Reklama

Smród i ptasie odchody to zmora mieszkańców ul. Płockiej

12/03/2013 13:38

Szum skrzydeł i kołujące na niebie ptaki to najpiękniejszy widok dla hodowców gołębi. Jednak osoby mieszkające w pobliżu gołębników uskarżają się na takie sąsiedztwo. — Nasza ulica jest chyba jedną z bardziej zapomnianych. Smród i ptasie odchody oraz widok gołębników, a właściwie nieestetycznych, drewnianych bud nie poprawiają sytuacji — żali się mieszkanka ulicy Płockiej.

— Nie mam nic przeciwko gołębiom. Rozumiem, że ich hodowla może być czyimś hobby — mówi pani Janina. — Jednak, gdy stawia się gołębnik praktycznie przed oknami sąsiadów, warto pomyśleć i o nich. Ptasie odchody i widok z okna w postaci budowli skleconych z desek nie są dla nas niczym przyjemnym.

Inni mieszkańcy, szeregowych domków rodzinnych, również uskarżają się na uciążliwe ptasie sąsiedztwo.

— Tu po prostu śmierdzi — przyznaje jeden z mieszkańców ulicy. — Te gołębniki stoją tu od wielu lat, jednak trudno się przyzwyczaić do takiego sąsiedztwa.

Niestety, nie mają innego wyjścia. Okazuje się bowiem, że nie ma konkretnych przepisów, które regulowałyby zakładanie gołębników i hodowli tego ptactwa.

— Nie ma przepisów w prawie budowlanym, które wprost regulowałyby na przykład wielkość gołębników — informuje Łukasz Mierzejewski z Biura Prasowego Urzędu Miejskiego w Elblągu.

Urzędnik przypomina jednocześnie, że właściciel gołębnika lub nieruchomości, który zezwolił na jego funkcjonowanie, powinien przestrzegać zasad porządku i czystości, co wynika z ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminie. Na tej podstawie można też na interwencję wezwać straż miejską, która sprawdzi czy wokół danego gołębnika przestrzegane są te zasady.

Na dłuższą metę i ten sposób może zawieść.

— Przepisów, które konkretnie regulowałyby hodowlę gołębi, nie ma. Głównym przepisem jest rzeczywiście ustawa o utrzymaniu porządku i czystości w gminach — potwierdza Marek Jarosz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Elblągu. — Nie wspomina ona jednak o gołębiach. Samorządy rzeczywiście mają z tym problem. Kilka nawet próbowało wpisać gołębie do uchwał, przyjmowanych na podstawie ustawy, jednak żadnej z nich się to nie udało.

Tak naprawdę dla osób, które zmagają się z takim problemem, jedyne wyjście to droga sądowa. To jednak jest ostateczność i, jak wiadomo, nie zawsze przynosi pożądane efekty.
Jak przyznaje dyrektor Jarosz elblążanie, którzy zgłaszali się do sanepidu z podobnym problemem najczęściej odsyłani byli z kwitkiem.

— Nie mamy podstaw prawnych aby zakazywać takich hodowli czy zmuszać do ich zlikwidowania — dodaje Jarosz. — Czasami próbowano wskazać na nie, jako na potencjalne źródło niebezpiecznych chorób. Rozumiem, że takie sąsiedztwo może być uciążliwe, jednak gołębie na pewno nie są bardziej niebezpieczne niż ptaki wolnożyjące w miastach.

Pozostaje więc liczyć na zrozumienie i dobrą wolę hodowcy. W wielu przypadkach przynosi to efekty, bo i samym gołębiarzom nie zależy na konfliktach z sąsiadami.

— Staramy się jednak, aby nasze hobby nie było uciążliwe dla innych. To nam się chyba udaje, bo do tej pory jeszcze nie miałem żadnej skargi — mówi Bogumił Pink z elbląskiego oddziału Związku Hodowców Gołębi Pocztowych. — Gołębniki najczęściej stawiamy na terenie ogrodów działkowych, oczywiście za zgodą ich zarządów czy na prywatnych posesjach.

Hodowca przyznaje jednak, że nie musi to dotyczyć wszystkich gołębiarzy.
— Nasz oddział zrzesza 170 hodowców z Elbląga, Braniewa, Pasłęka i Nowego Dworu Gdańskiego. Raczej na pewno mogę powiedzieć, że gołębniki przy ul. Płockiej nie należą do żadnego z nich. Wszyscy hodowcy nie są jednak zrzeszeni — dodaje.
naj

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama