Matka półtorarocznego Szymonka nie mogła powstrzymać łez wspominając wydarzenia z 29 grudnia 2008 roku. To wtedy zmarł jej synek. Drobna blondynka, z wpiętymi we włosy różowymi spinkami, szlochając co chwilę uderzała kajdankami o drewniany pulpit, przy którym składała zeznania. Na rozprawę, która ma wyjaśnić okoliczności śmierci jej dziecka, została dowieziona z zakładu karnego. Odbywa karę za handel narkotykami.
Elbląski sąd po dwóch apelacjach (najpierw prokuratury, później obrońcy Tomasza M.) po raz trzeci zajmuję się sprawą śmierci dziecka. Wydaje się, że w takiej sytuacji ciężko o znalezienie nowych poszlak, które mogłyby przemawiać za wersją prokuratury, że malec został pobity. Sędzia Rafał Matusiak zwrócił jednak uwagę na fakt, który do tej pory nie przewijał się w śledztwie.Co się stało w pokoju dziecka?
Odpowiedź na to pytanie zna jedynie Tomasz M. Czy rzeczywiście uderzył dziecko, czy był to wypadek. Podczas pierwszego procesu sąd nie zdołał tego jednoznacznie rozstrzygnąć. Tomasza M. skazano na dwa lata więzienia. Odwołanie złożyła prokuratura. Druga rozprawa zakończyła się wyrokiem 7 lat i 8 miesięcy. Sąd uzna oskarżonego winnym pobicia dziecka. Wtedy skuteczną apelację złożył obrońca oskarżonego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!