Reklama

Czasami kładę rękę na sercu i mówię: mój dzieciak, mój synek

26/01/2018 19:40

26 stycznia, w rocznicę pierwszego udanego przeszczepu nerki, która odbyła się w 1966 roku w Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej w Warszawie, obchodzony jest Dzień Transplantacji. Dzięki niej żyje pan Piotr, który nowe serce dostał w 2013 roku.— Otrzymałem dar, wart więcej niż miliard. Czasami kładę rękę na sercu i mówię: mój dzieciak, mój synek — mówi.

Jak bezcennym darem jest oddanie narządów do przeszczepu, doskonale wie 67-letni pan Piotr, który w kwietniu 2013 roku otrzymał serce 28-latka, ofiary wypadku drogowego.

Przed przeszczepem moje życie było gehenną. Cierpiałem latami: obrzęki i krwotoki z nóg, ciągłe wizyty pogotowia i pielgrzymki po szpitalach, w nocy otwierałem okno i włączałem wiatrak, by móc choć trochę zaczerpnąć powietrza. Dusiłem się przez brak tlenu, serce było powiększone, nie było godziny, bym nie kaszlał, moje życie było nieznośne — wspomina.

Lekarze nie widzieli już innego, niż transplantacja serca, rozwiązania. W grudniu 2012 r. pan Piotr trafił do Kliniki Niewydolności Serca i Transplantologii w podwarszawskim Aninie i został zakwalifikowany do przeszczepu.

— Czy się bałem? Jeden z moich szpitalnych współlokatorów wycofał zgodę na przeszczep serca, właśnie ze strachu. Ja się nie bałem. Gdy lekarz zapytał mnie podczas obchodu, czy wyrażam zgodę, bez wahania powiedziałem: tak. Pomyślałem: trudno, albo wrócę do domu o własnych siłach, albo w worku .... — opowiada pan Piotr.

[media]442896[/media]

Na nowe serce czekał cztery miesiące.

— Pamiętam wszystko ze szczegółami: byłem z żoną w domu, około godz. 21 zadzwonił telefon i jakoś tak przez skórę czułem, że to z kliniki. W słuchawce usłyszałem: jest serce dla pana. Wtedy szybko działo się już bardzo szybko: wsadzili mnie w karetkę i na sygnale zawieźli do Anina. Co wówczas czułem? Wszystko wokół wydawało się mi takie nierealne. Czułem się, jakbym był z waty, a mój umysł się wyczyścił, kompletnie zresetował. Chyba do końca nie wierzyłem, że jest to serce, przecież ludzie czasem czekają kilka lat... Ja bym tyle nie wytrzymał, umarłbym — wspomina mężczyzna.

Przeszczep odbył się w nocy 30 kwietnia 2013 roku.

— Gdy wieźli mnie na blok operacyjny, jedna z pielęgniarek ujęła moją dłoń i powiedziała: będzie dobrze, jest młode serce, a pana wyniki dobre. To mi pomogło, niby nic wielkiego ona nie zrobiła, a jednak te słowa i gest były dla mnie olbrzymim wsparciem — mówi pan Piotr.

Dawcą serca był 28-letni mężczyzna, który zginął w wypadku drogowym.

— Dowiedziałem się o tym od księdza, który niedługo po transplantacji udzielał mi komunii. Z początku miałem takie sny: widzę kobietę, stoi do mnie tyłem i mówi: mamy syna. Odpowiadam, że nie mam przecież syna, tylko córki i sen się urywa. On miał 28-lat, mógłby być przecież moim synem.
Czasami kładę rękę na sercu i mówię: mój dzieciak, mój synek bije. Dziękuję mu, jego cząstka żyje we mnie na zawsze. Otrzymałem wielki dar, wart więcej niż miliard złotych. Żadne pieniądze nie zastąpią tego, co dał mi ten człowiek, dostałem bowiem nowe życie. Czasem o nim myślę: kim był, gdzie pracował?
Gdybym poznał jego rodzinę, zobaczył jego zdjęcie... to dla mnie chyba byłaby ulga. Ja także wyraziłem zgodę na pobranie moich organów. Po co mi one po śmierci? Osobie, która umarła, nie możemy już pomóc, ale uratujemy komuś innemu życie. Ja jestem tego przykładem — mówi pan Piotr.

W roku 2017 specjalna komisja ds. stwierdzania trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu (śmierci mózgowej) u pacjentów Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu zbierała się 21 razy. We wszystkich przypadkach komisja jednogłośnie potwierdziła śmierć pacjenta.

— Z tych 21 zmarłych pacjentów rzeczywistymi dawcami narządów bądź tkanek zostało trzynaście osób, od których pobrano 26 nerek, dwa serca, dwa serca tylko na zastawki, 10 wątrób, jedno płuco i ośmiokrotnie rogówki do przeszczepienia. Jeden raz odstąpiono od pobrania ze względu na sprzeciw wyrażony jeszcze za życia potencjalnego dawcy, pięciokrotnie ze względów medycznych oraz dwukrotnie ze względu na zdecydowany sprzeciw rodziny. Narządy i tkanki pobrane w 2017 roku przeszczepiono 39 pacjentom z całego kraju. Często bywa i tak, że narządy pobrane od jednego dawcy ratują życie nawet kilku osobom — mówi lek. Katarzyna Chylińska – Wachnianyn, koordynator ds. Transplantacji w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu.

Jak podkreśla Katarzyna Chylińsk-Wachnianyn w 2017 roku lekarze wykonali ponad dwukrotnie więcej pobrań, niż w 2016 r. i 2015 r.

— Polskie prawo dopuszcza możliwość pobrania narządów od zmarłego po komisyjnie potwierdzonej śmierci mózgowej. Przeciwwskazaniem do pobrania narządów jest sprzeciw zgłoszony za życia potencjalnego dawcy w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów POLTRANSPLANT-u. Jednak w praktyce, nawet jeśli takiego sprzeciwu nie wyrażono, w każdym przypadku pytamy rodzinę zmarłego o zgodę. Dla bliskich to zawsze wyjątkowo trudna decyzja, mamy więc obowiązek ją uszanować. Ale nie ukrywamy, jak bardzo w takich przypadkach bardzo liczy się czas. Pomimo dość powszechnej już wiedzy na ten temat, nadal zdarzają się, i na pewno będą się zdarzać, rodziny, które nie zgadzają się na pobranie do przeszczepu organów swoich bliskich. Pokutują tu stereotypy, czasem uprzedzenia do służby zdrowia, często względy etyczne. Charakterystyczne jest to, że tę niewyobrażalnie trudną decyzję starszym członkom rodziny często pomagają podjąć jej młodzi członkowie. Oni już inaczej patrzą na te kwestię, są bardziej wyedukowani, częściej o tym rozmawiają, rozumieją, o co w tym chodzi — mówi Katarzyna Chylińska-Wachnianyn.

ad

Liczba przeszczepów serca w Polsce w latach 2012-2016 (wg Polstransplantu)
2016 r. — 101
2015 r. — 99
2014 r. — 76
2013 r. — 87
2012 r. — 80

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama