Reklama

Czego nauczyli się od Włochów? [ZDJĘCIA]

12/11/2021 12:01

Makarony z owocami morza, sałatki z ośmiornicą i przepyszne desery — elbląscy uczniowie spróbowali prawdziwych włoskich potraw i nauczyli się je przyrządzać. Ale jednogłośnie przyznają: — Po dwóch tygodniach tęskniliśmy za zwykłym polskim obiadem.

Długo czekali na ten wyjazd, bo z uwagi na panującą sytuację epidemiczną, podróż przekładana była już od roku. Wreszcie — na początku października — 16-osobowa grupa uczniów i uczennic Zespołu Szkół Gospodarczych w Elblągu rozpoczęła dwutygodniową przygodę, która sporo ich nauczyła. Przyszli kucharze i hotelarze szlifowali swoje umiejętności podczas praktyk w nadmorskich obiektach w Rimini — przepięknym włoskim miasteczku.

[h3]Dziś uczniowie dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami — wiedzą już, czego Polacy mogą nauczyć się od Włochów i odwrotnie.[/h3]

— Restauracja, w której pracowałam, była bardzo duża i przepięknie ozdobiona. Część kuchni była widoczna dla konsumentów, którzy mogli obserwować szefów kuchni przyrządzających dla nich potrawy. Co ciekawe, w części kuchni niewidocznej dla klientów, były kamery, a to, co się w niej działo, goście mogli oglądać na ekranie ustawionym w sali restauracyjnej — nie spotkałam się jeszcze z takim rozwiązaniem w Polsce — mówi Klaudia, uczennica czwartej klasy.

Czego nauczyła się we Włoszech?
— Poznałam tajniki przyrządzania dwóch deserów — crèmebrûlée i tiramisu, a poza tym przygotowywałam mini kanapeczki z owocami morza, pakowałam ośmiornice i oczyszczałam krewetki. Próbowałam ostryg i małż — muszę przyznać, że były trochę gumowe, ale mimo wszystko bardzo mi smakowały — opowiada dziewczyna.

[gallery]126114[/gallery]

Magda praktyki odbywała w nieco mniejszej restauracji, gdzie jej podstawowym zadaniem również było oczyszczanie krewetek.
— Kucharze z mojego miejsca pracy specjalizowali się głównie w makaronach z owocami morza, ale miałam też okazję spróbować ich deserów, które wydawały mi się nieco za słodkie — wspomina uczennica ZSG w Elblągu.

Obie nastolatki przyznają, że ich współpracownicy byli przesympatyczni, a problemu nie stanowiła nawet bariera językowa.
— Niewielu Włochów mówi płynnie po angielsku, ale jakoś się dogadywaliśmy — głównie na migi, co sprzyjało zabawnym sytuacjom i udowodniło nam, że jak są chęci, to zawsze można się porozumieć — mówi Magda.

A Kasia, która pracowała jako kelnerka, przyznaje: — Kiedy były jakieś problemy z komunikacją, nikt się nie denerwował. Wszyscy byli w stosunku do siebie bardzo cierpliwi i na wszystkie możliwe sposoby próbowali wytłumaczyć to, co chcą nam przekazać.

Problemów z dogadaniem się ze współpracownikami nie miał też Filip, który był odpowiedzialny za przygotowywanie jednostek mieszkalnych w jednym z nadmorskich hoteli.

— Osoby pracujące w kuchni i na recepcji posługiwały się językiem angielskim, ale panie pokojowe, z którymi najczęściej rozmawiałem, znały tylko włoski. To jednak nie był kłopot dla żadnej ze stron — ja mówiłem do nich po angielsku, one do mnie po włosku i jakoś się dogadywaliśmy. Z czasem ja nauczyłem się kilku słówek z ich języka, a one podłapały trochę angielskiego — opowiada Filip.

Czy coś zaskoczyło go w funkcjonowaniu włoskiego obiektu turystycznego?
— Wiele procesów było zautomatyzowanych — m.in. te dotyczące prania i prasowania pościeli, dzięki czemu praca wcale nie była męcząca. Muszę zwrócić uwagę na to, że mimo tego, że mój hotel był obiektem 4-gwiazdkowym, w Polsce dostałby najwyżej trzy gwiazdki. Wnętrze było jednak bardzo schludne. Włosi do wszystkiego podchodzą na spokojnie — swoją pracę wykonują powoli, ale dokładnie — zdradza nastolatek.

[h3]I dodaje: — Ludzie tam wydają się dużo bardziej pogodni niż my. Można to zauważyć, nawet idąc ulicą — wszyscy się uśmiechają. [/h3]

Słowa Filipa potwierdza Daria, która pracowała jako kelnerka w tym samym hotelu.
— To prawda — Włosi robią wszystko z uśmiechem na twarzy. Nie pracują pod presją, są wyrozumiali i cierpliwi — nie ma tego wyścigu szczurów i ciągłego pośpiechu, a mimo wszystko są bardzo zorganizowani — tego bez wątpienia moglibyśmy się od nich nauczyć — przyznaje dziewczyna.

Na atmosferę w swoim miejscu praktyk nie może narzekać również Danusia.
— Kucharze byli bardzo mili — ciągle były jakieś powody do śmiechu, chociaż tylko jeden z nich mówił po angielsku. Z każdym dniem pozostali współpracownicy uczyli się jednak kolejnych słówek, ale w języku angielskim, bo, jak sami stwierdzili, polski jest dla nich za trudny — opowiada uczennica ZSG.

[h3]Cała grupa jednogłośnie przyznaje: — Dużo się nauczyliśmy i gdybyśmy mieli jeszcze raz podjąć decyzję o praktykach, nawet przez chwilę byśmy się nie wahali.
[/h3]
Włoska kuchnia zrobiła na nich wrażenie, chociaż odkryli pewne jej mankamenty. Danusia zwraca uwagę na to, że brakowało jej zup. Magda przyznaje, że włoskie colazione — czyli śniadanie — składające się z talerza słodkich ciast i rogali — jest na dłuższą metę męczące. Daria zauważa za to, że po dwóch tygodniach codziennego jedzenia makaronu, wszystkim brakowało już zwykłego polskiego obiadu.

Ale jest coś, co smakowało każdemu i o co musiałam zapytać — pizza.
— Pyszna — odpowiadają rozmarzeni uczniowie niemal chórem. A ja dowiaduję się od nich, że sekret prawdziwej włoskiej pizzy tkwi w cienkim cieście, idealnie doprawionym sosie pomidorowym, małej ilości składników i dobrej jakości oliwie, z którą jest podawana.

A lody?
— Przepyszne — mówi Klaudia. — Nie ma nawet porównania do tych, które u nas nazywane są lodami włoskimi. Tak naprawdę nie mają nic wspólnego z tym, jak przygotowują je Włosi — wyjaśnia dziewczyna.

A czy Włosi mogą nauczyć się czegoś od Polaków?
— Jazdy samochodem — jednogłośnie odpowiadają uczniowie. — Trzeba przyznać, że we Włoszech zdecydowanie brakuje dobrych kierowców — jeżdżą bez włączonych świateł, co chwilę dochodzi do stłuczek, a kiedy chcą skręcić, nie włączają kierunkowskazu, ale trąbią. Trzeba tam na siebie naprawdę bardzo uważać — stwierdza Daria.

A Danusia dodaje: — Dla Włochów to normalne, że kiedy podczas jazdy samochodem przypomni im się, że mają ochotę na pizzę, zatrzymają się nawet na środku ronda, by po nią wyskoczyć.

Jeżeli jednak chodzi o warunki i atmosferę w pracy, uczniowie nie ma wątpliwości, że Włosi wypadają znacznie lepiej od Polaków, dlatego cieszą się, że na praktyki trafili właśnie do Rimini. A już w marcu i kwietniu nadchodzącego roku swoją włoską przygodę rozpoczną kolejne dwie grupy przyszłych kucharzy i hotelarzy z Zespołu Szkół Gospodarczych w Elblągu.

Kamila Kornacka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama