Reklama

Strzykawki na taśmie, pracownicy ZUO na badaniach

02/04/2014 13:34

— Na taśmach sortowni pojawiają się nawet odpady niebezpieczne, co już od dawna nie powinno mieć miejsca — mówi Marian Wojtkowski, dyrektor Zakładu Utylizacji Odpadów. — Ostatnio, kilku naszych pracowników musiało przejść gruntowne badania, bo ukłuło się igłą od strzykawki.

— Gdyby wszyscy elblążanie deklarujący selektywną zbiórkę odpadów rzeczywiście dbali o zawartość swoich śmietników, mielibyśmy o wiele mniej pracy — nie ma wątpliwości Marian Wojtkowski, dyrektor Zakładu Utylizacji Odpadów w Rubnie Wielkim. — Nie wierzę, że 90 procent gospodarstw domowych segreguje odpady. Dlaczego? Bo w strumieniu odpadów zmieszanych wciąż zbyt dużo jest szkła, plastików i makulatury. A to oznacza, że złożone poprzednio deklaracje w sporej części mijają się z rzeczywistością.

— Na taśmach sortowni pojawiają się nawet odpady niebezpieczne, co już od dawna nie powinno mieć miejsca — podkreśla dyrektor. — Ostatnio, kilku naszych pracowników musiało przejść gruntowne badania, bo ukłuło się igłą od strzykawki. Przez rok mieliśmy z tym spokój, a teraz najwyraźniej znowu ktoś wyrzuca odpady medyczne do zwykłych pojemników.


W śmieciach zmieszanych dużo jest też szkła.
— Nie jesteśmy w stanie wybrać każdego szklanego kawałeczka. Nawet sito je przepuszcza. W konsekwencji drobiny szkła trafiają do kompostowni — martwi się dyrektor ZUO.


Prawdziwą plagą jest folia.
— Każdy najmniejszy nawet woreczek powinien trafiać do pojemników na plastik — przypomina Marian Wojtkowski. — Folia może być brudna, maszyny ją umyją.

W ubiegłym roku do ZUO trafiło z miasta 49 tysięcy ton śmieci zmieszanych i 2 tysiące ton odpadów z selektywnej zbiórki.

— Te proporcje nie są zadowalające — przyznaje Marian Wojtkowski. — Chociaż trzeba zauważyć, że w drugim półroczu ilość selektywnie zebranych odpadów podwoiła się. Niestety, teraz wyraźnie widać, że po pierwszym "zachłyśnięciu się" segregacją, teraz elblążanie jakby tracili do niej zapał...


Od selektywnej zbiórki odpadów nie ma odwrotu. Segregacja u źródła, czyli również w gospodarstwach domowych, opłaca się nie tylko kieszeni, ale przede wszystkim środowisku.
— Nie wszystko jest łatwo sprzedać — przyznaje dyrektor ZUO. — Na przykład teraz dobrze "stoi" makulatura. Za jej tonę dostajemy 400 zł. A jeszcze nie tak dawno musieliśmy odbiorcom makulatury płacić, żeby tylko zechcieli ją od nas zabrać.


W ubiegłym roku ZUO sprzedało m.in. 2,2 tys. ton makulatury, 1850 ton szkła, ok. 900 ton folii, ok. 750 ton plastikowych butelek, 550 ton złomu i 46 ton puszek aluminiowych.

Już tylko 18 proc. dostarczanych do ZUO śmieci trafia jako balast na składowisko. Ok. 60 procent to odpady biodegradowalne, przyjmowane przez kompostownię. Reszta to surowce wtórne. To jest znakomity wynik. Gdy rozpoczynała się przebudowa ZUO, projekty przewidywały, że po zakończeniu inwestycji na składowisko będzie trafiało co najwyżej 36 proc. "produkowanych" przez elblążan śmieci. Dla przypomnienia: wówczas w pryzmach lądowało aż 90 procent zwożonych z miasta odpadów.
gog

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama