Reklama

Wielu chętnych na paliwo z Rosji. Zamiast na stację do garażu

03/06/2012 18:34

Pełen bak i dziesięć litrów w kanistrze. Rocznie tym sposobem tylko z obwodu kaliningradzkiego trafia na nasz rynek 6-7 milionów litrów benzyny i oleju napędowego. Paliwo jest o dwa złote tańsze, więc chętnych na nie przybywa.

Na jednym z bartoszyckich osiedli Straż Graniczna i celnicy zatrzymali w tym tygodniu Polaka i Rosjanina podejrzanych o handel paliwem sprowadzanym z obwodu kaliningradzkiego. K.W. i R.S. wpadli przed garażem, w którym w plastikowych beczkach było 500 litrów benzyny i oleju napędowego. Zapłacą za naruszenie przepisów przeciwpożarowych. Czeka ich też karno-skarbowa sprawa w sądzie.

W miejscowościach przy granicy z obwodem kaliningradzkim działa coraz więcej takich nielegalnych, "osiedlowych" stacji. Rosyjskie paliwo można tam kupić nawet za mniej niż 4,50. Proceder ten z dużym rozmachem kwitnie również w Elblągu, chociaż nasi policjanci w ostatnim okresie nie zatrzymywali handlujących paliwem.
— Większym problemem są u nas kradzieże paliwa z terenu budowy siódemki — stwierdza Jakub Sawicki z zespołu prasowego elbląskiej policji.
Średnia cena w Elblągu to 4,30-4,40 zł za litr.

W Polsce cena benzyny ociera się dziś o 6 złotych za litr. W obwodzie kaliningradzkim benzyna 95 i olej napędowy nadal kosztują mniej niż 30 rubli, czyli około 3 złote i 10 groszy. Nawet jeśli swoje policzy nielegalny hurtownik, benzynowa mrówka może na jednym kursie (pełen bak i 10-litrowy kanister) zarobić około stu złotych.

— Dlatego wśród przemytników, bardzo ceniony jest stary model passata, który ma stulitrowy zbiornik — mówi Ryszard Chudy ekspert Izby Celnej w Olsztynie. Ludzie oczywiście przerabiają baki swoich aut, żeby nalać więcej. Rok temu na przejściu granicznym w Gołdapi stanął w ogniu wracający z obwodu kaliningradzkiego "opity" rosyjską ropą samochód campingowy. Od płonącego auta zapalił się sklep wolnocłowy po rosyjskiej stronie. Kierowca, Polak ledwie zdążył wyskoczyć z szoferki.

— Na tym samym przejściu nasi funkcjonariusze sprawdzili ostatnio, zarejestrowane na terenie Litwy dwa samochody, którymi kierowali mieszkańcy Gołdapi, 21-letni i 50-letni. W niekonstrukcyjnych zbiornikach przewozili oni łącznie 155 litrów oleju napędowego — poinformowała nas porucznik Justyna Szubstarska, rzeczniczka Komendanta Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej.

Tylko od początku 2012 roku na przejściach między Polską a obwodem kaliningradzkim w Gronowie, Grzechotkach, Bezledach i Gołdapi, polskie służby zakwestionowały ponad 80 tysięcy litrów paliwa. Do tego niemal drugie tyle zatrzymały podczas kontroli w głębi regionu. To już więcej niż przez cały rok 2011. 


Państwo traci, więc nasila kontrole. W poszukiwaniu nielegalnych zbiorników przekraczające granicę samochody prześwietlane są dziś rentgenem. Celnicy na wyposażeniu mają nawet specjalną mobilną stację, która zajmuje się konfiskowaniem paliwa w terenie. Wszyscy jednak mają świadomość, że ci, co wpadają, to wierzchołek góry lodowej.

Według różnych szacunków prywatny import paliw tylko z obwodu kaliningradzkiego to 6-7 mln litrów rocznie. Mrówki spuszczają baki zaraz za pierwszym zakrętem, a następnego dnia robią kolejny kurs. Są nimi głównie Polacy. Żeby nie musieli jeździć daleko, rosyjskie firmy stawiają swoje stacje coraz bliżej szlabanu. Niektóre przy dystrybutorach mają zainstalowane specjalne pochylnie, żeby można było nalać "pod sam korek".

Tylko ostatniego dnia maja granicę przekroczyło łącznie 10 743 osób. Ci co jadą do Kaliningradu samochodem obowiązkowo wracają zatankowani do pełna.
Stanisław Brzozowski, Rafał Maliszewski

Władysław (70l.) — Nie jestem mrówką

— Mam dużo wolnego czasu, ponieważ jestem już na emeryturze, więc dlaczego nie korzystać z bliskości granicy. Przez ostatni rok jeździłem do obwodu średnio trzy razy w tygodniu. Teraz mam przerwę, bo skończyła mi się wiza. Nie przerabiałem specjalnie samochodu, ani nie powiększałem zbiornika, ponieważ jeździłem tylko dla siebie. Ja mam samochód, moja żona, dzieci... Na każdym takim wyjeździe zaoszczędzamy około 200 zł w porównaniu do tego, ile zapłacilibyśmy za paliwo u nas na stacji. A na jakość benzyny nie narzekam. Po pierwsze tam są stacje wybudowane przez duże koncerny paliwowe, a po drugie Rosjanie jeżdżą lepszymi samochodami od nas.




Grzegorz (36l.) — Na benzynie się nie dorobisz


— Zacząłem jeździć do Rosji, bo nie miałem pracy. I tak wożę paliwo już siódmy rok. Staram się jeździć tak często, jak przepisy na to pozwalają - czyli raz na dobę. Na liczbę klientów nie narzekam, mam od lat swoich stałych odbiorców. Dlatego gdy paliwo chce ode mnie kupić ktoś nowy musi kilka dni poczekać.
 Z jednego kursu mam jakieś 130-140 zł zysku. To może i nie jest mało, ale jak weźmie się pod uwagę koszt wizy, naprawy samochodu i itp., to kokosów nie ma. Dobrze, że teraz nie ma jakiś większych kolejek na granicy. Zastanawiam się tylko, co to będzie, jak zostanie wprowadzony mały ruch przygraniczny. Może jak kiedyś będę musiał stać dobę, czy dłużej na granicy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama