Ze szkół zniknie tak zwane śmieciowe jedzenie — zadecydowali posłowie. W sklepikach nie będzie można już sprzedawać chipsów czy słodkich napojów. Dzięki temu dzieci mają być zdrowsze. Nie dla wszystkich to takie oczywiste.
Asortyment szkolnych sklepików nie zmienia się od lat, miało być smacznie, szybko i sycąco. Od 1 września 2015 r. uczniowie przedszkoli, podstawówek, gimnazjów i liceów już nie kupią takich produktów w szkołach. A to za sprawą nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, którą posłowie przegłosowali niemal jednogłośnie.
Zdaniem eksperta
Nowelizacja ustawy ma nauczyć dzieci i młodzież właściwych nawyków żywieniowych oraz pomóc w walce z nadwagą u najmłodszych, która obecnie jest sporym problemem. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia 29 procent polskich 11-latków ma nadwagę.
Czy zakaz sprzedaży fast foodów w szkołach coś zmieni? Prof. Katarzyna Przybyłowicz, dietetyk z Uniwersytetu Warmińsko-mazurskiego, ma co do tego wątpliwości. — Sklepiki to tylko jeden z elementów całej układanki dotyczącej właściwego żywienia. Na to, co kupują dzieci, wpływają warunki ekonomiczne, ale też przyjemność, jaką czerpią z jedzenia. I prawda jest taka, że jeśli nie dostaną jej w sklepiku, to znajdą gdzie indziej — tłumaczy profesor.
Według dietetyczki dobrze, że robi się cokolwiek w kierunku walki z otyłością, ale to nie załatwi problemu. — Liczy się to, co mamy w głowie, nie na talerzu. Ważna jest edukacja, tak aby dzieci same wybierały zdrowe jedzenie, a nie były do tego zmuszane — dodaje prof. Przybyłowicz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!