Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego prawie niemożliwym było uzyskanie paszportu na wyjazd z kraju. Ci zaś, którzy otrzymali paszport i nie powrócili z Zachodu, byli wrogami ustroju i uciekinierami z socjalistycznej Polski. „Uciekinierów” z Polski było tak wielu, że ich dowody osobiste dosłownie zalegały w komórce paszportowej. Podejmowano również wiele prób przedostania się na Zachód bez wizy i paszportu. Elblążanie nie odstawali tutaj od reszty kraju.
Z Aeroklubu Elbląskiego Witold Sch. i Marek S. polecieli na Zlinie-143 na Tempelhof w Berlinie Zachodnim, a pewna rodzina z Nowego Dworu Gdańskiego zapakowała się do AN-2, wykorzystywanego tam do rozsiewania nawozów sztucznych i lecąc bardzo nisko nad Bałtykiem, wylądowała szczęśliwie na Gotlandii. Uprowadzone samoloty kierowały się z reguły na położone w amerykańskiej strefie okupacyjnej Berlina Zachodniego lotnisko Tempelhof.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!