Reklama

1945 r. Kiedy w Elblągu carem była komendantura wojskowa

06/05/2011 08:33

Gdy 8 maja 1945 roku kapitulowały wojska tysiącletniej III Rzeszy Niemieckiej (która, o ironio dziejów, przetrwała raptem dwanaście lat), Elbląg już trzeci miesiąc znajdował się pod władzą wojsk sowieckich. Był to też ostatni miesiąc, gdy krasnoarmiejcy zarządzali miastem. Pod koniec maja 1945 roku w Elblągu nastała Polska.

Mimo że od wycofania się z Elbląga ostatnich wojsk niemieckich upłynęło w dniu kapitulacji blisko sto dni, miasto aż do 8 maja znajdowało się nadal w pobliżu frontu.

— W bezpośrednim sąsiedztwie Elbląga, w delcie Wisły i na znacznej części Mierzei Wiślanej, znajdował się jeden z ostatnich, bardzo silnych punktów oporu wojsk niemieckich — opowiada Tomasz Gliniecki, znawca dziejów Elbląga i regionu, autor projektu "Miasto czasów wojny". — Na terenie od dzisiejszego Sobieszewa aż po mierzeję znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy pod dowództwem generała Friedricha Hochbauma — dodaje. — 8 maja podpisał on akt kapitulacji wobec wojsk sowieckich, dowodzonych przez generała Fokanowa. Część z 48 armii sowieckiej, w skład której wchodziły oddziały Fokanowa, co warto podkreślić, stacjonowała w tym czasie w Elblągu.


Choć przegrali wojnę, Niemcy stanowili w rejonie Elbląga wciąż dużą siłę, nie mogącą jednak zagrozić w ostatnich trzech miesiącach działań wojennych panowaniu sowieckiemu nad miastem.

— To byli żołnierze, którzy cofali się od początku ofensywy Armii Czerwonej w Prusach Wschodnich i którzy walczyli, gdyż nie mieli już dokąd uciekać — stwierdza Tomasz Gliniecki.


Bliskość frontu powodowała, że w Elblągu nie żyło się bezpiecznie. Spokojowi nie sprzyjała też nowa, sowiecka władza.

— W przeciwieństwie do wielu innych miejscowości, w których ją zachowano, choć w bardzo ograniczonej funkcji, sprowadzonej do wykonywania poleceń sowieckich, w Elblągu Rosjanie nie zdecydowali się na utrzymanie administracji cywilnej, która zresztą w znacznej części uciekła z miasta już w początkach lutego — opowiada Gliniecki. — W Elblągu carem i Bogiem była komendantura wojskowa.


Jak Armia Czerwona radziła sobie z zarządzaniem miastem?

— Była to typowa, co w tej sytuacji dziwić nie powinno, władza okupacyjna, nie troszcząca się specjalnie o potrzeby bytowe kilkudziesięciotysięcznej rzeszy mieszkańców, wśród których znaczną część stanowili uciekinierzy z innych miast i miasteczek Prus Wschodnich — mówi Tomasz Gliniecki.


W Elblągu, jak dodaje, było, niestety, czego się bać, choć sami Niemcy nie byli już skłonni do walki.

— Byli już nią zmęczeni i cieszyli się, że wojna już się skończyła — zaznacza Tomasz Gliniecki.

Sen z powiek mieszkańcom spędzały same władze.
 — Wspomnienia pojedynczych osób nie dają obiektywnego, typowego obrazu całości. Jeśli jednak jednostkowe fakty potwierdzone są przez większe grono świadków, to pokazują prawdę o tamtych czasach — mówi Gliniecki.


Prawda, jaka ujawnia się w dziesiątkach, setkach wspomnień, jest smutna: w Elblągu trwały masowe gwałty i rabunki — ludzi i mienia.

— Takie były prawa zdobywcy. Nie inaczej zachowywali się Niemcy, choćby we wspomnieniach Belgów z czasów I wojny światowej — twierdzi pasjonat historii Elbląga.


To, czego nie zniszczono w trakcie działań wojennych — a zachowany prawie w 90 procentach był przemysł elbląski — wywieziono w głąb ZSRR.

— Z maszyn i innego sprzętu ogołacano całe fabryki. Nie tylko te największe, Schichaua, czy Komnicka, ale również te mniejsze, o których dzisiaj już prawie nikt nic nie wie — mówi Tomasz Gliniecki.

I ta grabież dokonywana była zgodnie z literą prawa, danego Rosjanom przez ich zachodnich sojuszników — przede wszystkim przez Anglików i przez Amerykanów.

— Alianci dali Sowietom prawo do zagarnięcia maszyn znajdujących się w niemieckich fabrykach na terenach zajętych przez Armię Czerwoną — wyjaśnia Gliniecki.

Wstyd przyznać, ale w procesie grabieży miasta brali udział i nasi rodacy. Po "naszej" stronie jest choćby powojenna dewastacja starówki; cegły z kamieniczek trafiały m.in. do Warszawy, gdyż, jak głosił obowiązujący wówczas powszechnie slogan: "cały naród odbudowuje swoją stolicę".
— Szkoda, że tak się stało. To powojenne miasto w dużej mierze było do uratowania — konstatuje ze smutkiem Tomasz Gliniecki.

Autor projektu "Miasto czasów wojny" jest przeciwnikiem czarno-białej wizji historii.

— Nie wszyscy Niemcy byli źli i nie wszyscy Polacy bezgrzeszni. Także Rosjanie nie mogą się tłumaczyć, że jak wygrali wojnę, to mogli i mogą wszystko — podkreśla.


Nikt nie jest ze spiżu, nawet, a może tym bardziej zwycięzcy.

— W Centralnym Archiwum Ministerstwa Obrony w Moskwie znajdują się dokumenty dotyczące zachowania się władz wojskowych Elbląga po zajęciu miasta przez Sowietów. W tym czasie doszło do grupowych zatruć alkoholem metylowym. Ofiarami metylu stało się kilku oficerów elbląskiej komendantury — mówi Tomasz Gliniecki.

Witold Chrzanowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama