Reklama

Czwarty proces w sprawie śmierci 1,5-rocznego chłopczyka

26/08/2013 11:34




Nie zrobiłem krzywdy Szymonkowi. To był nieszczęśliwy wypadek — twierdzi Tomasz M., oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym 1,5-rocznego chłopczyka. Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Elblągu rozpoczął się jego proces. To już czwarta próba osądzenia mężczyzny. Trzy wcześniejsze wyroki były uchylane przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku.





Rozpoczęty dzisiaj proces będzie krótszy od trzech poprzednich, a to m.in. z tego względu, że sąd nie będzie przeprowadzał wszystkich czynności ponownie. Nie ma na przykład konieczności przesłuchiwania wszystkich świadków. 

Sąd chce ponownie m.in. przesłuchać matkę Szymonka, Marietę W. w obecności biegłych psychologa i psychiatry. Planowane jest także przeprowadzenie eksperymentu w mieszkaniu przy ul. Nowowiejskiej, w którym doszło do tragedii.

Tego domagał się m.in. Sąd Apelacyjny w Gdańsku, który nakazał powtórzenie procesu. Chodzi o to, czy Marieta W., która była w chwili zdarzenia w innym pokoju, powinna usłyszeć upadek dorosłego mężczyzny na podłogę. Dzisiaj sąd przypominał wyjaśnienia, jakie składał dotychczas Tomasz M. 27-letni mężczyzna ponownie nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Konsekwentnie twierdzi, że w dziecięcym pokoju 28 grudnia 2008 r. doszło do nieszczęśliwego wypadku. 

Tomasz M. był konkubentem Mariety W., nie był ojcem Szymona. Noc poprzedzającą tragiczne zdarzenia spędził w mieszkaniu kobiety.

Nad ranem, około godziny 6, Marietta W. poprosiła go o nakarmienie Szymona.

— Szymon nie spał. Wyciągnąłem go z łóżeczka i położyłem na prawej ręce, w lewej trzymałem butelkę. Karmiłem w ciemnościach, chodząc po pokoju. Razem przewróciliśmy się na podłogę, nie pamiętam czy potknąłem się, czy stanąłem na zabawkę, która leżała na podłodze — wyjaśniał Tomasz M. 


Jak twierdzi mężczyzna, to właśnie w wyniku upadku u Szymonka miały powstać śmiertelne obrażenia. Po upadku Tomasz M. odłożył dziecko do łóżeczka, nie powiedział nic Mariecie W. o upadku.


— Powiedziałem Mariecie, że Szymon dziwnie oddycha. Ona mnie uspokoiła mówiąc, że zalega mu flegma — wyjaśniał. 

Prokuratura nie wierzy w wyjaśnienia Tomasza M. Sekcja zwłok wykazała, że chłopczyk miał m.in. pękniętą wątrobę i rozległy krwotok wewnętrzny. Zdaniem śledczych, śmiertelne obrażenia u chłopczyka powstały w wyniku ciosu zadanego z dużą siłą w brzuch. 

Proces jest poszlakowy, bo prawdę o tym, co się wydarzyło zna tylko Tomasz M. Nawet elbląscy sędziowie wydawali w tej sprawie różne wyroki.

Za pierwszym razem sąd uznał, że śmierć Szymonka była efektem nieszczęśliwego wypadku - Tomasz M. został za to skazany na dwa lata więzienia. Od tego wyroku odwołała się jednak prokuratura. Dwa kolejne procesy zakończyły się podobnie - Tomasz M. został uznany winnym pobicia ze skutkiem śmiertelnym i skazany na 7 lat i 8 miesięcy więzienia. Od tych wyroków odwoływał się jednak oskarżony, a Sąd Apelacyjny nakazywał ponowne rozpatrzenie sprawy. Czy czwarty proces będzie ostatnim w tej sprawie? 

Tomasz M. jest na wolności. Od tragicznych zdarzeń minęło już prawie pięć lat. 


AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama