Reklama

Teatr oszczędza, scena przy stoliku znika

29/01/2011 12:21

Aktorzy siedzą przy stoliku i czytają dramat z podziałem na role. Bez specjalnych kostiumów, gra ograniczona jest do minimum. Czasami wykorzystują rekwizyty, aby skupić uwagę widzów. Tak wygląda Scena przy stoliku. A raczej wyglądała. Po pięciu latach cyklicznych spotkań Scena przy stoliku zniknęła z repertuaru teatru.

Wszystkie instytucje kultury podlegające samorządowi województwa warmińsko-mazurskiego otrzymały w 2011 r. zmniejszoną dotację na swoja działalność. Kryzys dotknął również Teatr im. Sewruka w Elblągu. Zawieszenie działalności Sceny przy stoliku jest jednym z efektów cięć budżetowych.

— Szukamy oszczędności, z różnych rzeczy rezygnujemy. Właściwie powinniśmy na 2 miesiące zamknąć teatr, a pracowników wysłać na urlopy bezpłatne. Nie chcemy tego robić. To jest nasze miejsce pracy. Musimy mieć pewien komfort, aby móc realizować wysokie działania artystyczne, dlatego szukamy innych źródeł oszczędności — poinformował Tomasz Walczak, rzecznik prasowy elbląskiego teatru. — Jednocześnie poszukujemy grantów, piszemy wnioski na pozyskanie środków pozabudżetowych. Bardzo chętnie wrócilibyśmy do tych spotkań, bo jest na nie duże zapotrzebowanie. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby było to jeszcze w tym roku — dodał.

Magia stolika
Scenę przy stoliku odwiedzało wielu elblążan, których interesują niszowe formy teatralne.
— Dla mnie było to zapoznanie się z utworami dramatycznymi współczesnymi, okazją do spotkania się z aktorami teatru oraz rozmowy po spektaklu o swoich odczuciach, przeżyciach, emocjach — mówiła Marlena Peplau, która często przychodziła na te spotkania.
Scena przy stoliku na stałe wpisała się w repertuar teatru. To urozmaicenie przyciągało także młodzież, która w teatrze szukała czegoś innego, niż tylko spektaklu.
— Słyszałam, że to jest bardzo ciekawe spotkanie z aktorami i chciałam to zobaczyć. Bardzo mi się spodobało — mówiła Katarzyna Czajkowska, która pierwszy raz odwiedziła scenę przy stoliku.

Scena była doskonałą okazją do poznania dramatów współczesnych, które nie miałby szansy zaistnieć w pełnej realizacji scenicznej. Dodatkowym atutem tych spotkań był także Dyskusyjny Klub Teatralny.
— Tutaj przychodzili ludzie, którzy bardzo chcieli podzielić się swoimi postrzeganiem rzeczywistości w kontekście danego utworu — stwierdził Tomasz Walczak. — Dyskusje były bardzo żywe. Może też dlatego, że razem z Hanną Motyką prowadziliśmy te spotkania. Zawsze byliśmy w opozycji. Inaczej odbieramy, postrzegamy i nasza kontra przynosiła różne spojrzenia.

Rozsmakowanie w dramacie
Po utwory dramatyczne większość z nas sięga niezwykle rzadko. Częściej sięgamy po gazetę, czy epikę, a dramat jest na szarym końcu. Scena przy stoliku była również fantastyczną przygodą dla aktorów i pracowników teatru.
— Od kilku lat wybierałem utwory, tworzyłem cykle. Każdy tekst czytałem kilka razy. I za każdym razem, kiedy aktorzy czytali tekst, odczytywałem utwór na nowo. Znajdywałem inne smaczki — mówił Walczak.
Spośród 41 dramatów, które ujrzały światło dzienne, były takie, które utkwiły głęboko w sercu i umyśle.
— Były takie cztery utwory. "Wariacje enigmatyczne" z obsadą Lesław Ostaszkiewicz i Mirosław Siedler. Panowie byli genialnie przygotowani. Śmiało mogli wyjść na scenę i zagrać. Poza tym "Kroki", gdzie tekst przedstawiły cztery panie. Przezabawna historia przedstawiająca relacje między ludźmi a karaluchami. Trzeci tekst, który nosze w pamięci to "Bez tytułu" Jana Świerszcza. Młody człowiek wyjeżdża z domu rodzinnego na studia. Zostaje gdzieś w bliżej nieokreślonym mieście uniwersyteckim. Po kilku latach przyjeżdżają do niego rodzice. Okazuje się, że chłopak jest nosicielem wirusa HIV i umiera. To były tematy, które bardzo wzruszały publiczność. Podobnie jak "Branoc, mamo". Pamiętam, że publiczność bardzo się wzruszyła — wspominał Tomasz Walczak.

Jestem obrażona
Pierwsze spotkanie odbyło się w 2003 r.. Współorganizatorem była Biblioteka Elbląska. Cykliczne spotkania wystartowały w 2005 r., natomiast dwa lata później do Sceny przy stoliku dołączył Dyskusyjny Klub Teatralny. Przez ten czas szanse miało zaistnieć 41 dramatów polskich i zagranicznych twórców. Ostatnim prezentowanym był "Trash Story, albo sztuka (nie)pamięci" Magdaleny Fertacz. Na to spotkanie przyszło mnie osób niż zazwyczaj.
— Kilkoro znajomych dzwoniło i przysłało do nas e-maile, że skoro organizujemy ostatnie spotkanie, to nie przyjdą. Są obrażeni — powiedział Tomasz Walczak.

Przez lata teatr wypracował sobie publiczność. Ludzie przychodzą na Scenę przy stoliku, a później trafiają na dużą i małą scenę. — W poniedziałek chciałam obejrzeć sobie teatr, ale został zdjęty z ramówki telewizji. Dowiedziałam się, że scena jest ostatnia, więc przyszłam. Wydaje mi się, że nie w tym kierunku idziemy, że takie niższe zainteresowania powinny raczej być pielęgnowane w ludziach, szczególnie młodych — stwierdziła Marlena Peplau. — Tym bardziej Scena przy stoliku, gdzie można było poznać genialne, często zapomniane dramaty.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama