Reklama

Śmieciowe jedzenie zniknie ze szkół

02/11/2014 10:11

Ze szkół zniknie tak zwane śmieciowe jedzenie — zadecydowali posłowie. W sklepikach nie będzie można już sprzedawać chipsów czy słodkich napojów. Dzięki temu dzieci mają być zdrowsze. Nie dla wszystkich to takie oczywiste.

Asortyment szkolnych sklepików nie zmienia się od lat, miało być smacznie, szybko i sycąco. Od 1 września 2015 r. uczniowie przedszkoli, podstawówek, gimnazjów i liceów już nie kupią takich produktów w szkołach. A to za sprawą nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, którą posłowie przegłosowali niemal jednogłośnie.


— Sklepik szkolny mój syn odkrył już w pierwszym tygodniu nauki — mówi elblążanka, mama pierwszoklasisty. — Kupił sobie kolorową watę cukrową w plastykowym kubeczku. Był tak zachwycony, że z trudem mu tłumaczyłam, że takich zakupów nie może dokonywać codziennie, że to nie jest zdrowe.

Maluchy wolą słodkości
W myśl nowych przepisów w przedszkolach, szkołach podstawowych, gimnazjach oraz innych placówkach oświatowych i opiekuńczo-wychowawczych nie będzie można sprzedawać, ani podawać niezdrowego jedzenia. Chodzi o produkty o dużej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru, które mogą przyczynić się do wielu chorób oraz otyłości. To oznacza, że ze sklepików znikną między innymi tak lubiane przez dzieci chipsy, słodkie napoje i fast foody. 

— Maluchy rzeczywiście są nastawione na słodkości, i to tym bardziej im bardziej w domu rodzice zabraniają jedzenia słodyczy — mówi pani Marta, sprzedawczyni w sklepiku w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Elblągu. — Młodzież je zdrowsze rzeczy. Mam porównanie, bo wcześniej pracowałam w sklepiku w podstawówce. Starsi uczniowie naprawdę coraz częściej zwracają uwagę na to, co jedzą. Oczywiście kupują też colę, słodkie batoniki. Jednak sporo uczniów, zarówno dziewczyny jak i chłopcy, pyta się o warzywa, owoce. Zamiast tradycyjnych batonów wybierają owsiane, zamiast gazowanych napojów - soki bez cukru.

Kara z sprzedaż chipsów


Nowe przepisy mają sprawić, że uczniowie będą częściej sięgali po zdrowe jedzenia. Zgodnie z propozycją komisji rozpatrujących projekt za nieprzestrzeganie zakazu mają grozić kary pieniężne nawet do 5 tys. zł, ale nie mniej niż 1 tys. zł. Dodatkowo dyrektor placówki będzie mógł też rozwiązać umowę z firmą cateringową lub właścicielem sklepiku. 

— W tej chwili szukamy osoby, która od grudnia poprowadzi sklepik w naszej szkole. Nowe przepisy jeszcze nie obowiązują, ale to nie oznacza, że nie mamy wymagań odnośnie tego, co w nim będzie sprzedawane — zaznacza Izabela Milusz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 16 w Elblągu. — Chcemy, żeby to była zdrowa żywność. To oczywiste, bo w szkole zwracamy dużą uwagę na edukację w temacie zdrowego żywienia. Nasze dzieci wiedzą, co jest dla nich dobre, a co wręcz przeciwnie.


Nowelizacja trafi teraz do senatu. Wejść w życie ma 1 września 2015 r. Prowadzący sklepiki dostaną jednak trzy miesiące na dostosowanie do nowych przepisów. Ci jednak nie ukrywają sceptycznego nastawienia. Jak twierdzą, dzieci po słodycze pójdą po prostu do sklepu obok szkoły.


— Zdrowe żywienie to nie tylko kwestia odpowiedni przepisów. To również kwestia tego, co dziecko wynosi z domu, tego jak do jedzenia podchodzą jego rodzice — dodaje pani Marta.


Zdaniem eksperta
Nowelizacja ustawy ma nauczyć dzieci i młodzież właściwych nawyków żywieniowych oraz pomóc w walce z nadwagą u najmłodszych, która obecnie jest sporym problemem. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia 29 procent polskich 11-latków ma nadwagę.
Czy zakaz sprzedaży fast foodów w szkołach coś zmieni? Prof. Katarzyna Przybyłowicz, dietetyk z Uniwersytetu Warmińsko-mazurskiego, ma co do tego wątpliwości. — Sklepiki to tylko jeden z elementów całej układanki dotyczącej właściwego żywienia. Na to, co kupują dzieci, wpływają warunki ekonomiczne, ale też przyjemność, jaką czerpią z jedzenia. I prawda jest taka, że jeśli nie dostaną jej w sklepiku, to znajdą gdzie indziej — tłumaczy profesor.
Według dietetyczki dobrze, że robi się cokolwiek w kierunku walki z otyłością, ale to nie załatwi problemu. — Liczy się to, co mamy w głowie, nie na talerzu. Ważna jest edukacja, tak aby dzieci same wybierały zdrowe jedzenie, a nie były do tego zmuszane — dodaje prof. Przybyłowicz.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama