Reklama

Ciężko pobity mężczyzna czekał na karetkę około 40 minut?

09/07/2012 16:01

Pobity, ciężko ranny w głowę mężczyzna, kilkadziesiąt minut czekał na przyjazd karetki pogotowia.
 — Policjanci, którzy bardzo szybko zjawili się na miejscu zdarzenia, chcieli już zabrać go do szpitala radiowozem — relacjonuje Jerzy Szerszeń, krewny poszkodowanego. — Gdy wreszcie przyjechali ratownicy, kazali mojemu siostrzeńcowi wstać z ziemi i wsiąść do karetki. A chłopak miał w trzech miejscach pękniętą podstawę czaszki i leżał w kałuży krwi.

30-letni Rafał spędzał piątkowy wieczór w gronie rodzinnym w Jegłowniku. Ponieważ w pobliżu jego domu otwarto dyskotekę, wraz z bliskimi przeniósł się do lokalu. Gdy w nocy wyszedł na chwilę do domu, został napadnięty i pobity.
 Po jednym z ciosów mężczyzna upadł uderzając głową w krawężnik. Przez kilkadziesiąt minut leżał w kałuży krwi czekając na przyjazd pogotowia.

Ciężko rannego mężczyznę znalazła żona i znajomi. Natychmiast powiadomili pogotowie i policję. Pierwsi na miejscu zjawili się kryminalni z Elbląga.

— Dwa policyjne radiowozy przyjechały bardzo szybko — opowiada Jerzy Szerszeń, krewny Rafała. — Natomiast na karetkę pogotowia trzeba było czekać około 35-45 minut. Wszyscy byliśmy zdziwieni dlaczego tak długo to trwało. Przecież z Elbląga do Jegłownika jedzie się góra piętnaście minut.

W międzyczasie rodzina rannego mężczyzny kilkakrotnie dzwoniła na pogotowie.

— Dzwonili już nie tylko do Elbląga ale i do Malborka. Na pogotowie dzwonili również obecni na miejscu policjanci — informuje Jerzy Szerszeń. — Policjanci zastanawiali się nawet, czy nie zabrać Rafała radiowozem do szpitala.

Zaistniałą sytuację potwierdza oficer prasowy KMP w Elblągu.
— Rzeczywiście policjanci rozważali przewiezienie rannego do szpitala, ale zrezygnowali z tego, ponieważ nie było wiadomo, jakiego rodzaju uraz ma ten mężczyzna. Poza tym w radiowozie nie ma warunków do przewożenia rannych — mówi mł. asp. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy elbląskiej policji.

Feralnej nocy pogotowie zostało wezwane na ul. Malborską w Jegłowniku. Jak twierdzą świadkowie tego zdarzenia - informacji tej w pogotowiu nie udało nam się potwierdzić - dyspozytor owszem skierował karetkę na ul. Malborską, ale... w Elblągu.

Z dokumentacji medycznej pogotowia wynika jednak coś zupełnie innego.

— Zgłoszenie nastąpiło o godzinie 1.48, wyjazd karetki o 1.49, a na miejscu była o godzinie 2.00 — informuje Małgorzata Twardowska, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu.

Jeszcze inną godzinę zgłoszenia incydentu zarejestrowała policja.

— Pierwszy telefon w tej sprawie oficer dyżurny odebrał o godz. 1.42 — informuje Krzysztof Nowacki.

Rodzina poszkodowanego Rafała ma pretensje nie tylko o to, że ich zdaniem zbyt długo czekali na pomoc. Chodzi też o podejście ratowników do rannego 30-latka.

— Ratownicy medyczni wyszli z karetki, podeszli do leżącego we krwi Rafała i powiedzieli, że ma wstać — opowiada Jerzy Szerszeń. — Dopiero jak ludzie zaczęli na nich krzyczeć, to wrócili do karetki po nosze.

Mężczyzna został przetransportowany do szpitala wojewódzkiego. Trafił na oddział neurochirurgii. 

— Badania wykazały, że ma pogruchotaną czaszkę: pęknięcie podstawy czaszki w trzech miejscach, krwiak, miał też wylew krwi z uszu — wylicza Szerszeń.

Zdaniem lekarzy stan pacjenta jest bardzo ciężki, ale stabilny.

— Potraktowali go jak jakiegoś pijaka. Rafał miał wypite, ale to była rodzinna impreza, a to bardzo spokojny chłopak — twierdzi jego krewny.
Rafał Maliszewski, Karolina Krajewska

Sprawca za kratkami
Policji bardzo szybko udało się ustalić sprawcę pobicia. Okazał się nim 23-letni Mariusz Z., mieszkaniec Jegłownika. Obaj mężczyźni się znali. 

— Pod dyskoteką doszło do jakiejś sprzeczki, Mariusz Z. twierdzi, że raz uderzył poszkodowanego mężczyznę, który nieszczęśliwie upadł głową na krawężnik — informuje mł. asp. Krzysztof Nowaki, oficer prasowy KMP w Elblągu. — Sprawdzamy okoliczności tego zdarzenia. Sprawca pobicia przyznał się do winy. Mężczyzna został objęty dozorem policyjnym. Grozi mu co najmniej 5 lat więzienia.


Oświadczenie przesłane już po publikacji artykułu:
1) zdarzenie miało miejsce w nocy z 6/7.07.2012 r.,
2) zgodnie z zapisem z rejestratora rozmów pierwsze wezwanie miało miejsce o godz. 1.47.51 (koniec rozmowy),
3) zgodnie z zapisem na karcie wyjazdowej w książce wyjazdowej zespół został zadysponowany przez dyspozytora medycznego o godz. 1.48,
4) zgodnie z zapisem na karcie wyjazdowej zespół dotarł na miejsce o godz. 2.02, tzn. po niespełna 15 min. od przyjęcia wezwania (zgodnie z ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym maksymalny czas dotarcia od chwili przyjęcia zgłoszenia przez dyspozytora medycznego nie może być dłuższy niż 20 minut poza miastem powyżej 10 tysięcy mieszkańców),
5) nie przekazano nam również sygnału z pogotowia ratunkowego w Malborku - jedyną osobą, poza wzywającą, która dzwoniła w tej sprawie o godz. 1.47, był oficer dyżurny Policji (pierwszy telefon o 1.48),
6) po przeprowadzonej rozmowie wyjaśniającej z kierownikiem zespołu (ratownik medyczny) uzyskałem informację, że pacjent był transportowany z miejsca zdarzenia w pozycji leżącej; na potwierdzenie uzyskanych wyjaśnień posiadam nagranie z rejestratora rozmów (chyba przypadkowe połączenie jednej z osób będących w miejscu wezwania), w którym słychać jak kierownik zespołu mówi: "Panie Rafale, przełożymy Pana teraz na łóżeczko",
7) zgodnie z zapisem na karcie wyjazdowej i karcie medycznych czynności ratunkowych pacjent został przewieziony do SOR W.Sz.Z. w Elblągu, gdzie zespół przekazał go o godz. 2.25,
8) nie jest prawdą, że dyspozytor medyczny skierował karetkę na ul. Malborską, ale... w Elblągu - ambulans został zadysponowany do Jegłownika.
Michał Missan
Koordynator Działu Ratownictwa Medycznego
Wojewódzki Szpital Zespolony w Elblągu

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama