Reklama

Prezydent Nowaczyk: na pracy samorządowej zęby zjadłem (2)

02/12/2011 12:47

Swoją kadencję rozpoczął od zasypania dziury w budżecie. Zmienił też organizację pracy Urzędu Miejskiego i.. niektóre ze swoich obietnic wyborczych, np. dotyczącą budowy stadionu. O pierwszym roku kadencji z prezydentem Elbląga Grzegorzem Nowaczykiem rozmawia Rafał Maliszewski.


— Skoro pewne sprawy już pan wyprostował, proszę powiedzieć, kiedy Elbląg stanie się miastem nowoczesnym? To było główne hasło pańskiej kampanii wyborczej.

— Mam nadzieję, że tak będzie. Elbląg na pewno jest miastem atrakcyjnym ze względu na położenie geograficzne. Straciliśmy dużo w wyniku reformy administracyjnej, ale najwyższy czas znaleźć dla siebie miejsce w tym układzie. Cieszę się, że udało się wywalczyć, aby Elbląg, podobnie jak Olsztyn, był miastem o charakterze regionalnym. To oznacza wejście do drugiej ligi - pierwszą tworzą miasta metropolitalne.
 


— Jakie korzyści będziemy z tego mieli?

— Korzyści będą odczuwalne za trzy lata, gdy wejdzie nowy okres budżetowania Unii Europejskiej 2014-20. Z przecieków z Brukseli wiem, że miasta te będą bezpośrednimi partnerami w rozmowach z Unią. Dotąd pieniądze unijne były dzielone dwutorowo: na ministerstwa i województwa. Jest szansa, że do tego worka w latach 2014-20 zostaną dorzucone miasta metropolitalne i regionalne. 
Dzięki temu będziemy też mogli nawiązać ściślejszą współpracę z metropolią trójmiejską, zresztą nad tym już pracujemy. Jako partner Gdańska będziemy postrzegani w tworzonej obecnie strategii rozwoju trójmiejskiego obszaru metropolitalnego, zostaliśmy nawet zaproszeni do uczestnictwa w tworzeniu tej strategii. Wspólnie tworzymy też sieć miast rowerowych PUMA - Polska Unia Mobilności Aktywnej. Bardzo ładna nazwa.
 


— A do tego znalezienie sponsora nie powinno być trudne.

— I na pewno nie będzie to Adidas (uśmiech)
.

Czytaj także: Prezydent Nowaczyk: na pracy samorządowej zęby zjadłem (1)


— A wracając do nowoczesnego miasta.

— Miasto nowoczesne to według mnie także wykorzystanie instrumentów rozwoju gospodarczego, poprzez nowoczesne formy działalności gospodarczej, czyli Elbląski Park Technologiczny. Udało się go otworzyć w tym roku. Powoli lokują się tam klastry gospodarcze, a co ważniejsze nabiera ciała idea „złotego trójkąta” - połączenie możliwości władzy, wiedzy i biznesu. Mamy dużą szansę wykorzystać to w oparciu o EPT, Państwową Wyższą Szkołę Zawodową i biznes lokujący się w EPT.
 


— O EPT, czy szerzej o Modrzewinie, od lat się mówi, ale odczuwalnych efektów w postaci nowych miejsc pracy nie ma.
— Park trzeba oddzielić od Modrzewiny. W budynku EPT będą laboratoria i przedsiębiorstwa oparte na wiedzy. Teraz kończymy przetargi na wyposażenie laboratoriów i w pierwszym kwartale przyszłego roku on się zapełni. 
Modrzewina, jako enklawa przemysłowa Elbląga, to inna bajka. Nie ma inwestorów i to się nie dzieje bez przyczyny. Bo Modrzewina nie była odpowiednio przygotowana.
 


— Przecież tam zainwestowano potężne pieniądze.

— Ponad 100 mln zł, ale my teraz musimy zmienić plan zagospodarowania przestrzennego tego terenu. Bo np. dwie działki pod inwestycje przedzielają tereny zielone, a jest konkretny inwestor zainteresowany kupnem trzech działek. Zmiana planu zagospodarowania zajmuje 12 miesięcy, zakończy się w marcu przyszłego roku.
 


— Podejrzewam, że to ten sam inwestor, o którym wielokrotnie informował jeszcze pański poprzednik. I nic z tego nie wyszło.

— To firma zagraniczna od kilku lat zainteresowana wejściem na Modrzewinę. Jesteśmy z nią w kontakcie, pytanie tylko, czy zarząd tej spółki będzie chciał czekać do marca przyszłego roku. 
Ale Modrzewina to ponad 60 ha, a na tym terenie wykonano tylko 18 odwiertów. I dzisiaj okazuje się, że np. ziemia przykrywa pobudowlane śmieci na głębokości 2 m. Co tam można budować? Poza tym odnajdujemy podziemne jeziora na głębokości 2-3 m. Od sprawdzenia tego terenu trzeba było zacząć.
 


— Czy na Modrzewinę uda się więc ściągnąć jakiś biznes?

— Nie możemy mówić o inwestorach w oderwaniu od sytuacji makroekonomicznej w Polsce i w Europie. Jest potężny kryzys. Firmy ostrożnie inwestują. „Przegapiliśmy” lata koniunktury.
 


— Jest więc sens wydawania kolejnych pieniędzy na inne tereny inwestycyjne, choćby nad Terkawką?

— Bez inwestorów, bez nowych zakładów produkcyjnych nie poprawi się sytuacja na rynku pracy. A zadaniem miasta jest zaoferowanie różnorodnych terenów inwestycyjnych.
 


— To był także jeden z głównych punktów pana programu wyborczego - "pewna praca i godziwa płaca".

— Tak jest. Modrzewina za 3-4 lata “odpali”, a wtedy będziemy potrzebowali nowych terenów. Poza tym położenie Modrzewiny nie jest najlepsze, dlatego szukaliśmy terenów lepiej skomunikowanych i znaleźliśmy je na styku krajowej „7” i „22”. Otrzymaliśmy już pieniądze z Unii na przygotowanie pełnej dokumentacji tego terenu.
 


— Tymczasem rynek pracy się kurczy.

— Tylko że samorząd nie jest odpowiedzialny za rynek pracy.
 


— Chyba, że zwiększa się zatrudnienie w urzędzie.
— O tym nie ma mowy. Jak wspomniałem w ciągu tego roku pożegnamy około 50 pracowników.
 


— W kampanii mówił pan, że nie stać już nas na tracenie czasu, że inwestorzy potrzebni są od zaraz.

— Żeby odwrócić trend miasta postrzeganego jako nieprzyjazne inwestorom, nie wystarczy ani 5, ani 10 miesięcy. To musi być trwały proces, który dotrze z informacją do biznesu. My to już robimy, powstała Rada Menedżerów - osób, które zajmują bardzo prestiżowe stanowiska w polskich lub międzynarodowych firmach.


Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama