Reklama

Jaki wyrok za śmierć Szymonka? Zakończył się czwarty proces

07/07/2014 19:00

W elbląskim sądzie zakończył się w poniedziałek (7 lipca) czwarty proces Tomasza M., oskarżonego o śmiertelne pobicie 1,5-rocznego Szymonka w mieszkaniu przy ul. Nowowiejskiej. Prokurator zażądał dla mężczyzny 7 lat i 8 miesięcy więzienia. Wyrok zostanie ogłoszony w najbliższy poniedziałek.

Od śmierci Szymonka minęło już ponad pięć i pół roku, a do dzisiaj oskarżony w tej sprawie Tomasz M. nie usłyszał prawomocnego wyroku. Na kolejne rozstrzygnięcie czeka na wolności.

To jedna z trudniejszych spraw, z jaką w ostatnich latach zmierzył się elbląski wymiar sprawiedliwości. 1,5-roczny Szymon zmarł 28 grudnia 2008 r. w mieszkaniu przy ul. Nowowiejskiej. Prokuratura twierdzi, że obrażenia, które spowodowały śmierć chłopczyka (uszkodzona wątroba i stłuczony mięsień serca) powstały w wyniku zadania co najmniej jednego ciosu przez Tomasza M. Ten broni się, że to był nieszczęśliwy wypadek. Tego ranka poszedł do dziecięcego pokoju nakarmić dziecko swojej partnerki, a w trakcie karmienia miał się z nim przewrócić na podłogę.

Sąd Okręgowy w Elblągu (za każdym razem w innym składzie) wydał w tej sprawie już trzy wyroki - wszystkie były jednak uchylane przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Czwarta próba osądzenia Tomasza M. rozpoczęła się w sierpniu ubiegłego roku. Więcej światła na to, co wydarzyło się w dziecięcym pokoju miały rzucić nowe dowody, m.in. kolejna opinia biegłych z zakresu medycyny sądowej, a także eksperyment przeprowadzony w mieszkaniu, w którym doszło do tragedii. Wczoraj, podczas ostatniej rozprawy, zaprezentowano jego efekty. Sąd chciał sprawdzić, czy odgłos upadającego na podłogę mężczyzny z dzieckiem na ręku byłby słyszalny w drugim pokoju. Matka dziecka zeznała przed sądem, że tamtego poranka nie słyszała żadnych niepokojących odgłosów z dziecięcego pokoju. A, jak wykazał eksperyment, na pewno powinna usłyszeć upadek dorosłego mężczyzny.

— Nie było upadku. Tomasz M. tamtego dnia nie opowiedział o nim matce dziecka, nie powiedział także ekipie pogotowia, która pojawiła się w mieszkaniu. Wersja o upadku pojawiła się po dwóch dniach, kiedy został zatrzymany. Później ewoluowała — przekonywała w mowie końcowej prokurator Małgorzata Lewko.

Prokuratora zażądał dla Tomasza M. kary 7 lat i 8 miesięcy więzienia. Adwokat oskarżonego mężczyzny Józef Borkowski wniósł o to, by jego klient został skazany za nieudzielenie pomocy (dzięki temu może liczyć na o wiele łagodniejszy wyrok). Jego zdaniem, zebrane dowody nie świadczą o tym, że to cios zadany przez jego klienta spowodował śmiertelne obrażenia.
— Jeśli nawet przyjąć stanowisko prokuratury, to jaki był motyw działania oskarżonego, dlaczego to zrobił? To był udany związek, nie patologiczny, matka miała zaufanie do partnera życiowego, stąd to on poszedł nakarmić dziecko. Tomasz M. odnosił się do tego dziecka pozytywnie — mówił m.in.

Jeszcze wcześniej podczas wczorajszej rozprawy Tomasz M. poprosił o zmianę adwokata z urzędu. Jego zdaniem, dotychczasowy obrońca nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków. Sąd uznał, że ten wniosek ma na celu jedynie przedłużenie toczącego się procesu i nie uwzględnił go. Podobnie jak dwóch kolejnych, zgłoszonych już przez adwokata na prośbę jego klienta.
Wyrok zostanie ogłoszony w najbliższy poniedziałek. AKT

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo DziennikElblaski.pl




Reklama