja matka otworzyła drzwi, zapytałem policjantów: co jest panowie — relacjonuje Marek Aleksandrowicz. — A oni bez podania przyczyny najścia potraktowali domowników gazem łzawiącym.

— Policjanci usłyszeli kolejne wyzwiska "wyp...lać psy j...e (...)". W momencie, kiedy otworzyły się drzwi do mieszkania Marek A. odepchnął funkcjonariusza — informuje rzecznik elbląskiej policji.
O ile Okrzei 30 jest adresem policjantom doskonale znanym, to w klatce nr 28 funkcjonariusze byli po raz pierwszy.

Zdaniem policji, pan Marek był pobudzony, agresywny i pijany. Badanie alkomatem wykazało u niego prawie 1,5 promila.
— Dzień wcześniej przyleciałem z Irlandii, na chrzciny siostrzeńca — wyjaśnia mężczyzna. — Policjanci z kolei tak nas bili, jakby naćpani byli. Szarpali matkę, siostrę — dodaje.

Nietrzeźwa była również 41-letnia Renata Aleksandrowicz (miała 1,8 promila). Siostra Marka na co dzień pracuje we Włoszech. Również była świeżo po powrocie do kraju. Zdaniem policji, to ona zaogniła sytuację.
— Prowokowała brata do dalszych rękoczynów. Osoby tam przebywające odmówiły okazania dokumentów, jednocześnie próbowały zepchnąć policjantów ze schodów — relacjonuje Jakub Sawicki. — W związku z tym, że w mieszkaniu przebywała około 8 agresywnych osób, policjanci wezwali posiłki.

— Policjanci szarpali moja matkę, pchnęli ją na szafę z taką siłą, że drzwi się połamały — opowiada pani Renata. — Krzyczałam "zostawcie tę kobietę, bo dostanie zawału". Gdy jednemu z policjantów wypadła pałka, podniosłam ją i powiedziałam, żeby wypier.. z naszego domu. Wtedy wyrwał mi pałkę i uderzył pięścią w twarz.

Po tym, jak policjanci wezwali posiłki, pan Marek miał grozić funkcjonariuszom śmiercią.
— "Upie...ole was po całości" — cytuje Jakub Sawicki. — Próbował również uderzyć policjanta i porwał mu mundur. Także jego siostra szarpała za mundur funkcjonariusza oraz mu ubliżała. Oboje zostali
obezwładnieni, skuci i trafili do aresztu.
— Gdy wieźli nas do aresztu to śmiali się z całej sytuacji mówiąc, że to miała być spokojna noc — wtrąca Renata.

Marek A. usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej policjanta, używanie gróźb i znieważenia funkcjonariusza. Grozi mu do 3 lat więzienia. Podobna kara grozi Renacie A.
- W tej sprawie prowadzone jest postępowanie, po przesłuchaniu wszystkich świadków akta sprawy, razem z aktem oskarżenia trafią do sądu - informuje Jakub Sawicki.

Pan Marek wcześniej był notowany za udział w bójce i pobicie (około 10 lat temu). Twierdzi, że pobił złodziei, którzy okradli jego brata. Jego siostra Renata nie wchodziła w konflikt z prawem. W ich mieszkaniu przy ul. Okrzei 28 dotąd nie było interwencji.
- Gdy policja wypuszczała nas z aresztu poinformowała, że nie możemy wyjechać z kraju. W konsekwencji oboje stracimy pracę, bo skończyły nam się urlopy a nie możemy wyjechać - mówi Renata.

Rodzina złożyła wniosek do prokuratury. Twierdzi, że policjanci nie mieli podstaw, aby interweniować w ich mieszkaniu i przekroczyli swoje uprawnienia bijąc domowników.
- Osoby, które atakują policjantów muszą się liczyć z tym, że wobec nich zostanie użyta siła - odpiera zarzuty Jakub Sawicki.

Pomocy szukali również w Centrum Pomocy dla Osób Pokrzywdzonych Przestępstwem działającym przy Elbląskim Centrum Mediacji.
- Wystąpiliśmy do komendanta wojewódzkiego oraz do MSWiA o objęcie kontrolą śledztwa prowadzonego przez prokuraturę - informuje Anna Olszewska, szefowa ECM.
rm

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama