Reklama

Skoczył z wieżowca. Wcześniej szukał pomocy u lekarza

30/11/2012 13:04

Michał popełnił samobójstwo 24 września. Tego samego dnia, kilka godzin wcześniej, był u lekarza psychiatry i otrzymał pilne skierowanie na oddział. Zmagający się z myślami samobójczymi chłopak mógł jednak wrócić do domu, co było zaskoczeniem nawet dla niego samego. Do szpitala, według skierowania, miał się zgłosić… za dwa dni. — Może, gdyby od razu w poniedziałek został przyjęty na oddział, to nie doszłoby do tej tragedii — zastanawia się rodzina.  


Michał miał 24 lat. Od ponad roku leczył się psychiatrycznie. Miewał myśli samobójcze. 24 września tego roku, to był poniedziałek, wszedł na dziewiąte piętro wieżowca przy ul. Robotniczej i skoczył. Nie miał szans na przeżycie. Tego samego dnia, około trzy godziny wcześniej, był u lekarza psychiatry. Ten wypisał mu skierowanie do szpitala. Chłopak wrócił jednak do domu. Lekarz na skierowaniu napisał, że do szpitala ma się zgłosić za dwa dni.



— Stan Michała pogorszył się w piątek (trzy dni przed samobójstwem – red.) — opowiada jego brat Dariusz. — Zaczął opowiadać, że zrobi sobie krzywdę. Mówił także, że chciał się zabić, ale mu się nie udało. Wszystko mówił bez emocji. Był wyciszony. Tata się wystraszył i namówił go w poniedziałek na wizytę u lekarza w szpitalu przy ul. Komeńskiego. Zgodził się. Już samo namówienie go na tę wizytę, to było pół sukcesu, bo zazwyczaj nie było to łatwe.


Na szpitalnym korytarzu rodzina spotkała znajomego lekarza.

— Pilnujcie go — miał im poradzić widząc, w jakim stanie jest Michał.
Podczas pobytu w szpitalu chłopak, nie wiedząc czemu, rozpłakał się. 
— Było widać, że jest z nim coś nie tak. Miał spowolnione reakcje, był wystraszony — opowiada jego brat.


Wizyta u lekarza, jak twierdzi rodzina, trwała około 15 minut. 

— Tata odniósł wrażenie, że lekarz gdzieś się spieszył, nie miał czasu. Zamienili z lekarzem kilka zdań — opowiada pan Darek. — Wizyta zakończyła się wypisaniem skierowania do szpitala.

Przy dacie lekarze napisał coś niewyraźnie, co odczytaliśmy jako „pilne”. I postawił wykrzyknik.
 Michał na oddział psychiatryczny szpitala przy ul. Komeńskiego ostatecznie jednak nie trafił.

— Lekarz powiedział, że ma się zgłosić 26 września. Brat był zdziwiony, że ma czekać dwa dni. A lekarz mówił mu, że tak naprawdę to będzie już za jeden dzień, bo dzisiaj jest już poniedziałek, południe, a on ma przyjść w środę o godz. 10 — opowiada pan Dariusz.
 

— Pocieszaliśmy Michała, że wszystko będzie dobrze. Odpowiedział nam tylko, że już nic nie będzie dobrze.


Michał do domu wrócił z tatą. 
— Ja musiałem na chwilę wrócić do pracy — opowiada pan Dariusz.
W pewnym momencie 24-latek wziął papierosa i wyszedł z mieszkania. Jego tata w tym czasie był w toalecie.

— Jak wyszedł z toalety od razu pobiegł za Michałem. Brat poszedł do wieżowca, otworzył sobie drzwi kodem, znał go, bo tam mieszkali jego koledzy. Tacie drzwi dosłownie zamknęły się przed nosem. Trochę trwało nim dostał się do środka, wbiegał na piąte piętro, kiedy usłyszał uderzenie — wspomina tragiczne chwile pan Dariusz.


Michał skoczył z dziewiątego piętra. Nie miał szans na przeżycie.


Lekarz, który wypisał skierowanie na oddział, pamięta pana Michała.

— Raz tylko miałem z nim kontakt — zastrzega na początku rozmowy.
 Więcej powiedzieć nie może, bo jak tłumaczy — złamałby tajemnicę lekarską.


Na oddziale psychiatrycznym szpitala przy ul. Komeńskiego jest 108 miejsc. Lekarz przyznaje, że często brakuje tu miejsca dla nowych pacjentów. Co lekarze robią w takiej sytuacji?

— Regułą jest, że wskazujemy inny szpital, we Fromborku. Często jednak rodziny nie chcą, bo tłumaczą, że to za daleko — mówi.
 Czy tak było w przypadku pana Michała? Tego lekarz już powiedzieć nie może (tajemnica lekarska). Rodzina twierdzi, że nie.


— Nikt nic nie proponował, nie było mowy o szpitalu we Fromborku — mówi pan Dariusz.



AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama