Wszystko rozegrało się w zaledwie trzy godziny. Jeszcze o pierwszej w nocy Kumiela była spokojna, a poziom wody niski. O 4:30 rzeka w kilku miejscach przerwała koryto, zalewając piwnice, podwórka i ulice. Choć Elbląg co kilka lat mierzy się z podobnymi podtopieniami, tym razem żywioł znów zaskoczył.
Jak relacjonują służby miejskie, do godziny 1:00 sytuacja wydawała się stabilna. Prognozy nie wskazywały na tak intensywne opady, a poziom rzeki był niski.
– O godzinie 1:00 mieliśmy ostatni meldunek uspokajający, mówiący o tym, że stan Kumieli jest niski. Wczoraj po południu robiłem objazd miasta i o wiele bardziej niebezpiecznie wyglądała rzeka Babica – mówił Tomasz Świniarski, dyrektor Departamentu Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Miejskim w Elblągu podczas konferencji prasowej związanej z ogłoszonym stanem przeciwpowodziowym w Elblągu.
Do przełomu doszło nad ranem. Między 4:00 a 4:30 poziom wody w Kumieli gwałtownie wzrósł, przekraczając możliwości retencji. Rzeka wystąpiła z brzegów w kilku miejscach jednocześnie – m.in. na ul. Związku Jaszczurczego, Grunwaldzkiej i Malborskiej.
– Od godziny 1:00 nastąpił lawinowy wzrost poziomu wody. Sami zastanawiamy się, dlaczego aż tak intensywnie ta woda przybrała, bo że przybierze, wiedzieliśmy wszyscy, ostrzeżenia pogodowe obowiązywały od kilku dni. Osobiście po przyjeździe na Związku Jaszczurczego chodziłem po klatkach schodowych i dzwoniłem do mieszkańców, żeby jak najszybciej zabierali samochody z piwnic – dodał Świniarski.
Na ulicach natychmiast pojawiła się straż pożarna. Do działań skierowano ponad 200 strażaków, w tym jednostki z powiatów ostródzkiego i iławskiego. Największe siły trafiły w okolice szpitala miejskiego, który był jednym z głównych punktów zagrożenia.
– Jak tylko otrzymaliśmy komunikat o zagrożeniu, wszystkie służby natychmiast ruszyły w teren. W pierwszej kolejności zabezpieczyliśmy szpital oraz rozdzielnię prądu, by zapewnić bezpieczeństwo pacjentom, w tym osobom przyjeżdżającym na dializy. To była kwestia ratowania życia – przekazała Katarzyna Wiśniewska, wiceprezydent Elbląga.
Szpital nie został zalany.
– Szpital został obroniony z pełnymi siłami. Rozstawiony został specjalistyczny sprzęt – rękawy przeciwpowodziowe dociążone workami – poinformował mł. bryg. Bogdan Grzymowicz, komendant miejski PSP w Elblągu.
To nie pierwszy raz, gdy mieszkańcy Elbląga budzą się z wodą w piwnicach, a służby walczą o ochronę szpitala i głównych ulic miasta. Scenariusz znany z poprzednich lat powtórzył się.
– Tak, zdajemy sobie sprawę, że ta sytuacja się powtarza – przyznał Tomasz Świniarski. –Prezydent już w zeszłym roku interweniował w Wodach Polskich, żeby sfinalizować inwestycję, która ma kolosalne znaczenie dla Elbląga, czyli budowę zbiornika retencyjnego na Srebrnym Potoku. Dostaliśmy zapewnienie, że ten zbiornik ma powstać do 2029 roku – dodał.
Na razie jednak samorząd może opierać się tylko na działaniach doraźnych. – Niestety natura nas wyprzedziła i nie dała nam poczekać. W tym roku jedyne, co mogliśmy zrobić, to monitorować stan koryta. Zwracaliśmy uwagę Wodom Polskim, że nie było ono we właściwy sposób przygotowane, ale interwencyjnie podejmowano działania, żeby je dostosować do wyższego poziomu wody – zaznaczył Świniarski.
I podkreślił, że sytuacja z ostatniej nocy była bardziej dynamiczna niż ta z 2017 roku. – Dzisiejszy stan wody jest wyższy niż w 2017 roku. W pewnym momencie z naturą nikt nie wygra. Gdybyśmy nawet chcieli rozstawić rękawy wzdłuż całej Kumieli, to gwarantuję, że ona i tak znalazłaby zatrzymanie na przepuście po drugiej stronie Grunwaldzkiej, bo to jest newralgiczny punkt, i wylałaby, cofając się w tę stronę, w którą się dzisiaj cofnęła – podkreślił.
O przyczynie systemowej opowiedział Cezary Terech, dyrektor Zarządu Zlewni Elbląg.
– W 2017 roku rozpoczęliśmy budowę zbiornika retencyjnego na Srebrnym Potoku. Niestety, do dziś nie możemy jej dokończyć. To jest główna przyczyna problemu. Kumiela to rzeka górska, z wartkimi spływami, których nie da się łatwo zatrzymać. Już w pierwotnych założeniach planowano budowę progów na jarach, które miały spowalniać nurt. Uważam, że wciąż potrzebne są przynajmniej dwa takie progi. Dziś nie wystarczy jeden zbiornik. Potrzeba dwóch: mokrego i rumoszowego. Ten drugi powinien znajdować się od strony Bażantarni i zatrzymywać rumosz – gałęzie, błoto, wszystko to, co spływa z lasu i przecinek. Dopiero przefiltrowana woda trafiałaby do zbiornika mokrego, który można opróżniać przed spodziewanymi opadami. Tego nie zrobiliśmy. Ja sam rozpoczynałem tę inwestycję jeszcze jako przedstawiciel Żuławskiego Zarządu Melioracji, a dziś – jako dyrektor Zarządu Zlewni Elbląg – wciąż nie mogę jej zakończyć – podsumował.
Miasto przygotowało dwa punkty z workami z piaskiem: przy ul. Zagonowej i Grunwaldzkiej. Mieszkańcy mogą zabezpieczać swoje posesje we własnym zakresie. –Pomagamy też lawetami w przewożeniu zalanych aut – zapewniła wiceprezydent Katarzyna Wiśniewska.
Ewelina Gulińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nikt się nie spodziewał tak nagłego wzrostu - rozumiem jeśli mówi to zwykły mieszkaniec, ale nie specjalista. Skoro w nocy zalało Tolkmicko, to już w nocy mogło jeździć auto z megafonem ostrzegające nas - mieszkańców. Żeby drzwi do klatek/sklepów/garaży podziemnych zabezpieczyć workami, żeby przestawić auta. Megafon się znalazł dzien po tragedii, żeby kazać ludziom usuwać zalane auta z drogi. Rzeka to żywioł, ale można ludzi na ten żywioł przygotować.
Nikt się nie spodziewał tak nagłego wzrostu - rozumiem jeśli mówi to zwykły mieszkaniec, ale nie specjalista. Skoro w nocy zalało Tolkmicko, to już w nocy mogło jeździć auto z megafonem ostrzegające nas - mieszkańców. Żeby drzwi do klatek/sklepów/garaży podziemnych zabezpieczyć workami, żeby przestawić auta. Megafon się znalazł dzien po tragedii, żeby kazać ludziom usuwać zalane auta z drogi. Rzeka to żywioł, ale można ludzi na ten żywioł przygotować.