Reklama

Sierpień 80. "Spotkałam kapitana, który mnie przesłuchiwał"

28/08/2012 14:55



Aniela Wiesława Grudzińska (62) w 1980 roku pracowała jako księgowa w Zakładach Mechanicznych im. gen. Karola Świerczewskiego (Zamech). Od 20 do 31 sierpnia 1980 roku uczestniczyła w strajku rotacyjnym w Zamechu, a we wrześniu weszła w skład komitetu założycielskiego NSZZ "Solidarność" w tym przedsiębiorstwie. Była delegatem na I Walny Zjazd Delegatów Regionu Elbląskiego związku. Po wprowadzeniu stanu wojennego uczestniczyła, 14 grudnia, w strajku w Zamechu.

W latach 1982-1988 była kolporterką wydawnictw podziemnych, w tym m.in. pism "Zwyciężymy", "Biuletyn Informacyjny NSZZ "Solidarność" Regionu Elbląskiego", "Zamechowiec". Wielokrotnie zatrzymywana i przesłuchiwana przez milicję. W latach 1985-1986 bezrobotna. Od 1986 roku do 2000 pracowała jako księgowa w Dziennym Domu Pomocy Społecznej w Elblągu.
Po roku 1989 nadal aktywnie działa w "Solidarności". W latach 1989 do 2005 roku była w komisji zakładowej w Szpitalu Miejskim. Od 2003 roku działa w Regionalnej Sekcji Emerytów i Rencistów „Solidarność” w Elblągu, a także w Stowarzyszeniu Osób Represjonowanych i Poszkodowanych w latach 1980-1990 Regionu Elbląskiego; od 2006 roku jest współpracowniczką Caritas Diecezji Elbląskiej. Odznaczona Krzyżem Semper Fidelis (2003).

— Jak Pani wspomina sierpień 1980 roku?


— Cudownie! To było wydarzenie, o którym zawsze marzyłam, a nie sądziłam, że doczekam się w swoim życiu. Ten zryw, to wielkie poruszenie narodu, był czymś wspaniałym!



— Pracowała Pani wówczas w Zamechu. Do strajku przystąpiła Pani bardzo szybko.



— Tak, ale w komitecie strajkowym wcale nie przyjęto mnie z otwartymi ramionami. Z racji mojego miejsca pracy - w rachubie - niektórzy z członków komitetu patrzyli na mnie podejrzliwie.



— Dlaczego?



— Obawiali się, że mogę być "wtyczką" dyrekcji. Na szczęście te obawy nie trwały długo. W komitecie strajkowym działał mój kuzyn, który dał mi stosowne "świadectwo moralności".



— Od protestów sierpniowych upłynęły już 32 lata. Jak z tej perspektywy patrzy Pani na dzisiejszą Polskę. Czy rachunki krzywd zostały wyrównane?



— To skomplikowana sprawa. Często spotykamy się i dyskutujemy o tym w gronie osób działających w tamtych latach. Ilu ludzi - tyle opinii. I nic dziwnego, gdyż mamy przecież różne doświadczenia życiowe. Jednym po 1989 roku poszło dobrze, innym gorzej. Ja sama uważam, że żyjemy w wolnym kraju, a to jest dla mnie najważniejsze. Nie zamykam jednak oczu na rzeczywistość. Z perspektywy czasu widać, że wiele rzeczy można było zrobić inaczej, lepiej.



— Spotyka Pani ludzi, którzy represjonowali Panią w stanie wojennym?


— O, to ciekawa sprawa. Ostatnio, na comiesięcznym spotkaniu w Stowarzyszeniu Osób Represjonowanych i Poszkodowanych (odbywa się ono w każdą ostatnią środę miesiąca) rozmawiałam o tym z Józefem Gburzyńskim. Wspominaliśmy te osoby. Zastanawialiśmy się też, co z nimi teraz się dzieje. Między innymi mówiliśmy o kapitanie, który mnie przed laty przesłuchiwał. Miał się kompletnie stoczyć.
 Dzień później spotkałam przypadkowo tego kapitana: zbierał pety na jednej z elbląskich ulic. Był brudny, zapijaczony. Ruina człowieka.
wch

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama